środa, 17 grudnia 2014

Czy oparte na biologii kombinezony to przyszłość kosmonautyki?

Kiedy człowiek ruszy w kosmos i zacznie podbijać obce planety, będzie musiał stawiać czoła ogromnym wyzwaniom jakie niosły będą ze sobą ekstremalne warunki panujące na ich powierzchniach. Wyobraźmy sobie, że człowiek spróbuje stanąć na rozpalonej promieniami słońca powierzchni Merkurego, bądź też będzie chciał zwiedzić skutą lodem Europę, jak uda mu się to przetrwać?
 
fot. Yoram Reshef


Jeden z projektów realizowanych na uczelni MIT zakłada, że istnieje spora szansa wykorzystana opartych na tworach biologicznych kombinezonów, które będą w stanie sprostać ekstremalnym warunkom jakie można będzie napotkać w tych obcych światach. "Wanderers", czyli Wędrowcy jest wspólnym przedsięwzięciem inżynierów, projektantów oraz specjalistów od druku 3D, którzy podjęli się próby stworzenia prototypów takich kombinezonów.

Neri Oxman z MIT twierdzi, że stroje można zaprojektować w taki sposób, że będą one w stanie ochronić ludzkie życie na przykład poprzez przeprowadzanie procesu fotosyntezy i tym samym zapewniać noszącemu stałe źródło pokarmu, innym pomysłem jest czerpanie przez kombinezon minerałów z powierzchni planety i wykorzystywanie ich do wzmocnienia kości astronauty w warunkach dużej grawitacji.

Oto 4 pierwsze prototypy:

  • Mushtari - ma umożliwić życie na księżycach Jowisza, dzięki połączeniu z ludzkim układem pokarmowym umożliwić ma odżywianie organizmu jedynie dzięki promieniom słonecznym,
  • Zuhal - pokryty jest przypominającą włosy materią, w której żyją bakterie zdolne przekształcić znajdujące się na Tytanie węglowodory w przydatne dla człowieka związki, 
  • Otaared - to egzoszkielet przygotowany do przebywania na powierzchni Merkurego, ma chronić delikatne ludzkie ciało przed promieniami słońca bezlitośnie atakującymi pozbawioną atmosfery powierzchnię planety. 
  • Qamar - to rodzaj skóry zdolnej tworzyć a następnie magazynować tlen, with its moon-inspired texture. This skin creates and stores oxygen using spheric

wtorek, 16 grudnia 2014

George Orwell o świecie. Pomimo upływu czasu tych 10 sentencji nie straciło na aktualności!

Osoba George'a Orwella pozostaje dla mnie od lat wzorem i źródłem inspiracji, nie bez powodu swoim pseudonimem postanowiłem nawiązać właśnie do niego. Poniżej prezentuję garść niezwykle ciekawych sentencji tego wielkiego pisarza i publicysty komentujących współczesny mu świat. Czy tylko współczesny? Spójrzmy na tych 10 zdań i zastanówmy się jak niezwykle uniwersalne okazały się spostrzeżenia Orwella.


1) "W naszych czasach nie ma czegoś takiego jak trzymanie się z dala od polityki. Każda rzecz ma podłoże polityczne, a polityka sama w sobie jest zbiorem kłamstw, uników, głupoty, nienawiści i schizofrenii"

2) "Cała ta wojenna propaganda, cały ten krzyk, kłamstwa i nienawiść biorą się z obojętności ludzi, którzy nie podejmują walki"

3) "Wojna przeciwko obcemu państwu zdarza się wyłącznie wtedy klasy bogate myślą, że będą czerpać z niej zysk"

4) Koncepcja prawdy obiektywnej w naszych czasach powoli zanika ze świata. Kłamstwa zaczną wkraczać do historii."

5) W czasach oszustw mówienie prawdy jest aktem rewolucyjnym"

6) Dziennikarstwo jest drukowaniem tego, czego ktoś inny nie chce by zostało wydrukowane: wszystko poza tym jest public relations.

7) W prawdziwym życiu to kowadło rozbija młot.

8) Nacjonalista nie tylko nie potępia zbrodni popełnionych po jego stronie, ale posiada też niezwykłą zdolność do nie słuchania o nich

9) Zagrożenia dla wolności słowa, pisma i działania, mimo że często śmieszne w odizolowaniu od innych, kumulują się i jeśli nie sprawdzane prowadzą do zupełnego braku poszanowania dla praw obywatela.

10) Jeśli chcecie obrazka z przyszłości to wyobraźcie sobie bucior depczący po ludzkiej twarzy - na zawsze.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Fragment powieści "Tajemnica Czternastej Bramy". Rozdział 2: Hamburg, Niemcy

Strumień ludzi wchodzących do  budynku wydawnictwa
płynął niczym rzeka, która cofnęła swój bieg. Zatrzymywali się
na chwilę na parterze, tyko po to, by za chwilę zniknąć w kilku
windach na piętrach.
Stojąc w jednej z nich, Marc zastanawiał się, czym wypełnić
dzień. Wczoraj skończył artykuł, nad którym pracował od kil-
ku dni. Opisywał w nim zagadkową katastrofę kolejową. Szybki
pociąg uderzył w  most, pod  którym przejeżdżał. Nie bardzo
było wiadomo, co mogło być przyczyną wypadku.
Wyszedł z  windy i  udał się do  swojego pokoju. Włączył
komputer. Usiadł za  biurkiem. Czekał, aż ekran ukaże swoją
zawartość. Zmrużył oczy, był niewyspany. Nie mógł zasnąć,
myśląc o rozmowie ze swoim wieczornym, niespodziewanym
gościem.
Otworzył pocztę. Przeglądał maile. Przy niektórych zatrzy-
mywał się chwilę. Czytał je mniej lub bardziej uważnie. Wśród
dwudziestu kilku wiadomości dostrzegł zaproszenie skierowa-
ne do niego przez redaktora naczelnego. Przeczytał tę informa-
cję kilkakrotnie. Kończyła się słowami: Zapraszam na godzinę
jedenastą.
Nie przepadał za rozmowami ze swoim szefem. Ten niezwy-
kle inteligentny i  ogromnie wpływowy człowiek, był w  jego
przekonaniu zbyt bezkompromisowy. Często bezwzględny.
Akceptował go jednak. Cenił w nim swobodę, jaką dawał swo-
im pracownikom. Nie cenzurował tekstów, szły do druku w ca-
łości, tak jak zostały napisane. Albo nie szły w ogóle. Dla pra-
cujących w redakcji dziennikarzy ta cecha ich naczelnego była
najważniejsza.
Marc miał dystans do  tego, co  robił, mimo że  swoją pracę
traktował jak powołanie, oddając się jej w zupełności. Walczył
z  powtarzanymi sobie często słowami Noama Chomsky’ego,
który wyraził kiedyś opinię, iż  autentyczna niezależność me-
diów –  czy  też ich neutralność –  nie jest możliwa, ponieważ
w swojej istocie pozostają one narzędziem kapitalizmu. Zasta-
nawiał się, jak bardzo media, w których pracował, zgodnie z tym
poglądem, uzależnione są od państwowej oraz korporacyjnej
polityki informacyjnej. Do jakiego stopnia są rzeczywiście je-
dynie przedłużeniem struktur odpowiedzialnych za  kształto-
wanie polityki wewnątrz organizacji rządowych i finansowych.
Marc pozostał idealistą. Bronił swojej niezależności.
Rozmowy z naczelnym były zawsze krótkie i konkretne. Od-
bywały się rzadko. Wyłącznie wtedy, gdy temat miał szczególnie
ważne znaczenie. Marc otrzymywał wówczas zadanie. Czasem był jedynie proszony o to, aby wytłumaczyć coś, co dotyczyło
tematu sprawy, którą się w danym momencie zajmował.
Czytając informację otrzymaną od  naczelnego, zastana-
wiał się, co może wypełnić kolejne kilka minut, które spędzi
w  dużym gabinecie. W  pomieszczeniu nasączonym zapa-
chem kubańskich cygar. Myślał o tym, czy wydarzyło się coś
ważnego.
Spojrzał na zegarek. Do jedenastej pozostała godzina. Posta-
nowił wyjść na miasto i napić się dobrej kawy parzonej w po-
bliskiej, włoskiej kafejce. Większość jego koleżanek i kolegów
właśnie od niej rozpoczynało swój dzień pracy. Wymykali się
do  niej, przychodzili jeszcze nieprzytomni, po  krótkich, naj-
częściej nieprzespanych nocach. Aktywność towarzyska była
wpisana w uroki ich zawodu. Przy porannej kawie wymienia-
li uwagi o aktualnych wydarzeniach. Przy niej radzili się sie-
bie wzajemnie, by jak najlepiej opisać temat, który chodził im
po głowie.
Zamówił kawę. Pił powoli, ze smakiem.
Punktualnie o jedenastej był przed drzwiami naczelnego. Ta
sama, niczym w powieściach o Bondzie, pracująca od lat sekre-
tarka, z uśmiechem zatrzymała go na chwilę. Zawsze żartowali,
kiedy czekał na spotkanie z szefem. Cenił ją za elegancję i jej
uroczy uśmiech, jakim obdarzała gości.
Marc wszedł do  gabinetu. Naczelny siedział za  biurkiem
odwrócony tyłem do drzwi. Znad fotela unosiła się delikatna
smuga dymu. W powietrzu rozchodził się zapach cygara.
– Dzień dobry, jestem, szefie – przywitał się Marc.
– Witaj Marc. – Naczelny odwrócił się do niego. – Cieszę się,
że jesteś. Jak zwykle punktualnie – dodał z uśmiechem.
Nie wstał z fotela. Przyjmował swoich podwładnych, siedząc
za  biurkiem. Ta lekceważąca wobec odwiedzających go osób
postawa, łagodzona była jego nienaganną uprzejmością.
– Czy coś się stało? – zapytał Marc.
Naczelny zaciągnął się cygarem.
– Słyszałeś Marc, że  naukowcy z  uniwersytetu w  Zurichu
opublikowali wyniki badania, z  którego wynika, że  światowa
gospodarka jest kontrolowana przez niewielką liczbę korpora-
cji? Naukowcy prześledzili czterdzieści trzy tysiące sześćdzie-
siąt międzynarodowych korporacji i  sieć powiązań własno-
ściowych pomiędzy nimi. W ten sposób powstała mapa skła-
dająca się z tysiąca trzystu osiemnastu firm, będących sercem
światowej gospodarki. Sto czterdzieści siedem z nich stanowiło
„rdzeń” kontrolujący blisko czterdzieści procent światowego
bogactwa. Wśród nich większość stanowią banki, między in-
nymi Barclay’s, Deutsche Bank i Goldman Sachs.
– To zaskakujące dane – zdumiał się Marc. – Przynajmniej
dla mnie – dodał, zastanawiając się, do czego zmierza szef.
Naczelny spojrzał na swojego gościa życzliwie.
– Napijesz się czegoś? – zapytał.
– Nie, dziękuję. Piłem przed chwilą poranną kawę.
Szef wskazał mu miejsce w fotelu naprzeciwko siebie.
– A tak... – Naczelny uśmiechnął się. – Ta wasza poranna
kawka. Bez niej pewnie poziom artykułów w  naszej gazecie
nie byłby tak wysoki – zażartował. – Usiądź, proszę. – Wskazał
na fotel stojący przy biurku.
Marc usiadł. Miękki, duży, skórzany fotel był jednym z wielu
wypełniających obszerny pokój.
Naczelny odezwał się ponownie.
– Chciałem cię prosić, abyś pojechał na  pewne niezwykle
ważne, jak sądzę, spotkanie.
– Tak...? – zainteresował się Marc. – Gdzie?
– To spotkanie –  kontynuował naczelny –  ma się odbyć
na  zamku Hochosterwitz w  Austrii. Widzisz... –  zawahał się
– oficjalnie tego spotkania nie ma.
– Nie ma? – zdziwił się Marc.
– No właśnie, nie ma. Z tego, co do mnie dotarło, to ma być
prawdopodobnie spotkanie ministrów spraw zagranicznych
Rosji i Stanów Zjednoczonych. – Uśmiechnął się. – Ale wiem...
ze swoich źródeł, że na to spotkanie zaproszono jeszcze kilka
osób. Ważnych osób.
– A czy wiemy, czego to tajna randka ma dotyczyć? – zażar-
tował Marc.
– Wiem i  nie wiem jednocześnie. A  przynajmniej się do-
myślam. Słyszałeś o problemach z tarczą antyrakietową? Ten
nudny już obecnie temat tylko pozornie wygląda, tak jak wy-
gląda. Mam wrażenie, że ta cała tarcza nie ma służyć wyłącz-
nie temu, o czym otwarcie się mówi. Chciałbym, żebyś dys-
kretnie przyjrzał się temu spotkaniu. Twoje doświadczenie
jest najlepszą rekomendacją, bym właśnie do  ciebie zwrócił
się z tą sprawą.
– A kiedy ma się to odbyć?
– W piątek wieczorem. Dzisiaj jest wtorek, więc zdążysz się
odpowiednio przygotować. Marc spojrzał na niego. – Bardzo
mi zależy, żebyś wyrobił sobie pogląd na całą sprawę.
– Czy jest jeszcze coś, co  powinienem wiedzieć? –  zapytał
rzeczowo Marc.
– Nie, nie sądzę. Życzę ci powodzenia.
Naczelny wstał. Był niewielkiego wzrostu. Pomimo swojej
krępej sylwetki i wieku poruszał się sprawnie. Szybko podszedł
do dziennikarza. Uścisnął mu rękę.
– Marc, swoje refleksje przekażesz wyłącznie mnie.
– Ależ oczywiście.
– Uważaj na siebie.
– Postaram się. Do widzenia.
Marc wyszedł z gabinetu. Uśmiechnął się do sekretarki.

sobota, 13 grudnia 2014

Kto uznaje Palestynę?

Konfliktu na Bliskim Wschodzie, współczesnej walki o władzę nie sposób zrozumieć bez zrozumienia konfliktu jaki od dziesiątek lat ma miejsce między Palestyną a Izraelem. Poniżej dla naszych Czytelników prezentuję mapę sporządzoną przez redaktorów portalu Geography Now, która przedstawia państwa na świecie, które w ogóle uznają istnienie takiego państwa jak Palestyna, proszę zwrócić uwagę, że nie uznaje go praktycznie cały świat zachodni.



czwartek, 11 grudnia 2014

Co ukrywano w tajnych więzieniach CIA? Jakie tortury stosowała najpotężniejsza agencja wywiadowcza świata?

We wtorek ukazał się długo oczekiwany raport senatu USA poświęcony prowadzonemu przez CIA programowi aresztowań i przesłuchań. Agencja zgromadziła w tej sprawie ponad 6 milionów dokumentów, w tym nagrań i koresponencji a jego całościowe opracowanie w senackim raporcie zajęło aż 6 tysięcy stron maszynopisu. Znalazły się w nim informacje na temat sposobów przetrzymywania więźniów i technik przesłuchań na członkach organizacji terrorystycznych po 11 września 2001 roku. 


Dokument potwierdza wiele z teorii i doniesień, jakie krążyły wśród opinii publicznej w związku z działalnością agencji. Raport przyznaje między innymi, że z około 119 podejrzanych o terroryzm aresztanów przynajmniej 26 nie wymagało od razu zatrzymania.

Odrębną sprawę stanowi kwestia wykorzystywania dronów. Zwrócono bowiem uwagę na fakt, że za administracji Obamy wszyscy mężczyźni w wieku umożliwiającym noszenie broni i znajdujący się w strefie ataku, byli uznawani za potencjalne zagrożenie.

W obronie działań CIA stanął Biały Dom, który w specjalnym oświadczeniu wzywa do ostrożnego rozróżnienia między działaniami opisanymi w raporcie a skutkami działań agencji, której pracownicy: „niezmordowanie pracowali nad zniszczeniem rdzenia Al-Kaidy, zaprowadzeniem Osamy bin Ladena przed oblicze sprawiedliwości, a także powstrzymaniem operacji terrorystycznych i ataków”.

Cheney was also unrepentant, saying “it was the right thing to do” and adding, “If I had to do it over again. I would do it. Wiceprezydent Dick Chenney stwierdził, że CIA działała z upoważnienia rządu i jej operacje były „tym co trzeba było zrobić”, dodał też, że jeśli miałby oporów by, jeśli zaszłaby taka potrzeba, zrobić to jeszcze raz.

A jakie metody torturowania zatrzymanych stosowała CIA? Oto niektóre z nich:
  • stawanie na złamanej stopie,
  • grożono rodzinom przesłuchiwanych, w tym gwałtem na matce jednego z nich,
  • "waterboarding", podczas których dwóch z więźniów niemal utonęło,
  • jeden z przetrzymywanych stracił podczas pobytu w więzieniu oko,
  • nie pozwalano im zasnąć ponad 180 godzin,
  • co najmniej jedna osoba zginęła podczas przesłuchań, jednak osoba odpowiedzialna za jej śmierć nie poniosła konsekwencji,tortury stosowano zanim zaproponowano jakąkolwiek współpracę,

Czy są to metody drastyczne? Zdaniem opinii publicznej tego typu działalność jest karygodna i zapewne skończy się poważnymi konsekwencjami dla wielu pracowników CIA i ich mocodawców.



środa, 10 grudnia 2014

Roboty-węgorze? To ma być przyszłość technologii wojennych!

Naukowcy z Singapuru przedstawili niedawno prototyp nowego rodzaju drona - dzięki swojemu kształtowi przypominającemu węża morskiego może on okazać się najskuteczniejszym podwodnym robotem jakiego do tej pory skonstruowano.

fot. Defense One


Wiele się mówi o UAV, czyli unmanned aerial vehicle popularnie zwanych dronami. Tego typu urządzenia mają jednak kilka swoich innych odpowiedników, między innymi UUV - unmanned underwater vehicles. W tej chwili nad podwodnymi robotami trwają prace w co najmniej 12 krajach (m.in. USA, Korei Pd., Rosji, Singapuru i kilku państwach Europy), a cele badań są bardzo różne - od czysto naukowych jak choćby tworzenie map dna morskiego, poprzez komercyjne mające odnaleźć nowe źródła cennych minerałów aż po rzecz jasna militarne. Całkiem niedawno niezwykle interesujący model przedstawiła grupa naukowców w Singapuru, którzy skonstruowali drona przypominającego swoją budową węgorza.

Dlaczego akurat węgorz?

W rozmowie z portalem Defence One członek zespołu, Jianxin Xu wskazuje na specyficzne cechy właśnie takiej budowy robota. Przede wszystkim ryby w kształcie węgorzy w przeciwieństwie do "klasycznych" maszyn używanych pod wodą potrzebują znacznie mniej energii do pokonywania długich dystansów, do tego są znacznie bardziej zwrotne i elastyczne co umożliwia in nawigowanie nawet w ciasnych wąwozach i jaskiniach. Dla wojskowych mają one jeszcze jedną zaletę - są cichsze i znacznie trudniejsze w wykryciu.

Naukowcy od lat badają różne formy morskich istot i możliwość wykorzystania ich systemów poruszania się w robotyce, istniały projekty cybernetycznych ryb czy meduz. Roboty w kształcie węgorzy doskonale nadają się do eksploracji trudno dostępnych zakamarków dna morskiego jak również znacznie sprawniej podpłyną niezauważone pod okręty przeciwnika.



wtorek, 9 grudnia 2014

Czy system rozpoznawania głosu umożliwi identyfikację terrorystów?

Podczas niedawnej egzekucji dokonanej przez członka Państwa Islamskiego widzowie oglądający to makabryczne przedstawienie zauważyli, że mordujący kanadyjskiego dziennikarza islamista mówi z angielskim akcentem. Rozpoczęły się poszukiwania i próby zidentyfikowania jego tożsamości
 
fot. LiveLeak


Internet pełen jest nie tylko informacji pisanych, ale też wszelkiej maści nagrań w formie podcastów czy filmów. Dla służb wywiadowczych to niezwykle bogate żródło informacji i wiedzy o przeciwnikach, dlatego też niedawno amerykańskie służby ujawniły prace nad nowym systemem: ASpIRE mający automatycznie zajmować się rozpoznawaniem mowy.

ASpIRE jest akronimem od Automatic Speech recognition in Reverberant Environments i jest kolejnym obok prowadzonych przez DARPA RATS (Robust Automatic Transcription of Speech) i BOLT (Broad Operational Language Translation) projektów mających na celu nauczenie maszyn "słuchać" i rozpoznawać ludzką mowę i wyciągając z wypowiedzi najważniejsze informacje. Komputer ma być w stanie rozumieć to co mówi człowiek a następnie dokonać transkrypcji tych słów na tekst bądź inne przydatne dane. Do pewnego stopnia taka technologia już istnieje, jednakże znajduje ona zastosowanie jedynie w wyjątkowych sytuacjach i na pewno w stopniu nie wystarczającym dla agencji wywiadowczych.

Takie organizacje jak NSA mają możliwość gromadzić dane z telefonów komórkowych, policja federalna z Meksyku posiada do dyspozycji bazę danych przekraczającą milion nagrań głosowych dokonanych podczas czynności śledzczych i aresztować, przy tak potężnej ilości informacji tylko czekać aż ktoś w końcu z powodzeniem wprowadzi technologię, dzieki której rozpoznany zostanie głos i słowa osób wypowiadających się w sieci. Nikt nie bedzie juz bezpieczny.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Fragment powieści "Tajemnica czternastej bramy". Rozdział 1.



Marc siedział pochylony nad komputerem. Skupiony na swojej pracy, nie wiedział jeszcze, że najbliższe kilkanaście dni wstrząśnie jego życiem. Biurko, przy którym pracował, ustawione bokiem do okna, oblane było ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. Od lat łączyło go ze światem niezwykłych zdarzeń. To właśnie przy nim powstawały fascynujące relacje pisane jego wprawną dziennikarską ręką. Z nadzwyczajną starannością, przy pomocy wysłużonego komputera, starał się oddawać charakter spraw, często skrywanych przed światem. Rodzące się w jego redakcynym pokoju artykuły potrafiły wstrząsnąć nie tylko zwykłym czytelnikiem, czekającym z niecierpliwością na najnowsze doniesienia. Skutecznie psuły smak porannej kawy wpływowym politykom i zamożnym biznesmenom.Marc Perce miał około czterdziestu lat, był z pochodzenia Francuzem, ale od długiego czasu mieszkał w Niemczech, co sprawiło, że utożsamiał się z tym narodem. Dziennikarstwo nie było dla niego pracą, ale czymś znacznie więcej. To była misja, wyzwanie rzucone światu, bowiem Marc szukał prawdy, faktów, wyrabiał sobie własne zdanie, dążył do sedna sprawy. Potrafił być w tym bezkompromisowy, nie łamał własnych zasad, a dochodzenie do rozwiązania wielu zagadek dawało mu poczucie spełnienia. Ta postawa sprawiła, że Marc był postacią niezwykle znaną w swoim fachu – cieszył się uznaniem kolegów oraz czytelników. Odbiorcy wierzyli w jego słowa, popierali jego dążenie do prawdy, co przecież w obecnych czasach wcale nie jest rzeczą oczywistą. Nie brakowało także wrogów. Marc odczuł to szczególnie w ostatnich miesiącach. Hamburg powoli tonął w mroku. Z oddali, przez otwarte okno, słychać było od czasu do czasu dźwięk syren wypływających z portu statków. Pojawiający się na niebie księżyc zamieniał stopniowo przyzwoitość dnia w misterium nocy i uwalniał ludzkie ekscytacje w pobliskiej dzielnicy szaleństw. Marc kochał to miasto. Włóczył się godzinami po jego przesyconych kolorem cegły ulicach, od lat z tą samą przyjemnością. Niemalże w każdą sobotnią noc, kiedy nie wyjeżdżał, siadał przy piwie wśród setek ludzi, w starej portowej hali, wsłuchując się w rozbrzmiewającą do rana muzykę na żywo. O świcie, na słynnym w Europie Fischmarku, kupował świeże ryby. Myślał o Monik. O dniach, które spędzili razem. Wracał wspomnieniami do poznanego w Polsce Kajetana, jego miłej żony i Poula, sympatycznego księdza z Watykanu. Połączyły ich wydarzenia szokujące, tragiczne. To sprawiło, że nawiązałasię więź i przyjaźń, która kazała mu często wracać myślą do Kajetana i Poula. Dawno ich już nie widział. Zastanawiał się, dlaczego tak niespodziewanie zakończyła się dynamiczna, pełna tajemnic przygoda. Wszystko urwało się na krok przed jej wyjaśnieniem. Ta fascynująca historia wzięła swój początek od telefonu nieznanego mężczyzny, który poinformował go o tajemniczych nocnych lądowaniach nieoznakowanych samolotów. Działo się to na maleńkim lotnisku ukrytym w lasach, tuż przy północno-zachodniej granicy Polski. W miejscu, w którym znajdował się jeden z najbardziej znanych ośrodków kształcenia sowieckich i polskich szpiegów. Zgodnie z jego relacją, pod osłoną nocy, pasażerowie wysiadający z samolotów znikali bez śladu za murami ściśle strzeżonego wojskowego obozu. Ta niezwykła historia łączyła się z najbardziej skrywaną tajemnicą dotyczącą manipulowania wydarzeniami zachodzącymi na świecie. Prowadziła do możliwości poznania mechanizmu tajnego zarządzania. Do świadomego wywoływania wojen i rewolucji, zamachów terrorystycznych i kryzysów ekonomicznych. Do tajników powstawania i obalania rządów. Marc drgnął. Z zamyślenia wyrwało go skrzypnięcie otwieranych drzwi. Spojrzał zdziwiony w ich kierunku. „O tej porze ktoś jeszcze pracuje?” – pomyślał. Wiszący na ścianie zegar wskazywał dwudziestą drugą trzydzieści. Drzwi otwierały się powoli. Marc dostrzegł wchodzącego do pokoju mężczyznę. Nie znał go. Był to człowiek średniego wzrostu, z bujną, rozczochraną grzywą, w rogowych okularach. Nie był postawny, miał raczej wygląd emerytowanego profesora. Ubrany był w kraciastą marynarkę, sztruksowe, beżowe spodnie i buty. Wszystko to, tak jak i on sam, nie pierwszej już młodości.– Czy pan Marc Perce? – zapytał nieznajomy.
Wszedł do pokoju. Zamknął za sobą drzwi, robiąc wrażenie
osoby, która starannie sprawdza, czy ktoś za nią nie podąża.
– Czy to pan? – zapytał ponownie, spoglądając na dziennikarza wnikliwie.
Marc wstał z fotela.
– Tak, nazywam się Marc Perce – przedstawił się. – A pańska godność?
Twarz nieznajomego wykrzywiła się w grymasie przypominającym uśmiech.
– Moje nazwisko nie ma znaczenia. Długo się do pana wybierałem.
Marc zmarszczył brwi. Nie przypominał sobie twarzy nieznajomego.
– Do mnie? Czyżbyśmy się znali? – zapytał. – Nie kojarzę.
Mieliśmy okazję spotkać się wcześniej?
Nieznajomy rozłożył ręce, wzruszając ramionami. Pokręcił
przecząco głową.
– Ależ nie. Proszę mnie nie szukać w pamięci. Tak wiele o panu słyszałem, że odnoszę wrażenie, jakbym pana dobrze znał. Proszę się tym nie przejmować.
Rozejrzał się po pokoju niepewnie.
– Czy... jesteśmy sami? Możemy tu swobodnie rozmawiać?
– Oczywiście – uspokoił go Marc. – Proszę się czuć swobodnie. Nikt nas tu nie podsłuchuje. Nikogo również nie oczekuję w tej chwili.
Mężczyzna odetchnął głośno. Wyglądał na zmartwionego.
Na jego twarzy malowało się zmęczenie.
– Proszę wybaczyć – usprawiedliwił się. – To, z czym do pana
przyszedłem – przerwał na chwilę, ściszając głos – jest tak nieprawdopodobne i jednocześnie, jak myślę, niebezpieczne, że muszę zachować nadzwyczajną ostrożność. Marc rozejrzał się. Zebrał ze stojącego przy biurku krzesła stertę papierów. Przygotowując materiały do swoich artykułów, często przeglądał wiele dokumentów. Pozostawały w redakcyjnym pokoju tygodniami.
– Proszę, niech pan usiądzie. Czy mogę pana czymś poczę-
stować? Woda? Coca-Cola?
– Woda, jeżeli mogę prosić... zimna. Marc spełnił życzenie swojego gościa. Rozlewając wodę do szklanek, spoglądał na niego z zaciekawieniem. Intrygujący wygląd tego człowieka zapowiadał interesujące spotkanie. Postawił szklanki na biurku. Usiadł. Uśmiechnął się zachęcająco.
– Zamieniam się w słuch – powiedział uprzejmie. – Z czym pan do mnie przyszedł? Czy jest pan pewien, że właśnie ja mogę panu pomóc?
Tajemniczy nieznajomy przełknął głośno łyk wody.
– Muszę pana prosić o absolutną dyskrecję...
– To oczywiste – przerwał mu zdecydowanie Marc.
Nieznajomy zmieszał się gwałtowną reakcją dziennikarza.
– Przepraszam. Zacząłem od banału, ale sam pan za chwilę zrozumie... – starał się usprawiedliwić.
– Rozumiem. Proszę pana, ludzie zwracają się do mnie z najróżniejszymi sprawami. Nie zawsze mogę im udzielić pomocy. Ale jedno jest pewne – zawsze mogą liczyć na moją dyskrecję.
– Dziękuję. Przejdę do rzeczy. Otóż, jestem astronomem – zaczął swoją opowieść nieznajomy – ale jak każdy, a może prawie każdy człowiek, zajmujący się czymś niezwyczajnym,mam swoje dziwne hobby. Otóż... to może mało oryginalne, ale fascynują mnie kontakty z obcymi cywilizacjami. Sam pan rozumie, w tym zawodzie te tematy same mnie znalazły. Jakiś czas temu zacząłem badać amerykańską historię budowy specjalnych pojazdów, a mówiąc najprościej, statków kosmicznych. Widzi pan – spojrzał na Marca – są tacy, którzy twierdzą, że rząd amerykański zlecił opracowanie dyskoidalnego obiektu. Przy jego konstrukcji wykorzystano podobno ściśle tajne eksperymenty antygrawitacyjne, przeprowadzane przez nazistowskich naukowców, pracujących podczas drugiej wojny światowej.
Marc uśmiechnął się.
– Gdzieś to już słyszałem – powrócił pamięcią do rozmów
prowadzonych w Polsce.
– Tak? – zdziwił się nieznajomy. – Szukając materiałów, ale i osób obnoszących się ze swoimi kontaktami z UFO, trafiłem na dziwny ślad. Dotarłem do człowieka, którego relacja zmroziła mi krew w żyłach. Początkowo nie ze względu na jej temat. Obcy, statki kosmiczne... Takich relacji pełno jest w Internecie. Przeraziłem się jednak, widząc strach w jego oczach, kiedy zdecydował się zdradzić mi kilka swoich tajemnic. A mówił rzeczy straszne.
Spojrzał na Marca dziwnym, przestraszonym wzrokiem.
– Proszę mi spokojnie opowiedzieć. – Marc starał się uspokoić coraz bardziej podekscytowanego mężczyznę. – O czym mówił spotkany przez pana człowiek?
– Przedstawił się jako były strażnik w podziemnym kompleksie. Pracował w nim kilka lat, zanim udało mu się stamtąd
uwolnić. Wiele mógłbym opowiedzieć... Może dzisiaj powiemo najważniejszym. – Zastanawiał się chwilę. – Przedstawił mi historię o Koszmarnej Sali, jak ją nazywał. Miał to być ściśle chroniony obiekt, przeznaczony do prowadzenia badań nad biologicznymi formami życia każdego typu. Pełno w niej było ptaków, ryb, gadów, a co najważniejsze, ludzi. Słyszy pan? – podniósł głos. – Ludzi.
– Ludzi? – powtórzył pytająco Marc.
– Tak, dokładnie. Mówił, że to jest jakby zakład biomedyczny, w którym prowadzone są od lat rozległe eksperymenty. Nieujawnione nigdy i nikomu. To, co słyszałem, jest bardzo zastanawiające. Proszę sobie wyobrazić, że podobno, jeśli pojawia się jakiś lek i zostaje on ujawniony jako podstawa nowej, cudownej metody leczenia, nikt nie zna miejsca jego wytworzenia. Oficjalnie wskazuje się, że odkrycia dokonano po latach badań, w dobrze znanym ośrodku medycznym. Prawdziwa historia tego leku nie zostaje nigdy ujawniona. A to właśnie tam, w bazie Dulce powstają największe odkrycia. Świat nigdy nie dowie się jednak o pechowcach, którzy skończyli w Koszmarnej Sali.
– Zaraz – zaoponował Marc – trochę się pogubiłem. – Starał się uporządkować rozmowę. – Co pan ma na myśli, mówiąc o bazie Dulce? Nie znam takiej nazwy, nigdy się z nią nie spotkałem.
– Dulce zaprojektowane zostało w latach trzydziestych dwudziestego wieku przez wojskowych inżynierów. To ogromna podziemna baza. Większość mieszkańców żyjących na tym terenie, podobno zdaje sobie sprawę z jej istnienia i mogłaby, gdyby chciała, potwierdzić informacje o dziwnych spotkaniach z innymi formami życia niedaleko niej.– Ma pan na myśli przybyszy z innyc planet? Obcych? Mówił pan, że to wojskowi zbudowali tę bazę?
– Wiem, co mówię. Tak, chodzi o Obcych – odpowiedział nieznajomy – Ten człowiek, o którym wspomniałem, mówił mi o osobnikach nazywanych Draco, którzy od setek lat używali jaskiń i tunelów. Zapadło milczenie. Nieznajomy nerwowo obracał szklankę w dłoniach.
– Mówił coś jeszcze o tych jaskiniach? – zapytał Marc.
– Wspominał, że jaskinie są wszędzie. Połączone są z korytarzami, które krzyżują cały świat w, jak to określił, niekończącą się sieć podziemnych kanałów. Owe tunele są jak autostrady, tyle tylko, że pod ziemią. Wejścia do nich są starannie maskowane. Często znajdują się na terenie naturalnych kamieniołomów lub kopalni. – Uważa pan, że sprawa ta jest znana amerykańskiemu rządowi? Czegoś takiego nie da się przecież ukryć! – Oczywiście, proszę posłuchać, Góra Shasta jest główną siedzibą Obcych. Każdy prezydent w historii Stanów Zjednoczonych miał okazję się z nimi spotkać. Podobno Truman otrzymał zapewnienie dostępu do kosmicznej wiedzy naukowej.
Marc spojrzał uważnie na nieznajomego.
– Jest pan tego pewny? To brzmi nieprawdopodobnie.
A może to znowu jakieś tajne stowarzyszenia poszukują pomysłu na zaistnienie?
– O tym nie chciałbym mówić... – nieznajomy zaprotestował stanowczo. – Ten człowiek pokazywał mi wycinki z gazet. Mówiły o zaginionych osobach, które rozpoznał, uwięzionych w podziemnym kompleksie. Wykorzystywanych w eksperymentach prowadzonych w Koszmarnej Sali.– Czy może pan podać jakiś przykład tego, co się tam dzieje?
– zapytał zaszokowany Marc.
– Ależ proszę... Otóż, eksperymentują z bronią. Sprawdzają jej oddziaływanie na organizm. Odbywa się to bez bu- rzenia murów, powodowania strat materialnych. Ta dziwna broń działa w trzech trybach. Tryb pierwszy, przede wszyst- kim ogłusza. Może też jednak zabić, jeśli ofiara ma słabe serce. W trybie drugim, może unosić wszystko, bez względu na wagę. Tryb trzeci może zostać użyty do sparaliżowania tego co żyje: ludzi, zwierząt, Obcych i roślin. Jest ogromnie niebezpieczny. Może powodować paraliż, coś w rodzaju tymczasowej śmierci. Taka osoba jest martwa, jednak pozostaje w dziwnym stanie zawieszenia. W ciągu jednej do pięciu godzin taki człowiek wraca do życia. Powoli, najpierw powracają jego funkcje życiowe, a następnie świadomość.
– To niezwykłe... – wtrącił Marc, coraz bardziej podekscytowany tak niezwykłymi informacjami.
– Proszę posłuchać. Obcy naukowcy przeprogramowują ludzki mózg. Zasiewają w nim fałszywe informacje. Osoba powraca do życia z nową, spreparowaną pamięcią. Taka osoba nie ma żadnej możliwości, aby dowiedzieć się prawdy. Ludzki umysł, zaprogramowany przez operatora, pamięta to, co najistotniejsze, wierzy w przygotowane wcześniej, nieprawdziwe informacje. Nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością. Niech pan posłucha, podobno oni, Obcy, w porozumieniu z ludźmi przygotowują instalację takiej eksperymentalnej broni. Na dużą skalę. A tego nie da się już tak łatwo ukryć. Nieznajomy zamilkł. Spojrzał nerwowo na zegarek.
– Późno już. Muszę iść. Jestem umówiony.Wstał. Ruszył w kierunku drzwi. Marc poderwał się z miejsca.
– Czy my się jeszcze zobaczymy? – zapytał.
– Znajdę pana. To nie jest trudne. Proszę mi wybaczyć, ale chciałbym zachować anonimowość.
Marc skinął potwierdzająco głową.
– Widzi pan, od czasu, gdy dowiedziałem się o tych rewelacjach, boję się o swoje życie. Mam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. – Zawahał się. – Zresztą, może to wytwór mojej wyobraźni. Będę z panem w kontakcie. Dobranoc... Pożegnali się, podając sobie ręce. Dłoń nieznajomego była zimna. Jego uścisk był krótki. Gwałtownie puścił rękę Marca.
– Trafię do wyjścia. Proszę mnie nie odprowadzać. – Spojrzał w oczy Marca. – Proszę zapamiętać wszystko, co mówiłem, postarać się niczego nie zapomnieć. Marc skinął głową. Człowiek o wyglądzie ekscentrycznego naukowca wyszedł z pokoju. Marc został sam. Był przyzwyczajony do sensacyjnych informacji, pozyskiwanych od różnych, czasem niezrównoważonych ludzi. Zaintrygowała go jednak opowieść nieznajomego. Łączyła się ze sprawą podziemi, w których ktoś miał prowadzić działania, mające wpływ na zdarzenia zachodzące na świecie. Intrygowało go to. Ale ten motyw z przybyszami z innych cywilizacji? To było zbyt dziwne. Nie wiedział, czego oczekuje nieznajomy. Artykułu w gazecie? A może dochowania tajemnicy? Najwyraźniej chciał komuś przekazać swój sekret. Marc nie był fanem UFO. Sceptycznie spoglądał na swoich kolegów, którzy pasjonowali się takimi historiami. Kpił z nich podczas wieczornych dyskusji przy piwie. Na świecie zachodziło tyle fascynujących zdarzeń, inspirowanych przez ludzi. Jego zdaniem, mieszanie do tego Obcych, jakichś niewidzialnych przybyszy z innych planet jedynie przysłaniało racjonalne tłumaczenie faktów. Miał mieszane uczucia. Spojrzał za okno. Hamburg tonął w mroku.

czwartek, 4 grudnia 2014

Uwaga! 500 ataków dronów już za nami!

Drony budzą kontrowersje. Nie bez powodu. Jako maszyny szpiegowskie pozwalają unikać ofiar w ludziach, ale jako maszyny do zabijania powodują ogromne straty. Czy warto?



Po 11 września 2001 roku Stany Zjednoczone rozpoczęły nowy etap w swojej najnowszej historii, tak zwaną wojnę z terroryzmem. W październiku George W. Bush dał CIA zgodę na przeprowadzenie operacji przeciw Al-Kaidzie przy użyciu wszelkich dostępnych środków. Wśród nich znalazły się zdalnie sterowane samoloty popularnie zwane dronami. Jak informuje portal Defense One USA całkiem niedawno udało się osiągnąć liczbę 500 ataków poza polem bitwy.

Jeśli ta liczba kogoś nie szokuje to należy podkreślić, ze jeszcze 13 lat temu wykorzystanie dronów przy tak dużych problemach z ich precyzyjnością byłoby nie do pomyślenia, dziś jednak stały sie one nieodłącznym elementem działań wojennych a o ich wprowadzeniu myślą już kolejne państwa.

Podsumowujmy: podczas tych 500 operacji zginęło blisko 3 674 osoby, z których 473 było cywilami, średnio rocznie około 12% zabitych było niewinnych. 50 ataków zostało zleconych przez prezydenta Busha, Barack Obama póki co wydał zgodę na 450.




środa, 3 grudnia 2014

Postanowione! Około 2030 roku człowiek stanie na Marsie!


Amerykańska Agencja Kosmiczna NASA zapowiada, że jeśli planowane testy nowego typu rakiety zakończą się sukcesem, wówczas w ciągu najbliższych lat możemy spodziewać się wielkiego kroku w kierunku eksploracji kosmosu.

fot. Wikipedia/NASA


Jak poinformowała NASA około 2025 roku rakiety typu Orion dotrą wraz z załogą do pasa asteroid leżącego między Ziemią a Marsem, zaś już w połowie lat 30. pierwszy człowiek stanie na powierzchni Czerwonej planety.

Już jutro z kosmodromu Kennedy Space Center w przestrzeń kosmiczną agencja po raz pierwszy wystrzeli rakiety typu Orion . Tym razem na pokładzie nie będzie ludzkiej załogi, będzie to jedynie lot testowy. Docelowo to jednak właśnie one służyć będą kosmonautom do największej wyprawy w historii ludzkości.

W samej kabinie rakiety znajdować się będzie 1 200 czujników, których zadaniem będzie gromadzenie informacji między innymi na temat radiacji i temperatur panujących wewnątrz.

Podczas tej misji rakieta będzie miała za zadanie okrążenie Ziemi w odległości 15 razy większej niż orbita międzynarodowej stacji kosmicznej, po wykonaniu misji Orion wróci na Ziemię, lądując w Oceanie Spokojnym.



Broadcast live streaming video on Ustream
- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf