piątek, 27 marca 2015

Czy ktoś morduje bliskich Wiktora Janukowycza?

Wiktorowi Janukowyczowi udało się w porę opuścić Kijów i udać się na emigrację do Rosji. To zapewne uratowało mu życie, ale czy to samo można powiedzieć o jego rodzinie i bliskich współpracownikach. Od pewnego czasu bliskiemu otoczeniu Janukowycza towarzyszy seria tajemniczych zgonów, z synem byłego ukraińskiego prezydenta na czele.
 



20 marca tego roku Volkswagen minibus wiózł sześciu pasażerów po powierzchni zamarzniętego jeziora Bajkał. Członkowie grupy najprawdopodobniej odbywali wycieczkę krajoznawczą, gdy nagle lód pękl i pojazd wpadł do jeziora. Podczas trwającej 2 godziny akcji ratowniczej uratowano pięciu pasażerów, zginął tylko jeden - 33-letni Wiktor Janukowycz, młodszy syn byłego prezydenta Ukrainy.


Wypadki chodzą po ludziach, można by powiedzieć, jednakże w otoczeniu Janukowycza tych wypadków w ostatnim czasie jest znacznie więcej. Nieco wcześniej, 12 marca znaleziono ciało Ołeksandra Pekluszenki, członka Partii Regionów i byłego gubernatora regionu Zaporoża, którego podejrzewa się o odegranie jednej z kluczowych ról podczas pacyfikacji protestów na Majdanie. Pekluszenko został postrzelony w szyję, według ukraińskiej policji najprawdopodobniej popełnił samobójstwo.


To nie zamyka czarnej listy osób z najbliższego otoczenia Wiktora Janukowycza, które poniosły śmierć w ostatnim czasie. 9 marca znaleziono ciało Stanisława Mielnika, byłego deputowanego Ukrainy, zaś pod koniec lutego z okna swojego mieszkania na 17. piętrze wyskoczył Michajło Czeczetow, również związany z Partią Regionów, podobnie jak i Siergij Walter, burmistrz Meliopola oskarażany o nadużycia, który rzekomo powiesił się 25 lutego. Dzień później znaleziono ciało szefa policji Meliopola, Ołeksandra Bordiucha. Pierwszym zmarłym był natomiast Oleksij Koleśnik, były przewodniczący władz Charkowa, którego znaleziono powieszonego 29 stycznia.

Jeśli śmierć tych osób mogła być powiązana z jedną osobą lub organizacją, to z kim konkretnie? Czy może być to zemsta protestujących na Majdanie organizacji? A może cicha, lecz brutalna walka o władzę, która odbywa się poza obiektywami kamer?


źródło

środa, 25 marca 2015

Państwo Islamskie - jedyny kraj na świecie, gdzie zapłacisz złotymi monetami

11 listopada instytucja pełniąca rolę departamentu skarbu (Beit al Mal) ogłosiła, że ISIS wprowadzi do obiegu dinara, który wykonany będzie ze złota, srebra oraz z miedzi. Swoją nazwą nowa waluta nawiązywać ma do Kalifatu Umajjadzkiego, który panował nad światem islamskim w VII i VIII wieku (a przez kolejne wieki rządził w muzułmańskiej Hiszpanii). 
 


Pomimo początkowego sceptycyzmu ze strony obserwatorów informacje dochodzące z terenów Iraku i Syrii sugerują, że władze ISIS intensywnie gromadzą całe złoto jakie uda im się zdobyć i pracują nad tym monety trafiły wkrótce do obiegu, na Twitterze można już znaleźć zdjęcia pierwszych wytłoczonych monet (poniżej), można na nich zobaczyć między innymi mapę świata, wizerunek meczetu Al-Aqsa w Jerozolimie oraz wieży Jezusa przy meczecie w Damaszku. 



W większości głównych miast Iraku kupcy muszą poszukiwać nowych dostawców, gdyż Państwo Islamskie skupuje całe złoto i srebro jakie tylko pojawi się na rynku, wydano również rozkaz bojownikom walczącym na froncie by gromadzili wszelką ilość miedzi jaką będą w stanie zdobyć, szczególnym zainteresowaniem cieszą się więc między innymi kable elektryczne.

Czy nowy pieniądz zyska zaufanie ludzi? ISIS ma wielu wrogów, wielu życzy im rychłego końca, mało też prawdopodobne by mieszkańcy Syrii i Iraku nagle zaufali pieniądzowi emitowanemu przez samozwańcze państwo, którego istnienia nie uznaje nikt na świecie. A jednak, jeśli w obieg wpuszczono by pieniądze oparte na kruszcu, wówczas nikt nie musiałby ufać ani sympatyzować z ISIS, złoto czy srebro mają swoją wartość bez względu na to kto bije z nich monety, może więc Państwo Islamskie znalazło sposób na własny pieniądz?


źródło

wtorek, 24 marca 2015

Plony większe niż GMO - czy kalifornijski farmer dokonal rewolucji w produkcji żywności?

Szalony naukowiec? A może jedynie uważny obserwator? Podczas gdy świat zastanawia się jak sprawić by plony były jeszcze bogatsze, Paul Kaiser po prostu uprawia swoje nieduże pole i osiąga ogromne zyski. Jak on to robi?


Paul Kaiser nie jest wielkim plantatorem, posiada jedynie liczące 8 akrów gospodarstwo, nie sprzyja mu też pogoda - pomimo, że Kalifornia zazwyczaj cieszy się niezwykle sprzyjającym rolnictwu klimatem, to jednak od kilku lat panuje tam susza, która niezwykle daje się we znaki lokalnym farmerom. Mimo warunków pogodowych zarobił on na swoich plonach kilkaset tysiecy dolarów a na jego farmę przyjeżdżają z daleka specjaliści by dowiedzieć się w czym tkwi jego tajemnica.

Na farmie Kaisera trudno by się było doszukiwać jakichkolwiek sztucznych nawozów czy tym bardziej modyfikowanej genetycznie roślinności. Wszystko opiera się na naturalnych składnikach i zwyczajnym... kompoście będącym niczym innym jak resztkami jedzenia i roślin. Najciekawsze jest jednak to, że Kaiser w ogóle nie plewi swoich upraw, zostawia w glebie korzenie poprzednio rosnących tam roślin a mimo wszystko gleba jest żyzna jak nigdzie indziej w okolicy! Na tym nie koniec, znalazł on także sposób na radzenie sobie z suszą i potrzebą ciągłego nawadniania. Woda w Kalifornii staje się co raz cenniejsza a rolnicy co raz więcej pieniędzy wydają na to by utrzymać swoje rośliny w dobrym stanie. Kaiser natomiast praktycznie wcale nie potrzebuje znaczących ilości wody, korzysta za to ze specjalnych akrylowych pokryw, które umieszcza na grządkach. Dzięki temu izoluje on glebę od promieni słonecznych, sprawia, że ta nie wysycha i oszczędza przy tym znaczące ilości wody.

Niedawno jego gospodarstwo odwiedzili przedstawiciele wielu organizacji rolniczych, szukali porad i pomysłów na to jak zwiększyć swoje własne plony. Sam bohater tego artykułu utrzymuje, że metody uprawy, które sprawią, że ludzie staną się samowystarczalni leżą tuż za rogiem, dzięki nim ludzie zapewnią sobie niezależność także ekonomiczną a co za tym idzie także społeczną. Czy można chcieć więcej?



poniedziałek, 23 marca 2015

Fragment powieści "Kod Władzy". Rozdział 16 Zamek Hochosterwitz. Austria

www.yunphoto.net


Marc obudził się. Nerwowo spojrzał na zegarek. Dwudziesta druga dwadzieścia. Zerwał się z łóżka. Sięgnął po telefon. Ręce mu drżały. Przyłożył słuchawkę do ucha. Czuł, jak głośno bije mu serce. – Osoba, do której dzwonisz, jest poza zasięgiem sieci lub ma wyłączony telefon – zabrzmiał komunikat. Wybrał jeszcze jeden numer.
– Witaj, macie jakieś wiadomości od Monik? – zapytał nerwowo. – Nie? Czemu jestem taki nerwowy? Nie, nie jestem – starał się uspokoić, by nie denerwować niepotrzebnie jej rodziców. – No wiesz, jak to jest... po prostu, tęsknię – starał się być spokojny. – Dobrze, zadzwonimy do was jutro. – „Mam nadzieję” – pomyślał. – Dobranoc. U mnie? U mnie wszystko w porządku. Śpijcie dobrze – pożegnał się szybko. Zastanawiał się przez chwilę. Wszedł do łazienki, przyczesał włosy, spoglądając do lustra. Był blady. Potarł rękami twarz, by pobudzić krążenie krwi. Wszedł do komnaty. Ubrał buty i kurtkę. Wychodząc z pokoju, dotknął kieszeni kurtki. Sprawdził, czy ma w niej telefon.
– Jest, w porządku – uspokoił się. Po schodach schodził ostrożnie. Czuł, jak drżą mu kolana. Był zdenerwowany. Wyszedł na dziedziniec. Panował na nim gęsty mrok. Światła, których iluminofonia oświetlała wczoraj elewację zamku, były wyłączone. Na dziedziniec sączyło się jedynie ponure światło, kołyszącej się w rytm powiewów wiatru, dużej lampy, zawieszonej tuż nad wejściem do budynku. Marc zmrużył oczy. Niewiele widział. Przeszedł po omacku kilka kroków. Miał nadzieję, że spotka kogoś, kto pomoże mu dostać się do samochodu. Chciał pojechać na lotnisko szukać Monik. Potem być może na policję. Wiedział, że musi coś zrobić. Nie mógł czekać bezczynnie do rana. Rozejrzał się dookoła. W oddali pod murem, w kierunku ostatniej, czternastej bramy, kilku mężczyzn poganiało grupę osób idących parami. Tłoczyli się. Marc stanął jak wryty.
– Jezu, co to? Ruszył do przodu. Prawie biegł. Idący ludzie, jak mu się wydawało, przyspieszyli. Niewielki konwój poruszał się szybciej, tak jakby miał zniknąć, zanim Marc do niego dotrze. W chwili gdy dobiegał do grupy osób, pierwsi ludzie zaczęli znikać w murze bramy. Marc nie potrafił dostrzec, gdzie wchodzili. Załapał za rękaw najbliższego konwojenta.
– Co wy robicie! – krzyknął i zaraz zamilkł, spoglądając na twarz wysokiego mężczyzny idącego w ostatniej parze. Zastygł. Spojrzał w oczy człowieka, który wydawał mu się znajomy. Jego oczy były dziwne... jakby półprzytomne.
– Ależ... to ty? – Marc starał się szybko skupić. – Tom!... Boże, to ty, Tom! Szukałem ciebie i twojej żony... jak zniknęliście na zamku Czocha. Jezu! Tom... co ci jest? Konwojent pchnął człowieka, do którego zwrócił się Marc. Spojrzał na niego.
– Odejdź! Natychmiast odejdź! – krzyknął do niego po angielsku. – Wynoś się!
Odepchnął go mocno od siebie. Marc zatoczył się. Zrobił gest rękoma, jakby chciał się czegoś złapać. Nie znalazł jednak w mroku nocy niczego, co mogłoby mu pomóc. Odchylił się mocno. Zachwiał się. Upadł do tyłu. Uderzył głową o coś twardego.
Zemdlał.

niedziela, 22 marca 2015

Rewolucje albo nowa wiosna ludów. Czy tym razem w Polsce?

Wielkie manifestacje, rewolucje, przewroty polityczne, co po nich zostało? Czy protesty, tysięcy albo nawet milionów ludzi, którym nie podobała się panująca władza faktycznie na tym skorzystały? A może jedynie czekała ich kolejna rządząca klika albo wręcz wojna domowa? Przypominam tekst sprzed wielu lat, napisany na samym początku, gdy blog ten dopiero ruszał i zachęcam do zastanowienia, czy wkróte ktoś nie zechce zorganizować w Polsce kolejnego "Majdanu".

Kiedy Napoleon sam nałożył sobie koronę cesarską na głowę, wszystko zapowiadało, że Rewolucja Francuska osiągnęła swoje apogeum, a zmiany jakie ona niesie nie napotkają na żaden opór. Tego z resztą można było się spodziewać, gdy przez kolejnych kilkanaście lat to właśnie Napoleon obalał i umieszczał na tronach kolejnych władców. Jednak już w 1815 roku przywrócono stary porządek, a zwycięskie mocarstwa stały na straży, aby nikt nie zachwiał delikatną równowagą na kontynencie europejskim. Oczywiście nie wszystkim się to podobało, ludzie którzy dążyli do jak największej władzy i panowania nie tylko w Europie, ale na całym świecie dążyli do tego by ustalony porządek podważyć.



czytaj dalej

czwartek, 19 marca 2015

Olej z konopii indyjskich - cudowne lekarstwo na raka?

Ostatnie wydarzenia w Legionowie po raz kolejny stawiają przed opinią publiczną pytania odnośnie potrzeby zakazu posiadania lekkich narkotyków, w tym przede wszystkim marihuany. Przy tej okazji przyjrzyjmy się niektórym interesującym faktom związanym z konopiami indyjskimi i walką rządów z tą rośliną. 
 


Wspólna historia ludzkości i konopi indyjskich sięga tysięcy lat - najstarszy znany materiał wypleciony przez człowieka z konopii został najprawdopodobniej wykonany 7 lub nawet 8 tysięcy lat przez naszą erą. Przez wieki funkcjonowała przede wszystkim jako roślina uprawiana dla swoich włókien, jednak w niektórych krajach znane były jej właściwości lecznicze, stąd w XIX i na początku XX wieku popularne były leki robione na bazie konopi.

Skąd więc nagle w XX wieku marihuana stała się jednym z wrogów publicznych? Istnieje na ten temat wiele teorii spiskowych. Jedną z nich je ta głosząca, że w połowie lat 30. w USA opracowano niezwykle skuteczną technologię produkowania papieru z konopi, którego jakość można było porównywać z tym produkowanym z celulozy drzewnej. Warta miliardy dolarów branża drzewna i papiernicza musiały zareagować i wykorzystując fakt, że konopie mają również właściwości halucynogenne doprowadziły one do ich delegalizacji.W rzeczywistości jednak w wielu krajach marihuana została zabroniona już znacznie wcześniej, już na początku XX wieku była ona nielegalna w Południowej Afryce, w Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i w Kanadzie. W Stanach Zjednoczonych proces ten odbywał się stopniowo, pierwsza była Kalifornia, której władze zabroniły posiadania marihuany już w 1913 roku, głównie w celu zaszkodzenia meksykańskim imigrantom, ktorzy byli głównymi konsumentami tej substancji.

Druga teoria dotyczy koncernów farmaceutycznych - zdaniem wielu osób badających działanie konopi na organizm ludzki olej z kwiatów konopii ma być rzekomo cudownym lekiem na śmiertelne dolegliwości stawiającym na nogi nawet najpoważniej chorych pacjentów. Ekstrakt z konopii włóknistej zawierać ma znaczne ilości substancji czynnych, z których wytłaczane są oleje kojące ból, poprawiające samopoczucie a w niektórych przypadkach doprowadzające do poprawy stanu zdrowia zdawałoby się nieuleczalnie chorych pacjentów.

Jeśli działanie konopi miałoby być faktycznie aż tak zbawienne, wówczas światowe koncerny farmaceutyczne, wydające rocznie miliardy dolarów na badania mające znaleźć lekarstwo na raka nigdy by tych pieniędzy nie odzyskały. Wiadomym jest bowiem, że zainwestowane pieniądze będą chciały odzyskać komercyjnie sprzedając opracowane przez siebie lekarstwo. Lek na bazie konopi, które każdy może wyhodować a następnie wytłoczyć z nich olej mógłby sprawić, że ich interesy byłyby poważnie zagrożone.

Smaczku całej historii dodaje fakt niesławnego raportu Światowej Organizacji Zdrowia, która w połowie lat 90. XX wieku opublikowała raport poświęcony wpływowi poszczególnych używek na zdrowie człowieka. Wkrótce okazało się, że odpowiadające za jego przygotowanie osoby utajniły jeden z rozdziałów, do którego udało się jednak dotrzeć redaktorom magazynu New Scientist. Z brakującego rozdziału wynikało, że marihuana pod względem szkodliwości nie odstaje szczególnie od innych popularnych substacji takich jak alkohol czy nikotyna. Skoro więc to nie zdrowie jest zagrożone, to co, albo może kto?


Światowe koncerny farmaceutyczne od lat ścigają się który pierwszy wynajdzie lekarstwo na raka.

środa, 18 marca 2015

Czyżby kolejna piramida? U wybrzeży Portugalii znaleziono tajemniczą budowlę

Na dnie Atlantyku odkryto niedawno jedną z nowych zagadek historii, według relacji świadków ma się tam znajdować starożytna piramida zatopiona przez wody oceanu.


http://aquariuspage.blogspot.com.br


Na dnie morskim, między wyspami São Miguel i Terceira na portugalskich Azorach poszukiwacze-amatorzy odnaleźli zarysy formacji skalnej, której spiczasty kształt i kwadratowa podstawa sugerują, że może to być zatopiona piramida. Szacuje się, że może mieć ona około0 60 metrów wysokości a jej podstawa liczy 8000 metrów kwadratowych. Dla porównania Wielka Piramida w Gizie mierzy 146 metrów wysokości a jej podstawa liczy ponad 230 metrów kwadratowych. Obecnie trwają badania znaleziska, tematem zainteresowała się między innymi portugalska marynarka, poinformowały o tym także tamtejsze media.

Interesujący jest jednak fakt, że według dotychczasowych relacji "piramidę" znaleziono niedawno, ale według earthweareone.com jeszcze w roku 2012 prowadzono w tej okolicy badania aktywności wulkanów, do których użyto sonaru, dziwnym jest więc, że już wtedy nie natrafiono na tak dużą i nietypową strukturę. A może trafiono, tylko sprawa została zatuszowana.

Tereny, na której znaleziono "piramidę" znajdują się pod wodą od blisko 20 tysięcy lat, nie wiadomo więc jaka cywilizacja mogłaby zbudować tak monumentalną kontrukcję.

Pierwotnie sądzono, że Azory pozostawały niezamieszkane aż do przybycia tam Portugalczyków, jednakże ostatnie odkrycia archeologiczne obaliły ten pogląd. Niedawno bowiem na wyspie Pico znaleziono ślady sztuki naskalnej, których wiek szacuje się na tysiące lat.




wtorek, 17 marca 2015

Czy Rosja może stać się krajem muzułmańskim?

Zdjęcia Paryża, Marsylii czy Londynu, na których co raz częściej można zobaczyć grupy modlących się muzułmanów to już standard. Dużo mówi się też o zachodnioeuropejskich konwertytach, którzy przeszli na islam i teraz walczą po stronie Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii. Mało kto jednak wie, że znany opozycjonista Aleksander Litwinienko na łożu śmierci przyjął islam i zmarł jako muzułmanin. Nie jest przy tym odosobniony w swoim wyborze, gdyż wśród Rosjan islam staje się co raz popularniejszy.

Muzułmanie żyją w Rosji od stuleci, dawniej byli przede wszystkim reprezentowani przez Tatarów, jednak islam jest też popularny wśród narodów Azji Środkowej i Kaukazu. Istotne jest jednak przy tym to, że przy malejącej liczbe rodowitych Rosjan populacja muzułmanów stale rośnie. Jak podaje Richard Pipes tylko w Moskwie przeciętna rosyjska kobieta rodzi średnio 1,1 dziecko, podczas gdy kobieta pochodzenia tatarskiego ma już tych dzieci sześcioro, zaś matki pochodzenia czeczeńskiego czy inguskiego potrafią mieć średnio dziesięcioro dzieci.



Chociaż Rosja nie publikuje oficjalnych statysyk dotyczących demografii dzielących przyrost naturalny na poszczególne grupy etniczne to jednak Mark Admonanis z Forbesa wysilił się na stworzenie interesującego opracowania dotyczącego poziomu rozrodczości w poszczególnych republikach na terenie kraju. Przede wszystkim okazało się, że w republikach zdominowanych głównie przez ludność słowiańską średnia liczba urodzin (w Rosji i tak niewysoka) jest o 3% niższa niż w pozostałych. Ponadto, jak podaje portal The Weekly Number muzułmańska populacja w Rosji charakteryzuje się też znacznie niższą średnią wieku od innych grup etnicznych.

Nie bez znaczenia pozostaje także odpowiednia ideologia. Przy bankructwie komunizmu młodzi mieszkańcy Rosji poszukują pomysłu i nowego systemu wartości: rosnącym zainteresowaniem zaczynają się cieszyć nie tylko nacjonalizm rosyjski, ale też choćby tatarski, do tego dochodzą takie ideologie jak eurazjatyzm czy też mający szczególnie silne oparcie w Czeczeni radykalny islam, którego popularność znacznie wzrosła wraz z wybuchającymi w tym kraju wojnami. Sam Ramzan Kadyrow ma szczególnie silną pozycję w obozie Władymira Putina, oficjalnie blokuje on działalność radykalnych islamskich bojówkarzy, lecz w praktyce wykorzystuje ten potencjał do własnych celów tworząc własną armię. Czy kiedyś, w momencie słabości Kremla nie skieruje tej armii przeciwko swoim dotychczasowym protektorom?

Ramzan Kadyrow



poniedziałek, 16 marca 2015

Fragment powieści "Kod Władzy". Rozdział 15 Okolice Klagenfurtu. Austria



Samochód pędził z ogromną szybkością. Z każdą kolejną przekroczoną cyfrą na samochodowym liczniku niepokój Monik wzrastał. Umieszczono ją na tylnym siedzeniu. Z przodu byli dwaj mężczyźni, którzy odebrali ją z lotniska. Jeden z nich tłumaczył jej, że przysłał ich Marc. Zastanawiała się nad ich słowami, nie uprzedzała go przecież, kiedy przyleci. Z lotniska na zamek było tak niedaleko, że nie obawiała się przebyć tej drogi sama. Chciała zrobić mu niespodziankę. Była zaskoczona czekającymi na nią ludźmi. Chciała skontaktować się Marciem, ale nie odbierał telefonu. „Pewnie nie ma sygnału na tym zamczysku” – pomyślała wówczas. Uspokojona myślą, że pewnie dzwonił do jej rodziców i sam nie mogąc po nią wyjechać, przysłał tych ludzi, czuła, że niepokój powoli mija. Początkowo nie dowierzała tłumaczeniom tego obcego mężczyzny. Przekonywał ją, że wszystko jest w porządku. Zostali specjalnie posłani, by ją odebrać. Przyglądała im się wnikliwie. Według tego, co usłyszała, zajmują się ochroną osób, które zostały zaproszone na zamek. Chyba chciała wierzyć tym wyjaśnieniom. Ubrani byli jak zawodowi ochroniarze, mieli profesjonalny sprzęt, w oczy rzucały się słuchawki w uszach. Limuzyna, którą jechali, była jak z rządowego konwoju. Mężczyzna, który z nią rozmawiał, był bardzo uprzejmy. Drugi cały czas milczał. Wprawdzie wydawało jej się, że w pewnej chwili powiedział coś w niezrozumiałym dla niej języku do mikrofonu schowanego w rękawie marynarki, ale rozemocjonowana nie zwróciła na to szczególnej uwagi. Zamek położony był kilkadziesiąt kilometrów od lotniska. Niedaleko.
„Wytrzymam jakoś te kilkanaście minut” – uspakajała się w myślach. W końcu zgodziła się kontynuować podróż. Teraz jechała w pędzącym aucie. Nie była w stanie określić, czy we właściwym kierunku. Nigdy nie była w tych okolicach. Uczepiła się rączki zawieszonej nad oknem. Samochód mocno wychylał się na zakrętach. Obaj mężczyźni milczeli. Kierujący prowadził samochód pewnie, nie okazując żadnych emocji. Na autostradzie panował niewielki ruch. Jeszcze mniejszy był na drodze, na którą zjechali. Przebiegała przez dolinę z niewielką ilością zabudowań. Samochód skręcił w boczną drogę. Jechał szybko, wzniecając za sobą tabuny kurzu. Droga była nierówna. Mijali zagajniki sosnowego lasu, przecinane polami. Nie było widać żadnych zabudowań.
– To droga do zamku? – zapytała głośno.
Żaden z mężczyzn nie odezwał się. Nie zareagowali w najmniejszy nawet sposób.
– Pytałam, czy to droga do zamku? Jak długo jeszcze pojedziemy? – powtórzyła.
Znowu milczenie. Zaczęła się bać. Dyskretnie złapała za klamkę drzwi, pociągnęła ją do siebie. Drzwi nie otwierały się. Jej niepokój rósł. Rozglądała się, myśląc, jak wydostać się z samochodu. Ponure wnętrze wypełnione czernią potęgowało jej strach. Nagle samochód przejechał przez jakąś kamienną bramę. Wtoczył się na nierówne podwórko, wśród zabudowań niewielkiej farmy. Kilka budynków z kamienia. Na środku stara studnia. Samochód zatrzymał się. Obaj mężczyźni wysiedli. Drzwi po stronie Monik zostały otwarte.
– Wysiadaj – usłyszała.
– Proszę? – zapytała łamiącym się głosem.
– Szybko. – Głos nieznajomego brzmiał groźnie.
Posłusznie wysiadła z samochodu.
– Dokąd mam iść?
– Ruszaj – nieznajomy pchnął ją do przodu.
Potknęła się. Zobaczyła przed sobą drzwi prowadzące do głównego budynku.
– Wchodź – popychający ją człowiek otworzył drzwi.
W środku panował półmrok. Drewniane meble, które wypełniały pokój, niczym się nie wyróżniały.
– Na dół! – padło polecenie. Spojrzała na schody prowadzące najprawdopodobniej do piwnicy. Zawahała się.
– Dalej, schodź. – Została ponownie popchnięta. Bez słowa zeszła po schodach. Prowadzący ją mężczyzna otworzył drewniane drzwi. Zobaczyła niewielkie pomieszczenie. Na środku stało łóżko, a obok mały stolik z przystawionym do niego drewnianym krzesłem. W rogu metalowe wiadro.
– Wchodź.
Weszła bez słowa. Drzwi zatrzasnęły się. Została sama. Przerażona usiadła na łóżku.

piątek, 13 marca 2015

Czym są wojny hybrydowe?



O wojnach hybrydowych, szczególnie od czasu wybuchu wojny na Ukrainie, mówi się dużo. Co oznacza jednak to popularne ostatnio określenie nowego typu działań wojennych?




- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf