piątek, 29 sierpnia 2014

Przypominamy: Antony Sutton

Wnikliwy badacz najnowszej historii i powiązań świata finansjery z totalitarnymi reżimami Rosji i Niemiec. Dla wszystkich, którzy go nie znają, serdecznie polecam zapoznać się z biografią Antony'ego Suttona.



Wiele się mówi o teoriach spiskowych, niewiele zaś o ich twórcach. Wydaje mi się, że jednym z podstawowych błędów, jakie popełniają najprzeróżniejsi badacze tajemnic, jest to, że często powielają je bez najmniejszej refleksji. Co więcej, Internet umożliwił proste przeklejanie tekstów często bez podawania źródła. Z czasem zaś zanika już zupełnie co, kto i gdzie coś napisał. Łatwo takie tezy obalić albo po prostu zbagatelizować jako nieudokumentowane. W związku z tym postanowiłem przygotować coś, co może w przyszłości rozrośnie się do postaci roboczo przeze mnie nazwanej „Encyklopedii spisku”. Będę się w jej ramach starać przybliżać czytelnikom sylwetki najprzeróżniejszych badaczy tak zwanych „teorii spiskowych”.


Zaczniemy od prawdziwego klasyka, z którym zresztą wywiad swego czasu przetłumaczyłem i umieściłem na moim kanale YouTube (wkrótce, jak czas pozwoli przygotuję tłumaczenie kolejnego), czyli prof. Antony'ego Suttona.
 



czwartek, 28 sierpnia 2014

Dziwny jest ten świat... teraz Iran i Stany Zjednoczone mają wspólnego wroga

Jeszcze niedawno mówiło się o mającej wkrótce wybuchnąć wojnie między USA i Iranem. Obie strony deklarowały otwartą wrogość i gotowość do konfliktu. Nagle jednak okazało się, że na Bliskim Wschodzie wyrósł nowy, znacznie groźniejszy przeciwnik, który zdaje się odsunął dotychczasowe różnice na dalszy plan. 
 
fot. DagosNavy / wikipedia


Powstanie Państwa Islamskiego otwarcie rzucającego wyzwanie nie tylko Izraelowi, Europie i Stanom Zjednoczonym, ale też układowi sił na Bliskim Wschodzie sprawił, że doszło do paradoksalnej sytuacji. Nagle w jednym obozie przeciwników ISIS znaleźli się zarówno Amerykanie jak i Irańczycy i Syria Baszara Al-Assada.

Głośna sprawa egzekucji dziennikarza Jamesa Foleya będąca równocześnie wyzwaniem rzuconym Stanom Zjednoczonym zwróciła na ISIS uwagę opinii publicznej całego świata. Niewiele pojawiło się natomiast informacji na temat aktywności dotychczasowego wroga USA, Syrii, której lotnictwo uderzyło na szereg znajdujących się na terenie Iraku pozycji ISIS. W ataku zginęło co najmniej 50 osób pozwiązanych z organizacją.


Wkrótce po tym pojawiły się doniesienia o przekroczeniu przez irańskie wojska pancerne granicy z Irakiem i ataku na pozycje państwa islamskiego. W tym samym czasie przestrzeń powietrzną przemierzają amerykańskie drony. Między obiema siłami nie ma jednak jakiejkolwiek komunikacji.

Czy USA mogą się sprzymierzyć z Syrią i Iranem aby wspólnie walczyć z ISIS i ich "kalifatem"? A może mamy do czynienia z konfliktem, gdzie kilka stron zupełnie się ignoruje licząc na fakty dokonane?



środa, 27 sierpnia 2014

Niemcy: regulować technologicznych gigantów!

Władze Niemiec podjęły się niezwykle ambitnego zadania, chcą one doprowadzić do uregulowania największych internetowych gigantów z Google na czele. Wszystko dzięki nowemu prawu antykartelowemu, które firmy z sektora IT traktować może jako takich samych monopolistów jak dostawców wody czy elektryczności. 
źródło: Wikipedia


Niemieckie Federalne Biuro Karteli ( Bundeskartellamt) już wkrótce może zyskać uprawnienia, które umożliwią mu wpływ na działalność liderów internetowego biznesu, a więc między innymi Google czy Facebooka. Jeśli biuro uzna, że koncerny są zbyt duże i ich udział w rynku przekracza dopuszczalne normy, wówczas uruchomione mogą zostać mechanizmy prowadzące do zmiany istniejącej sytuacji.

Na tą chwilę nie jest znany zakres uprawnień biura, będą one podane do wiadomości publicznej wraz z publikacją liczącej 30 stron ustawy sankcjonującej jego działalność.

Ustawa antymonopolowa to jedno, ale nie można wykluczyć, że to jedynie pretekst mający na celu znaczne ograniczenie wpływów Google i innych amerykańskich przedsiębiorstw na to, co dzieje się w sieci. Dziś może próbować najsilniejszy gracz w Europie czyli Niemcy, ale kto wie czy już za chwilę za ich przykładem nie pójdą inni? Wielokrotnie na tym blogu wskazywano na związki między Google i NSA, która ma przecież na koncie szpiegowanie m.in. Angeli Merkel. Czyżby więc Niemcy wykonywali kolejny krok na drodze ku niezależności od USA?


źródło: TheInquirer

wtorek, 26 sierpnia 2014

W Wenezueli chcą skanować linie papilarne podczas zakupów... chleba.

Najnowszy pomysł prezydenta Wenezueli z pewnością zainteresuje innych rządzących mających ambitne pomysły by kontrolować i sterować każdym aspektem życia obywateli. Niedawno zaproponował on by w sklepach spożywczych umieścić skanery linii papilarnych rejestrujących zakupy pieczywa.

prez. Maduro (po prawej) z portretem Hugo Chaveza /Wikipedia

Niedostatki towarów w sklepach, w tym chleba doprowadzają do skrajności dla nas niewyobrażalnych. Jak podaje bowiem Associated Press prezydent Wenezueli Nicholas Maduro w celu walki z niedostatkami w sklepach wprowadził obowiązek skanowania odcisków palców przy zakupie pieczywa.

Swój nowy pomysł ogłosił w środę podczas audycji na antenie rządowej stacji telewizyjnej, zapowiedział on, że póki co nie wiadomo kiedy nowe prawo wejdzie w życie, jednak jego celem jest zwiększenie kontroli przez państwo nad procesem dystrybucji chleba jak również powstrzymanie różnej maści "spekulatorów" kupujących więcej pieczywa niż w rzeczywistości potrzebują.

Władze Wenezueli zmagają się z brakami podstawowych produktów spożywczych od ponad roku, trudnodostępne są między innymi olej czy mąka. Zdaniem władz powodem niedostatków są spekulacje prowadzone przez firmy oraz przemyt uprawiany przez mieszkańców wywożących żywność z kraju.Wcześniej podobne braki pojawiały się między innymi w dostawach papieru toaletowego. 
 
 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział Rozdział 47 Watykan



Kardynał Carrasoni otworzył drzwi do pokoju swojego sekretarza. We wnętrzu panował półmrok. Na łóżku leżał młody mężczyzna. Poranne słońce przedostawało się przez przysłonięte grubymi storami okno.
– Wstań Claudio – powiedział kardynał do śpiącego mężczyzny. – Wstań, jesteś mi potrzebny.
Zbudzony poderwał się z łóżka. Spojrzał na zegarek. Dochodziła piąta.
– Już, już wstaję. Włożę tylko szlafrok. Czy może mam się ubrać?
– Nie Claudio, nałóż coś na siebie i przyjdź do mnie.
– Dobrze, już idę.
Kardynał wyszedł z pokoju. Chłopak ubrał szlafrok, pantofle i wszedł na chwilę do łazienki. Przemył twarz i wytarł ją ręcznikiem. Szybko przemierzył odległość dzielącą go od gabinetu kardynała. Zastał go za biurkiem.
– Jestem. Co mam zrobić?
– Połącz mnie z Poulem – odezwał się kardynał. – Powinien mieć przy sobie telefon. Szukałem jego numeru, ale na próżno.
– Jest dosyć wcześnie. Mam nadzieję, że będzie uchwytny.
Chłopak wyszedł z pokoju.
Po chwili na biurku kardynała zadzwonił telefon.
– Łączę z Poulem. Na szczęście odebrał, jest na linii – oznajmił Claudio.
– Dziękuję ci.
W słuchawce zapanowała krótka cisza.
– Poul? Jesteś tam? – zapytał kardynał.
– Jestem, Wasza Eminencjo.
– Gdzie konkretnie jesteś?
– W Polsce, na drodze ze Szczecina do Gdańska, w przydrożnym hotelu. Wracam do przyjaciela kardynała Romanazziego. Powinienem dojechać dzisiaj po południu na miejsce.
Czy coś się stało?
– Powiedz mi, czy coś wykryłeś? – zapytał krótko kardynał.
– Musiałbym dużo opowiadać, ale jestem pewien, że dzieje się coś złego. Istnieje grupa osób, być może są ich dziesiątki, która wpływa na zdarzenia polityczne.
– Czy wiadomo dlaczego? – przerwał mu kardynał.
– Myślę, że ich głównym celem jest stworzenie systemu wpływu politycznego i gospodarczego. I coś jeszcze...
– Co?
– Ta ich działalność ma również, a może przede wszystkim, za zadanie zniszczenie, a przynajmniej osłabienie pozycji Kościoła. Mam wrażenie, że to, co dzieje się w polskim Kościele, jest elementem tej gry.
– Tak... – zadumał się kardynał.
– Muszę jeszcze dodać, że znalazłem też bardzo silne związki z wydarzeniami, jakie kierowały Europą w czasie drugiej wojny światowej. To wszystko jest dziwne, ale bardzo logiczne. Kardynał przerwał rozmowę. Zamyślił się znowu.
– Halo... – usłyszał w słuchawce.
– Jestem – odpowiedział. – Zaczyna pojawiać się coraz więcej problemów. Myślę, że są ludzie, którzy właśnie teraz się uaktywnili. W Watykanie toczy się walka pomiędzy poszczególnymi frakcjami, a wielu hierarchów usiłuje wpłynąć na postępowanie papieża. On sam chciałby, aby Kościół skupił się na głoszeniu ewangelicznego orędzia i został pozbawiony zbyt wielu struktur, co spotyka się z dużym oporem ze strony hierarchów. Podam ci kilka przykładów: między innymi sprzeciw francuskich biskupów wobec powrotu przedsoborowej liturgii po łacinie, powstrzymanie reorganizacji Kurii Rzymskiej w celu zmniejszenia liczby urzędów i ograniczenia wydatków, zablokowanie wymiany nuncjuszy apostolskich w najważniejszych stolicach, zepchnięcie na margines przedstawicieli Opus Dei. To wszystko bardzo mnie niepokoi dlatego, że łączy się w całość. Wspominam ci o tym, bo chcę, byś wiedział, na jakie powiązania zwrócić szczególną uwagę. Wszak ktoś z zewnątrz może inspirować całe to zamieszanie.
– Rozumiem. Co mogę zrobić
– Postaraj się rozsądnie kontynuować twoje zadanie. I uwa-
żaj na siebie. Niech cię Bóg prowadzi.
– Bóg zapłać.
Kardynał odłożył słuchawkę.

piątek, 22 sierpnia 2014

Nowe mapy Bliskiego Wschodu: Regimestan, Extremistan, Sunnistan i inne

Oficjalnie wciąż istnieją, ale realnie Irak i Syria są już podzielone na kilka odrębnych państw, o wciąż płynnych granicach. To, jaki kształt przybiorą one ostatecznie, ile z tych tworów się utrzyma a ile ulegnie rozpadowi - tego nie wiemy. Na terytorium tych państw w tej chwili wyróżnić można co najmniej 5 podmiotów. 
 
źródło: Polgeonow.com
 
Magazyn Foreign Policy ponazywał nieco prześmiewczo poszeczególne państewka oddając wydaje się ich prawdziwą naturę. Mamy zatem takie państwa jak:

  • Na zachodzie, u wybrzeży Morza Śródziemnego istnieje kontrolowany przez Bashara Al-Assada "Regimestan", czyli dawna Syria z jej alawicką elitą i dominującą wciąż partią BAAS.
  • Po drugiej stronie u wylotu Eufratu i Tygrysu, nad Zatoką Perską leży z kolei "Shiastan", państwo szyitów, które przejęło sporo z dotychczasowych instytucji i organizacji demokratycznego Iraku.
  • Na północy dawnego Iraku, w pobliżu granicy z Iranem leży z kolei Kurdystan - ta nazwa jest już znana, to co raz bardziej niezależne i państwo irackich Kurdów.
  • Między tymi trzema tworami znajdują się tereny sunnickie, przez FP określane jako "Sunnistan", który jednak pozostaje najmniej określony terytorialnie, między innymi dlatego, że to właśnie na tam najsilniej działa ostatni, najpoważniejszy i najmniej przewidywalny dzisiaj organizm, mianowicie "Extremistan", czyli Islamskie Państwo znane również pod takimi nazwami jak ISIS i od niedawna, kalifat. 
źródło: Foreign Policy

czwartek, 21 sierpnia 2014

Dlaczego Amerykanie przechowują sprzęt w norweskich jaskiniach?

Jeszcze do niedawna były plany ich zamknięcia, teraz jednak podziemne bunkry służące Amerykanom za magazyny są znów pełne i czekają w razie wybuchu ewentualnego konfliktu.

fot. Wikipedia


Daleko na norweskiej prowincji istnieje sieć jaskiń od początku lat 80. wykorzystywanych przez amerykańskich marines. Stworzono ją by oszczędzić czas podczas mobilizacji w przypadku ewentualnego konfliktu zbrojnego z Układem Warszawskim.

Jeszcze kilka lat temu magazyny były powoli opróżniane, znaleźć można w nich było jedynie wyposażone w karabiny maszynowe i rakiety hummery. Powodem był fakt, że uwaga Stanów Zjednoczonych zwrócona była na Bliski Wschód i na co raz silniejsze Chiny. Bunkry miały być ze względów oszczędnościowych i planowanej redukcji baz wojskowych w Europie powoli opróżniane aż do ich prawdopodobnego całkowitego zamknięcia. Tymczasem tylko w ciągu ostatnich miesięcy do Norwegii przybyły czołgi M-1A1 Abrams, pojazdy opancerzone służące do niszczenia pól minowych a także cały zestaw innego sprzętu. Całość ma być gotowa do końca miesiąca.

Ponowne wykorzystanie ukrytych w górach magazynów wiąże się z zaostrzeniem stosunków z Rosją a także ostatnimi wydarzeniami na Ukrainie. Według zapewnień Waszyngtonu, siły europejskie mają być znacznie zwiększone a wojska NATO przygotowane na ewentualne zaostrzenie się konfliktu.

Główną amerykańską bazą w Norwegii pozostaje ta mieszcząca się w "stolicy ropy", czyli Stavanger.


środa, 20 sierpnia 2014

Kto wspiera Islamskie Państwo Syrii i Lewantu?

Tuż po ścięciu głowy amerykańskiego dziennikarza przedstawiciel kalifatu kieruje wiadomość do prezydenta Baracka Obamy - "od ciebie zależy życie kolejnego amerykańskiego obywatela". Szokujące wideo prezentujące egzekucję reportera trafić ma do zbiorowej wyobraźni Amerykanów, pokazać, że ISIS nie żartuje i że będzie zabijać kolejnych ludzi. Jak to się stało, że po zaledwie kilku miesiącach ISIS stało się wrogiem numer jeden, sprawiając, że wszyscy zupełnie zapomnieli o Al-Kaidzie?

 

W opublikowanym niedawno video felietonie Mariusz Max Kolonko sugeruje, że jedną z głównych sił wspierających dziś nowo powstały kalifat są wahabiccy Saudowie i osoby z nimi powiązane.


ISIS była jedną z dwóch głównych frakcji tworzących Armię Wolnej Syrii (FSA), a swój sukces zawdzięczają pomocy innych państw, w tym Arabii Saudyjskiej, Kataru oraz Turcji. Portal DefenseOne cytuje wypowiedź jednego z wysoko postawionych katarskich oficjeli, który twierdzi, że "ISIS było projektem saudyjskim". Oskarżani o to między innymi przez premiera Iraku, Nouriego Al-Maliki Saudyjczycy stanowczo zaprzeczają, nie ma przy tym żadnych dowodów jednoznacznie wskazujących poparcie Rijadu dla kalifatu. To jednak nie oznacza, że nikt tych pieniędzy nie wysyła. Potwierdza to Instytut Waszyngtona wskazując, że od czasu wybuchu wojny domowej z Syrii od poddanych saudyjskiej dynastii oraz mieszkańców innych państw Zatoki Perskiej wpływały pokaźne sumy wspierające tym samym działalność islamskich przeciwników reżimu Bashara Al-Assada.

Zdaniem Güntera Meyera, dyrektora Centrum Badań nad Światem Arabskim na Uniwersytecie w Moguncji kraje Zatoki takie jak Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie są bez wątpienia głównym źródłem finansowania ISIS".

Nawet jeśli mieszkańcy tych państw a nawet ich władze wspierały po cichu syryjskich powstańców a przy okazji również ISIS, to mimo wszystko dziś środki wpływające z zewnątrz stanowią jedynie drobny ułamek majątku jakim dysponuje kalifat. Potwierdza to New York Times powołujący się na opracowania Rand Corporation. Wynika z nich, że ISIS pozostaje organizacją zupełnie niezależną od zewnętrznych źródeł finansowania i utrzymuje się głównie dzięki już pozyskanym pieniądzom. Pochodzić mają one ze sprzedaży ropy naftowej, której złoża na wschodzie Syrii kontrolują od 2012 roku, z rabunku banków i majątków chrześcijan oraz innych grup wyznaniowych (szacuje się, że tylko w wyniku zajęcia banku centralnego w Mosulu mudżahedini wzbogacili się o 420 milionów dolarów), do tego dochodzą podatki nakładane na mieszkańców zajętych przez nich terytoriów.

Bez względu na konkretne źródła pieniędzy ISIS jest dziś najprawdopodobniej najbogatszą organizacją terrorystyczną na świecie z dziennym dochodem wynoszącym ponad milion dolarów.

Atak na źródła finansowania ISIS może się okazać jednym ze skuteczniejszych sposobów walki z kalifatem - głównymi celami powinny stać się należące do nich pola naftowe, rezerwy finansowe a także osoby zajmujące się zarządzaniem tym całym majątkiem. 
 
 
 


wtorek, 19 sierpnia 2014

Amerykańsko-Niemiecka afera szpiegowska: Berlin także ma coś na sumieniu!

Od czasu ujawnienia przez Edwarda Snowdena informacji o podsłuchiwaniu przez NSA prominentnych niemieckich polityków, do opinii publicznej przedostają się kolejne doniesienia na temat wzajemnego szpiegowania się obu teoretycznie bliskich sojuszników.

fot. Idea go/FreeDigitalPhotos.net

Do tej pory wiadomości o prowadzonych operacjach szpiegowskich były dość jednostronne, dowiadywaliśmy się jedynie o ujawnieniu kolejnych agentów szpiegujących na rzecz Stanów Zjednoczonych. Jak podają niemieckie media w strukturach federalnych takich jak Ministerstwo Obrony, Finansów, Spraw Wewnętrznych, może działać ponad 20 ukrytych osób gromadzących poufne informacje. Jak podaje Bild am Sonntag osoby te są obywatelami RFN zatrudnionymi równocześnie przez różnorakie amerykańskie instytucje i organizacje i pobierające od nich wynagrodzenie. Co więcej, jak podaje gazeta nie ustają próby rekrutacji kolejnych agentów a próby te dokonywane są nie tylko w samych Niemczech, ale też w stolicach okolicznych państw, przede wszystkim w Warszawie i w Pradze.

Sytuację zaostrza fakt, że informacje na ten temat przedostają się do wiadomości publicznej, jednak już odpowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych kierowane są do Berlina ścieżkami dyplomatycznymi, nie są więc jawne. Może to powodować zmianę nastrojów wśród niemieckiej opinii publicznej a tym samym nacisk na władze by odpowiednio zabezpieczyły się przed zagranicznymi agentami. Jest to o tyle interesujące, że kilka lat temu podobny ruch wykonano w Rosji, gdzie rząd poszedł jeszcze dalej i uznał jako obcych agentów z definicji osoby pobierające pieniądze od zagranicznych organizacji pozarządowych. Zarządano od nich ujawnienia tych przychodów, a tym samym odbiło się to na ich wpływach i wizerunkowi wśród pozostałych Rosjan. Czy podobny scenariusz mógłby zostać zrealizowany również w Niemczech? Nie jest to niemożliwe, zważywszy, że państwo to stara się prowadzić co raz bardziej niezależną od Waszyngtonu politykę. Póki co z resztą Berlin zarządał od obcych ambsad ujawnienia pracowników, którzy zajmują się w nich działalnością szpiegowską. To, że takie osoby przebywają w prawie każdej ambasadzie jest dość oczywiste i jest powszechną praktyką od wielu lat, jednak tego typu rządanie ze strony Berlina to niezwykle istotny precedens.

Dodajmy przy tym, że w tym przypadku Niemcy nie pozostają niewinni, jak bowiem ujawnił Süddeutsche Zeitung również BND podsłuchiwała dwóch amerykańskich sekretarzy stanu, Hilary Clinton i Johna Kerry'ego a także najprawdopodobniej, tureckiego ministra spraw zagranicznych.

To, że agencje wywiadowcze wzajemnie się szpiegują i podsłuchują chyba nie powinno dziwić, nawet wśród sojuszników, gdyż taka jest ich natura. Ale czy ujawnianie informacji na ten temat i donoszenie o kolejnych "wyciekach" nie ma przypadkiem ukrytego celu?




poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 46 Zamek Książ, Polska

Siedzieli, odpoczywając pod parasolem. Obok nich przechodzili zarówno prawdziwi pasjonaci historii, jak również ci, których trochę na siłę wsadzono w wycieczkowy autobus. Większość z nich skupiała się raczej na kioskach z pamiątkami niż na imponującej architekturze. Serki, baloniki, drewniane zabawki, a czasem plastikowe pistolety. Odpustowi czarodzieje kształtowali gusta najmłodszych pokoleń. Monik rozglądała się uważnie dookoła. Spoglądała na przechodzących ludzi, szukając wzrokiem zaginionego małżeństwa Amerykanów.

– Wiesz, nigdzie ich nie widzę. Miałam nadzieję, że tu ich
spotkamy.
– Dzień się jeszcze nie skończył – pocieszył ją.
 
Sam jednak nie bardzo w to wierzył. Doświadczenia ostatnich kilku dni przekonywały go raczej do wiary w spiskową teorię dziejów. Do stolika podeszła młoda, ładna dziewczyna. Za nią ubrany w strój zamkowego przewodnika, z odznaką na piersi, kroczył niewysoki, siwiutki staruszek. Szczupły, trochę zgarbiony, o poczciwym wyrazie twarzy.

Dziewczyna uśmiechnęła się do Marca.

– To jest pan Jan. Nasz najlepszy, a także najmilszy przewodnik. Równie dobrze opowiada o zamku, jak i przywołuje dowcipy. A co zapewne ważne dla państwa, pan Jan znakomicie zna język niemiecki. Monik i Marc wstali z miejsca. Przywitali się z mężczyzną. Marc podziękował dziewczynie raz jeszcze. Zmobilizowani przez staruszka, natychmiast ruszyli na zamek. Przechodzili z komnaty do komnaty. Zamek był zbudowany z rozmachem, ale widać było, że historia go nie oszczędzała. Wiele pustych pomieszczeń swoją atrakcyjność zawdzięczało bardziej inwencji i umiejętnościom pracowników niż pozostałościom po świetnych czasach.

– A teraz obiecana atrakcja – zwrócił się do nich przewodnik. – Wejdziemy tam, gdzie nikt nie chodzi. Na wieżę. Tylko mnie nie zdradźcie. – Uśmiechnął się, mrugając okiem.
– Wspaniale – powiedziała Monik.
Weszli na górne piętra pałacu. Wyglądały, jakby były w remoncie. Wspięli się na samą górę. Krętymi schodami dotarli na wieżę. Rozpościerał się z niej piękny widok na zieloną, pagórkowatą okolicę.
– Panie Janie, chciałem się zrewanżować za to, że pozwolił nam pan tu wejść. – Marc włożył w rękę staruszka zwitek banknotów.
Ten spojrzał na ich nominały i uśmiechnął się pod nosem.
– Miałbym prośbę – kontynuował Marc, chwytając przyjacielsko przewodnika za rękę. – Czy mógłby nam pan opowiedzieć o czasach wojny? O tym, co robili tu Niemcy przed wojną i później. Słyszeliśmy, że to ciekawa historia. Staruszek podrapał się po głowie.
– A... to was interesuje... – Pokiwał głową. – No, oryginalni to nie jesteście. Tu co drugi pyta o tych hitlerowców.
– Skoro tak, to i my chętnie wysłuchamy wszystkiego, co zechce nam pan opowiedzieć – powiedziała Monik. Staruszek wyjął z kieszeni wymiętą paczkę papierosów. Z drugiej kieszeni wysupłał szklaną fifkę. Oderwał filtr, włożył papieros w rurkę. Marc wyjął zapalniczkę, którą zawsze nosił przy sobie. Podpalił mu papierosa. Przewodnik oparł się o mur służący za balustradę.
– Najciekawszy okres zaczął się w roku 1943. Po wysiedleniu dotychczasowych mieszkańców Organizacja Todt pod nadzorem Głównego Urzędu Administracyjno-Gospodarczego SS przystąpiła do prac budowlanych. Polegały one głównie na przystosowaniu wnętrza zamku do potrzeb wojska. W tym samym czasie więźniowie obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, którego filię założono na terenie pałacu, drążyli tunele pod zamkiem. Prace te miały związek z budową podziemnego kompleksu o nazwie Riese. Mówiło się również o zmianie przeznaczenia zamku. Albert Speer i Nicholaus von Below wspominali, że Książ miał stać się kolejną kwaterą Hitlera. Pod koniec wojny wszelkie prace przerwano, a więźniów pracujących przy budowie zlikwidowano. Nie ma jednak jakichkolwiek informacji o tym, co stało się z kilkoma tysiącami ludzi drążących tunele.
– Nie można się było niczego dowiedzieć? – zapytała Monik.
– Świadkowie wspominają, że budowana w tym miejscu kwatera dla przywódcy III Rzeszy miała zapewniać nie tylko schronienie przed nalotami, ale i przed nową, tajemniczą, niezwykle niszczycielską bronią. Podobno na dziedzińcu planowano montaż windy dla samochodów oraz doprowadzenie linii kolejowej bezpośrednio do zamku. Rzekomo miała ona prowadzić w głąb góry. Interesujące jest, że po wojnie nie spenetrowano podziemi, nie zbadano także miejsc, o których wspominali świadkowie, a szyb na dziedzińcu zasypano. Tak na dobrą sprawę do końca nie jest pewne, czy Książ miał się stać kolejną kwaterą Hitlera czy może obiekt miał mieć zupełnie inne przeznaczenie. Ale wiele przemawia za tym, że miała to być kwatera wodza. Jeżeli to prawda, to byłaby najpiękniejsza ze wszystkich.
– Trudno się z panem nie zgodzić. To przepiękny, imponujący swoją wielkością obiekt. Robi wrażenie – wtrącił Marc.
– O samych podziemiach wiadomo tylko tyle, że przed wejściem głównym powstał szyb o głębokości pięćdziesięciu metrów i szerokości sześciu metrów. System korytarzy miał mieć łączną długość około dziewięciuset pięćdziesięciu metrów, a prowadzić doń miały cztery wejścia.
– A w którym miejscu można było tam wejść? Tylko z zamku? – zapytał Marc.
– Mówi się, że wejście do tajemniczych podziemi położone jest pod górą Wilk. Znajdują się tam pozostałości z okresu budowy, to znaczy szyb wentylacyjny oraz rondo zamykające drogę dojazdową do dwóch obiektów, być może wejść do ciągów komunikacyjnych.
– To niewiarygodne – zdumiała się Monik. – Czy te korytarze były bardzo rozległe?
– Od lat słyszy się o istnieniu podziemnego tunelu kolejowego, który miałby być częścią trasy Wałbrzych – Wrocław. Niektórzy twierdzą, że w kwietniu 1945 roku ze Świebodzic odjechał tajemniczy pociąg, w skład którego wchodziły wagony z nieznaną zawartością i udał się w kierunku Wałbrzycha. Nigdy nie dotarł do miejsca przeznaczenia. Prawdopodobnie wjechał do podziemnego tunelu biegnącego do zamku.
– A co się stało z tym tunelem? – zapytał Marc.
– Jeżeli faktycznie istniał taki tunel, to zasypać mogli go tylko Rosjanie. Kwaterowali oni na zamku do 1950 roku, wywożąc i niszcząc to, co zostało po poprzednikach. Pozostaje jeszcze jedna kwestia – po co Sowieci mieliby zasypywać tunel? Co skłoniło ich do tego, aby go zamknąć? Być może odpowiedź na to pytanie jest prozaiczna – niektóre relacje o tajemniczym pociągu mówiły, że transport zawierał amunicję z gazami bojowymi. Czy taka zawartość transportu mogła skłonić zdobywców do zamaskowania tunelu, nie wiem, ale w tamtych czasach wszystko było możliwe. Zresztą, tunel i pociąg mogły w ogóle nie istnieć. Tak na dobrą sprawę relacji jest kilka. Niektórzy uważają, że w podziemiach znajduje się hala pełniąca rolę dworca, inni zaś, że istniały dwie linie kolejowe i dwa tunele...
– Dworca? To niezwykłe przedsięwzięcie – zdziwił się Marc.
– Dwie kobiety, które w 1947 miały po osiemnaście lat, opowiadały, że w lesie koło Świebodzic była linia kolejowa, którą zelektryfikowano już po pierwszej wojnie światowej. Trakcję zniszczyli Rosjanie tuż po wkroczeniu na te tereny. Obie kobiety zapamiętały, że w bezpośrednim sąsiedztwie torów znajdował się wjazd do tunelu.
– Panie Janie – zwrócił się do przewodnika Marc – czy, oczywiście za bardzo, ale to bardzo specjalną premią, mógłby pan nas wprowadzić do tych podziemnych budowli?
Przewodnik zatrzymał się. Spojrzał na Marca zaskoczony.
– Ja do podziemi? A cóż ja jestem? Jakiś kret – roześmiał się głośno – żebym się wpychał w tunele? Chcecie łazić po dziurach? Po co wam to? Tam nic, poza betonem, nie ma. Ja to wiem.
A co myślicie, że nie? Chodzę po tym miejscu już pół wieku.
Kupa turystów i nic więcej. I wariatów latających za skarbami.
Szkoda czasu... – Machnął ręką.
Marc zastanowił się chwilę. Potarł dłonią policzek.
– Chodzenie po jaskiniach to nasza pasja. Nie możemy ominąć takiej okazji. Każdy ma jakiegoś bzika, my mamy właśnie takiego.
Monik spoglądała na niego z szeroko otwartymi oczyma.
– Łazić po tych starych bunkrach? Wariaci... no nie wiem, czy to będzie możliwe. – Stary przewodnik marszczył czoło.
Kiwał głową.
– Panie Janie, bardzo prosimy – dołączyła Monik.
– Nie wiem, nie wiem... – zastanawiał się. – A duża ta premia? – zapytał chytrze.
Marc i Monik parsknęli śmiechem.
– No duża, duża – odpowiedział Marc.
– No, to może bym pomyślał...
Monik ujęła go przyjaźnie pod ramię. – Niech pan dobrze pomyśli, panie Janie.
– Posłuchajcie, ja to nie bardzo będę tam łaził. Za stary jestem. Ale mam zięcia, jest młodszy i on się trochę tymi historiami interesuje. Gdybyście tak jeszcze dla niego znaleźli trochę premii... –Zamilkł, spoglądając na Marca.
– Ależ znajdziemy – wyręczyła go Monik. – Jak możemy się z nim skontaktować?
Przewodnik zastanowił się. Wyjął z kieszeni wizytówkę. Podał ją kobiecie.
– Tu jest do niego telefon. Ale jego teraz nie ma. Będzie za tydzień. Jest u krewnych w Niemczech. W Bonn, wiecie gdzie?
– Wiemy – odpowiedzieli razem.
– Za tydzień, mówi pan – Marc zastanowił się – dopiero za tydzień... Dobrze panie Janie, zadzwonimy do niego za tydzień. Proszę mu o nas powiedzieć. Dobrze?
– Jasne – odpowiedział pewnie. Popatrzał na Marca błyszczącymi oczami – A co z tą premią?
Marc uśmiechnął się.
– Właśnie panie Janie. Co pan powie na piwko? Chyba dosyć już się nachodziliśmy, prawda? Zapraszam pana i omówimy tę premię. Zeszli na dolny dziedziniec. Urządzona tam była mała restauracja. Siedzieli jeszcze długo ze starym człowiekiem pamiętającym czasy, kiedy na zamku wisiały hitlerowskie flagi.

fot. skyscrapercity.com


- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf