piątek, 21 listopada 2014

Czy złoto wróci do łask?

Złoto budzi nadzieje u jednych, u innych obawy. Niedawny spadek cen żóltego metalu sprawił, że jego przeciwnicy zaczęli od razu wieszczyć koniec jego popularności. Czy tak jest w rzeczywistości?


czwartek, 20 listopada 2014

Amerykańscy weterani - idealny "materiał" do badań nad implantami?

Ryzyko kalectwa od tysięcy lat towarzyszyło wszystkim żołnierzom udającym się na pole walki. Współczesne czasy nie różnią się pod tym względem zbyt wiele, co najwyżej wzrosła ilość narzędzi i metod krzywdzenia przeciwnika. Rany odniesione w boju były dotychczas nieodwracalne, chyba że jest się amerykańskim żołnierzem...
 
fot. Pinterest


Okazuje się bowiem, że pozbawieni kończyn bądź sparaliżowani weterani, którzy odnieśli rany podczas prowadzonych przez Amerykę wojen mają szansę odzyskać sprawność dzięki intensywnej pracy naukowców, którzy eksperymentują na nich z nowymi technologiami z pogranicza mechaniki, elektroniki i neurologii.


Jak zwykle w przypadku tego typu projektów w USA sprawą zainteresowała się DARPA, która miała w planie stworzenie nowej protezy ramienia dla weteranów wracających z Iraku czy Afganistanu, którzy utracili kończyny w wyniku ataków bombowych. Tylko w 2013 roku takich osób było ponad 1,5 tysiąca. Do tej pory jedyne protezy jakie można było zaproponować pod względem konstrukcji i precyzji działania niewiele zmieniły się od dziesiątek lat, dopiero niedawno zaczęto pracować nad kończynami, które pozwoliłyby podnosić ciężkie przedmioty i precyzyjnie wykonywać złożone operacje.


W 2007 roku firma Deana Kamena DEKA Research and Development otrzymała od DARPA 18 milionów dolarów dotacji na wsparcie programu mającego stworzyć nowy rodzaj sztucznej kończyny. Efekt? Obecnie testowana jest już jej trzecia generacja, reagująca na impulsy nerwowe i wykonywująca co raz dokładniejsze zadania.

Można się spierać czy jest to tak wyczekiwany przez transhumanistów wielki krok w przyszłość, wstęp do nowej generacji broni czy też zwykła spłata długu jakiej rząd USA chce dokonać wobec poszkodowanych żołnierzy.



środa, 19 listopada 2014

Prywatyzacja wojskowości: czas na rosyjskie Blackwater?

W Rosji właśnie zalegalizowano działanie prywatnych firm ochroniarskich o profilu przypominającym te działające na zlecenie rządu USA w Iraku.  

fot. Wikipedia

Prywatny sektor zbrojeniowy to nie tylko produkcja czy nowe technologie. Istnieje także szereg firm zajmujących się zarówno szeroko pojętym konsultingiem w sprawach bezpieczeństwa jak i bezpośrednią pomocą wojskową, najbardziej znana z nich firma Xe (dawniej Blackwater/Academi) corocznie osiąga wielomiliardowe zyski a jej "pracownicy" operują na wielu punktach zapalnych świata często wykonując operacje, których nie mogą albo nie chcą się podjąć zwykli żołnierze.

Obserwując ekspansję Blackwater&Co. Rosjanie postanowili zareagować i również spieniężyć swoje wojskowe doświadczenie na tym wartym ponad 350 miliardów dolarów (dane z 2013 roku) rynku. W zeszłym miesiącu weszła tam bowiem w życie ustawa legalizująca działalność prywatnych firm zbrojeniowych i ochroniarskich (PMSCs): rosyjskim przedsiębiorstwom wolno będzie od tej pory udzielać konsultacji w kwestiach militarnych, świadczyć usługi ochroniarskie, komercyjnie likwidować pola minowe a także, uwaga, "umożliwiać alternatywne rozwiązywanie konfliktów zbrojnych poza granicami Rosji". Ten punkt budzi, zapewne słusznie, najwięcej kontrowersji, szczególnie jeśli przypomnimy sobie konflikt we Wschodniej Ukrainie i obecność tam najemników nieznanego pochodzenia. Firmom z nowo powstałego sektora wolno będzie używać broni palnej, ale niedozwolone będzie używanie przez nich ciężkiego sprzętu wojskowego, nie będzie ona też traktowana jako forma działalności najemniczej - jeden z pomysłodawców ustawy Gienadij Nosowko w rozmowie z The Moscow Times użył następującego porównania: "Różnica między firmami kontraktowymi a najemnikami jest taka jak między strażnikiem w parku a kłusownikiem".

Według zapowiedzi wszystkie firmy działające na terytorium Rosji będą pozostawać pod kontrolą Federalnej Służby Bezpieczeństwa.




wtorek, 18 listopada 2014

Czeka nas kolejny kryzys! Gospodarka może upaść w każdym momencie!

Świat finansów stoi na krawędzi kolejnego kryzysu - twierdzi Bank Rozrachunków Międzynarodowych.


Zdaniem tego najstarszego, założonego jeszcze w latach 30. ponadnarodowego banku ostatni rok był okresem poważnych wahań, które wskazywać mogą na problemy z płynnością wielu inwestorów. W przypadku pojawienia się ryzyka nagłych wyprzedaży pozbawione rezerw instytucje finansowe nie będą w stanie utrzymać kursu akcji i indeksy giełdowe mogą spaść na łeb na szyję.

Jak twierdzi Guy Debelle z BIS globalni inwestorzy dokonywali zakupów w przekonaniu o nieistniejącej płynności, stąd możliwa wyprzedaż może doprowadzić do jeszcze większego zaognienia sytuacji.Sprawę pogarsza fakt, że już teraz w większości uprzemysłowionych krajów świata poziom stóp procentowych jest bardzo bliski zeru, co pozbawia banki centralne ewentualnych narzędzi do walki z kolejnym kryzysem.

W tym kontekście niepewna sytuacja polityczna i gospodarcza stanowią niezwykle niebezpieczne czynniki pogarszające całą sytuację: wciąż poważna jest sytuacja na Bliskim Wschodzie, w Europie Wschodniej, pod znakiem zapytania stoją także kolejne kroki w polityce amerykańskiej oraz pogarszająca się sytuacja gospodarcza w Chinach.



poniedziałek, 17 listopada 2014

Fragment powieści "Kod Władzy": Epilog Stare Kiejkuty, Polska




Siedzieli przy stole. Kajetan wstał, podszedł do stojącego na komodzie telewizora. Włączył go, przez chwilę przerzucał kanały. Znalazł oglądany czasem przez siebie kanał informacyjny. Z telewizora popłynęły słowa: Niemiecki tygodnik Stern podał w środę, że amerykańska CIA najwyraźniej wykorzystuje ośrodek szkoleniowy polskiego wywiadu do przesłuchiwania więźniów z Al-Kaidy. W Starych Kiejkutach powstała – jak twierdzi gazeta – odizolo- wana strefa wewnętrzna, do której polscy pracownicy wywiadu nie mają dostępu, w odróżnieniu od Amerykanów. Spojrzeli na siebie w milczeniu.




W przyszłym tygodniu krótka refleksja na temat książki w kilka lat po jej napisaniu. Dziękuję wszystkim, którzy regularnie śledzili publikacje powieści w internecie!

sobota, 15 listopada 2014

Tajemnice kompleksu RIESE

Na dzisiejszy wieczór polecam kilka materiałów filmowych poświęconych kompleksowi Riese. Był on kilkukrotnie opisywany na blogu Kod Władzy, można przejrzeć te wpisy przeglądając je po tagu "Riese", sporo informacji na ten temat można znaleźć również w mojej powieści. Zamieszczam również nagranie z wideo z wystąpieniem Dariusza Kwietnia, którego blog czytam regularnie i szczerze polecam jego lekturę.




czwartek, 13 listopada 2014

Nowy "Jedwabny Szlak" - Chiny wydadzą 40 miliardów dolarów na odbudowę słynnego szlaku handlowego

Państwo Środka szuka nowych ścieżek wymiany handlowej z całym światem, jedną z nich ma być stworzenie "Jedwabnego Szlaku"  XXI wieku.

dawna mapa przedstawiająca Jedwabny Szlak w średniowieczu


Położenie Chin to temat na odrębną książkę. Swego czasu bardzo popularne było stwierdzenie, że Państwo Środka to w istocie wyspa, otoczona morzem, górami i niedostępnymi pustyniami. Mimo wszystko jednak przez setki lat to nie powstrzymywało śmiałków przed pokonywaniem niebezpiecznych szlaków i docieraniem do odległej krainy, na handlu z którą mogli się bajecznie wzbogacić. Pamiętając o tym Pekin postanowił odbudować słynny, Jedwabny Szlak.

Tak jak wspomniałem we wstępie jedną z istotnych cech Chin jest ich położenie. Lokalizacja tego państwa sprawiała, że było ono z wielu stron zabezpieczone przez najazdami, ale też nie mogło ono rozwinąć swojego handlu jeśli tylko spotykało się z silniejszym przeciwnikiem na morzu. Tak było w wieku XIX i do pewnego stopnia w XX, tak jest też w wieku XXI kiedy to niezwykle ważne dla przetrwania Chin znaczenie ma tak zwany "pas perłowy" lub "perłowy szlak" ciągnący się wzdłuż południowych wybrzeży kontynentu eurazjatyckiego. Jest on jednak ryzykowny, bo wciąż kontrolowany przez głownego rywala - Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników, dlatego też Pekin zdecydował się zainwestować w szlak, który dało się przemierzyć na długo zanim pojawiła się kolei i autostrady.

Obecnie zdaniem prezydenta Chin Xi Jinpinga połączenia w Azji przypominają "szyjkę od butelki", są nieprzepustowe i nie spełniają oczekiwań rosnących gospodarek tej części świata. Celem Pekinu jest stworzenie sieci dróg, które rozpoczynać się będą w prowincji Xi'an w Chinach centralnych a następnie rozciągać w kierunku Kazachstanu by skręcić na południowy zachód do Iranu. Stamtąd przez Irak, Syrię i Turcję łączyć się będzie z Europą. Od cieśniny Bosfor szlak ma podążać na północ - przez Bułgarię, Rumunię, Węgry i Czechy w kierunku Niemiec i portu w Roterdamie oraz na południe do Wenecji. 


Co ważne, trasa ta w ten sposób ominie nie tylko całą Nizinę Środkowoeuropejską, na której leży też Polska, ale i okrążać będzie od południa Rosję, z którą wydawałoby się Chiny odczuwają pewną wspólnotę interesów. Jak widać wspólnota ta nie zawsze dotyczy kwestii dominacji w Azji.
 


wtorek, 11 listopada 2014

Jak rosyjskie służby widzą Stany Zjednoczone?

USA i Rosja pomimo prób odwilży zawsze pozostaną rywalami, a nawet wrogami. Nie ma trzeciej drogi w odwiecznym konflikcie między Morzem i Lądem. 
 
 


Wywiad z Mikołajem Patruszewem jaki opublikowała niedawno Rossiskaja Gazieta daje dużo do myślenia wszystkim tym, którzy na bieżąco śledzą najważniejsze wydarzenia na świecie a także pozostają wrażliwi na wzajemne relacje między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Patruszew jest jednym z najważniejszych doradców Władymira Putina i sekretarzem Komisji Bezpieczeństwa Rosji, przez wiele lat związany był ze służbami - najpierw KGB a potem FSB. To, co mówi, powinno być z uwagą przeanalizowane, gdyż pokazuje kulisy wielkiego starcia między dwiema potęgami militarnymi naszej planety.

Słynny geopolityk Mackinder tworząc oś podziału na potęgi Morza i Lądu wskazywał właśnie na USA i Rosję jako na główne siły symbolizujące to pradawne starcie wielkich sił. Poniższe, krótkie zestawienie najlepiej to obrazuje.

1. Rosyjska inteligencja nie przewidziała obalenia prezydenta Janukowycza,

2. Rosyjski wywiad przewidział proamerykańskie protesty na Ukrainie

3. Amerykańska polityka w stosunku do Rosji jest prostą kontynuacją tej jaka była prowadzona w stosunku do ZSRR

4. "Wojna z terroryzmem" była dla Rosji jedynie chwilowym odpoczynkiem,

5. Odbudowa Rosji po 1999 roku oraz jej sojusze z Chinami, Indiami i innymi krajami BRICS zaalarmowały USA,

6. Celem USA jest przejęcie kontroli nad rosyjskimi zasobami energii, wody i żywności aby tym samym przypieczętować swoją władzę nad tym krajem,

7. Zagrożenie ze strony USA jest dla Rosji "trwałe" i jakakolwiek "odwilż" nie będzie wieczna.
 


Finowie ostrzegają: Europa stoi na krawędzi nowej Zimnej Wojny

Prezydent Finlandii nie ma wątpliwości: Stany Zjednoczone i Unia Europejska nie doceniły powagi sytuacji w momencie gdy wojska rosyjskie dokonywały faktycznej aneksji Krymu a także pojawiały się doniesienia o ich obecności w konflikcie na terenie Noworosji. 
 
Sauli Niinistö/fot. Wikipedia


Brak odpowiedniej reakcji ze strony Zachodu jest zdaniem Sauliego Niinisto jasnym sygnałem dla Rosji, że w razie kolejnych prób przejęcia kontroli nad danym terytorium nie musi się ona obawiać ostrych odpowiedzi. Uważa on, że sytuacja staje się bardzo poważna i zaczyna przypominać tą jaka miała miejsce podczas trwania Zimnej Wojny.

Przesłankami mającymi wskazywać na taki obrót wydarzeń zdają się być ostatnie prowokacje ze strony rosyjskiego lotnictwa, które wprowadziły w stan pogotowia przygraniczne jednostki Wielkiej Brytanii, Szwecji, USA czy Kanady. W połączeniu z antynatowską retoryką Putina mogą one sygnalizować nowy rodzaj konfliktu, który swoim zasięgiem obejmie całą Europę.

Jego obawy wiążą się również z informacjami ze strony doradców Putina, którzy twierdzą, że na Kremlu pojawiają się pomysły "odzyskania Finlandii", dodał on jednak, że w razie podjęcia podobnych prób reakcja Helsinek będzie zdecydowana.

W co gra Rosja? Czy Władymir Putin chce nastraszyć zachodnich sąsiadów aby tym samym kontynuować swoją ekspansywną politykę? A może chodzi o pokazanie siły celem odstraszenia ataku wyprzedzającego? Jedno jest pewne - jeśli jeszcze kilka lat temu rozważano, że w przypadku ewentualnego globalnego konfliktu Rosja i Zachód staną po jednej stronie, tak dziś można się spodziewać ostrej linii podziału i pójścia Moskwy pod rękę wspólnie z Chinami.



Fragment powieści "Kod Władzy": Rozdział 58 Stare Kiejkuty, Polska



Marc zbliżał się do prawdopodobnie najbardziej strzeżonego miejsca w Polsce. Jechał powoli przez las, starając się nie wykonać najmniejszego ruchu, który mógłby wzbudzić podejrzenie wśród tych, którzy za chwilę będą mu się uważnie przyglądać. Jechał na spotkanie być może największej przygody swojego życia. W uszach brzmiały mu własne słowa wypowiedziane do Monik kilka dni temu: Mam wrażenie, że każdy twój krok zbliża cię do wspomnianego przez ciebie Pulitzera. Rano długo zastanawiali się wspólnie, które z nich powinno udać się nocą do ośrodka. Mieli świadomość ogromnego ryzyka, jakie się z tym wiązało. Ujawnienie ich obecności mogło skończyć się miesiącami spędzonymi na więziennej pryczy. I właśnie po to, aby zminimalizować to ryzyko, zdecydowali, by to był Marc. Zachodni dziennikarz renomowanego pisma, znający język polski, w razie wpadki mógł tłumaczyć się dziennikarskim śledztwem. Miał też kto upomnieć się o niego, używając politycznych wpływów. Żadna z pozostałych osób nie miała takich walorów. Marc zgodził się chętnie. Jego dziennikarska, niespokojna dusza dopominała się aktywnego miejsca w całej tej historii. A poza tym był bardziej przyzwyczajony do podejmowania ryzyka w imię wielkich spraw. Kajetan wyposażył go w elektroniczny dokument, który miał mu otworzyć drogę do ośrodka w Kiejkutach. Ta wojskowa placówka, wiedział to od Kajetana, zajmowała obszar około trzystu hektarów. Położona nad jeziorem była pilnie strzeżona. Miejscowej ludności nie wolno było nawet wypływać na jezioro na ryby. Każdy przyjezdny gość był przeganiany przez uzbrojone patrole, jeśli tylko zbliżył się do ośrodka. Marc miał świadomość, że ryzyko odkrycia jego misji wiąże się z ich poprzednią przygodą. Ktoś może skojarzyć katastrofę śmigłowca po nocnym pościgu z ich obecnością w tym miejscu i kradzieżą samochodu, którą przecież sfingowali. Ktoś bystry, łącząc te fakty, może skłonić prokuratora do postawienia jemu i Monik, zarzutu spowodowania tego wypadku. A wówczas nie kilka miesięcy, ale kilka lat spędzonych w odosobnieniu, może być karą za zawodową dociekliwość. Pomimo to Marc chętnie zgodził się na swój udział w nocnej eskapadzie.
Spojrzał pytająco na Kajetana, gdy ten dawał mu elektroniczną przepustkę. Była podobna do karty bankomatowej, ale różniła się od niej kształtem i elementami na powierzchni. Kajetan uśmiechnął się tajemniczo.
– Nie pytaj mnie, jak zdobyłem tę kartę.
Marc odpowiedział uśmiechem.
– Przekażę ci jeszcze dzisiaj hasło. Musisz je podać za każdym razem, gdy tego zażądają – dodał. Marc spojrzał na niego ponownie.
– I też mnie nie pytaj. – Raz jeszcze Kajetan uśmiechnął się. Marc jadąc, myślał o swoim nowym znajomym. Kajetan budził zaufanie. Zawsze zrównoważony, uśmiechnięty, był filarem zespołu, który dosyć spontanicznie stworzyli. Zespołu, którego powodem powstania była wrodzona dociekliwość i deklarowane wzajemnie zaufanie jego członków. Zbliżał się do ośrodka. Czuł to przez skórę. Nagle na drodze pojawiły się trzy postacie ubrane w wojskowe mundury, z automatycznymi karabinami przewieszonymi przez ramię. Marc zauważył, że ta pokojowa pozycja karabinów dotyczy tyko dwóch żołnierzy, stojących bliżej samochodu pożyczonego od Kajetana. Trzeci mierzył do niego. Widział lufę broni skierowaną w swoją pierś. Marc, biorąc kluczyki Kajetana do ręki, po raz trzeci spojrzał na niego pytająco. I po raz trzeci Kajetan odpowiedział spokojnie.
– Weź mój samochód. Marc nacisnął przycisk opuszczania szyby. Zsunęła się cicho, pozostawiając go twarzą w twarz z młodym, nachylającym się nad samochodem żołnierzem. Widział jego błyszczące oczy wpatrzone w siebie uważnie.
– Co pan tu robi? – zapytał żołnierz.– Mam przepustkę. Bardzo proszę sprawdzić – powiedział bez zawahania
Żołnierz przyjrzał się jej uważnie. Spojrzał na Marca raz jeszcze. Po dłuższej chwili odezwał się.
– Proszę podać hasło.
– Rembrandt – odpowiedział Marc zdecydowanym głosem.
Żołnierz oddał mu przepustkę.
– Proszę jechać. Powoli – dodał.
Ruszył bez słowa. Pozostali dwaj mężczyźni zeszli z drogi. Marc spojrzał w tylne lusterko. Żołnierz trzymał w ręku mikrofon krótkofalówki. Mówił coś do niego. Samochód toczył się wolno. Minął łagodny zakręt. Po kilkuset metrach dojechał do ogrodzenia. Droga zamknięta była czerwono-białym metalowym szlabanem. Dojazd do niego odbywał się zygzakiem, pomiędzy ustawionymi naprzemiennie betonowymi blokami. Obok szlabanu stało dwóch żołnierzy. Jeden z nich podszedł do samochodu. Marc zdążył już opuścić szybę. Drugi mierzył do Marca z karabinu. Nie było to przyjemne uczucie. 
– Dobry wieczór, zechce pan pokazać przepustkę. Marc powtórzył czynność, która była mu już znana. Żołnierz zniknął z jego przepustką w niewielkim białym budynku, stojącym przy samej bramie. Nie było go kilka minut. Wyszedł po chwili, podchodząc do otwartego okna samochodu. Wyciągnął rękę, była w niej karta.
– Jeszcze hasło proszę.
– Rembrandt.
– Proszę jechać. 
Szlaban zaczął się powoli podnosić. Marc nie zauważył, kto go uniósł. Czuł przypływ adrenaliny. Starał się panować nad drżeniem swoich rąk. Jechał dalej. Był coraz bliżej tajemnicy, którą za chwilę przyjdzie mu odkryć. Zauważył kilkanaście jednopiętrowych betonowych budynków. Jechał dalej. Przejechał obok oddalonych o kilkadziesiąt metrów garaży. Teren oświetlony był dziwnym światłem sączącym się z lamp, których Marc wcześniej nigdzie nie widział. Miał wrażenie, jakby padające na budynki promienie nie powodowały powstawania ich cienia.
„Może mi się wydaje” – pomyślał. Przejechał obok większych budynków, przypominających wyglądem obiekty sportowe.
Teren wokół był pusty. Nie zauważył nikogo. Powoli zbliżał
się do centralnego punktu tego dziwnego miejsca. Przymknął otwartą szybę samochodu. Gwałtowny wiatr poruszał drzewami. Marc widział przed sobą mur wysoki na około trzy metry. Przed nim znajdowało się ogrodzenie z kolczastego drutu. Obserwowany przez niego obiekt mógł mieć około stu metrów długości. Dookoła dostrzegł kilku żołnierzy. Miał wrażenie, że strzegący budynku byli ubrani inaczej niż ci, którzy go dotychczas sprawdzali. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów i dostanie się do miejsca skrzętnie skrywanego przed światem. Był coraz bardziej podekscytowany. Chciał tam już być. Dostrzegł bramę wjazdową. Szczelnie chroniła przed dostępem do strefy zamkniętej. Dojeżdżając, zastanawiał się czy zostanie wpuszczony. Zaczął sobie powtarzać przygotowany tekst, gdyby ktoś zapytało powód jego pobytu. Przypomniał sobie słowa Kajetana: Nikt nie będzie cię o nic pytał. Wówczas nie dyskutował z nim. Teraz zrobiłby to chętnie. Czuł się jak uczestnik gry komputerowej wpuszczony nieświadomie w labirynt pełen tajemnic i czyhających na bohatera pułapek. Zatrzymał się przed bramą. Nie wiedział, skąd wyrośli nagle przed nim dwaj ubrani w czarne stroje mężczyźni. Ich twarze zakrywały dziwne, jak mu się wydawało, przymocowane do hełmu, osłony. Skutecznie nie pozwalały dostrzec niczego, co znajdowało się pod nimi. Marc zesztywniał na siedzeniu. Czuł, jak dłonie robią mu się coraz bardziej zimne. Podniósł rękę, by znaleźć przycisk
opuszczający szybę. Z obu stron samochodu, tuż przy szybach stali spokojnie uzbrojeni i zamaskowani ludzie. Szyba powoli opuszczała się w dół. Marc czuł kropelki potu ściekające po skroniach. Strażnik stojący po jego stronie pochylił się nad otwartym oknem samochodu.
– Hasło zechce pan powiedzieć. –Jego metaliczny głos powodował zapewne zamknięty hełm.
– Rembrandt – powtórzył znane sobie słowo.
Strażnik wskazał ręką miejsce na prawo od samochodu.
– W porządku. Proszę odstawić samochód na to miejsce i wejść do budynku drzwiami oznaczonymi numerem 1A.
– Dobrze. – Marc wziął głęboki oddech. Wychodząc z samochodu, czuł jak drżą mu nogi. Nie pamiętał, by był kiedyś tak zdenerwowany.
„Ważne, że przepustka Kajetan działa” – pomyślał.Zatrzasnął drzwi samochodu. Nie zamknął go. Wydawało mu się, że w przypadku, gdyby musiał uciekać, otwarty samochód szybciej mu to umożliwi. Nie wiedział jak zakończy się jego niezwykła podróż w tym odciętym od świata miejscu. Rozejrzał się wokół siebie. Ciemna noc uniemożliwiała rozpoznanie nawet najbliższego otoczenia. Zrobił kilka kroków w kierunku budynku. Nad dwoma wejściami znajdowały się dwa plafony lamp dające mdłe, sączące się ledwo światło. Na drzwiach widniał biały napis: Wejście nr 1A – sala szkoleniowa. Nad drugimi: Wejście nr 1 – zaplecze biurowe.
„Strażnik mówił, że mam wejść przez drzwi oznaczone numerem 1A” – starał sobie przypomnieć usłyszaną instrukcję. Ruszył w kierunku wybranego wejścia. Wyciągnął rękę w kierunku klamki. Była zimna. Nacisnął. Pchnął ciężkie drzwi. Drewno, którym były pokryte, maskowało grube, metalowe wrota. Marc miał wrażenie, że prowadzą do jakiegoś bunkra. Otwierały się wolno, niemal bezszelestnie. W znajdującym się za nimi kwadratowym korytarzu ktoś siedział na krześle, ustawionym za stołem. Na widok Marca poderwał się z miejsca. Marc wszedł do pomieszczenia. Starannie zamknął za sobą drzwi. Odwrócił się. Przed nim stał wysoki, młody człowiek w amerykańskim wojskowym mundurze. Spoglądał na wchodzącego uważnie.
– Przepustkę proszę i hasło – odezwał się po angielsku. Marc nerwowo sięgnął do kieszeni koszuli, do której schował otrzymaną od Kajetana kartę. Znalazł ją. Wyciągnął i podał żołnierzowi. Ten wrócił do stołu. Przyłożył ją do jakiegoś urządzenia. Spoglądał na ekran monitora. Płynące minuty wydawały się Marcowi wiecznością.
– Jeszcze hasło – powiedział głośno.
– Rembrandt – odpowiedział Marc. Żołnierz wysunął spod stołu klawiaturę komputera. Wpisał coś szybko. Czekał. Po chwili wyprostował się.
– W porządku, może pan wejść. –Wskazał ręką drzwi znajdujące się z jego prawej strony. – Proszę wyjść tymi samymi drzwiami. – Poinstruował go.
– Rozumiem, dziękuję.
Żołnierz, podał mu przepustkę.
Marc spojrzał w kierunku drzwi. Był na nich biały napis: Sala szkoleniowa nr 3. Nie wiedział, co zastanie za drzwiami, z kim będzie musiał się spotkać, komu tłumaczyć swoją obecność. Kajetan nic mu nie mówił. Nie przekazał żadnych instrukcji. Dał mu kartę, przekazał hasło, nic więcej. Jedyne, co miało go uratować to fakt, że był dziennikarzem znanej redakcji światowego dziennika.
„Kiepska tratwa ratunkowa – pomyślał Marc. – W końcu jak nie wrócę, przyjaciele ogłoszą alarm – pocieszył się. – Nie jestem w tym sam”. Ostatnia myśl odprężyła go trochę. Jednak stres paraliżował go w dalszym ciągu. Otworzył drzwi. Zobaczył długi, ciemny korytarz oświetlony mdłym światłem. Wszedł do środka.
Drzwi zamknęły się za nim.
„Pewnie to strażnik je zamknął” – pomyślał. Spojrzał w głąb korytarza. Po jego prawej stronie znajdował się szereg drzwi. Wszystkie były zamknięte, bez jakichkolwiek oznakowań. Po drugiej stronie, przez całą długość korytarza, ciągnęły się cele. Marc zrobił kilka kroków do przodu. Starał się opanować emocje. Był o krok od skrywanej przed światem tajemnicy. Czy lądujące na lotnisku w Szymanach samoloty przywoziły kogoś, kogo los doprowadził w to miejsce? A może było to zaplecze szkoleniowe dla przyszłych agentów? Jeszcze kilka kroków. Wyostrzał swój wzrok. Przeszedł obok
dwóch pustych cel. Spojrzał do trzeciej i... wydawało mu się, że kogoś dostrzegł. Człowieka leżącego na pryczy.
„Czy jest tu ktoś?” – pomyślał. Czuł jak serce bije mu głośno.
Nagle drzwi otwarły się z hukiem. Marc odwrócił się gwałtownie. W drzwiach stał żołnierz.
– Stop! – krzyknął głośno. – Proszę się zatrzymać i podejść do mnie, pańska przepustka wygasła.
„Jak to wygasła? – pomyślał gorączkowo Marc. – Co on mówi?”
Zatrzymał się jednak zgodnie z wydanym rozkazem. Jeszcze raz spojrzał w kierunku celi. Nie mógł potwierdzić swojego wrażenia. Chociaż... Wydawało mu się, że koc przykrywający pryczę poruszył się.
– Proszę do mnie podejść – stanowczo powiedział żołnierz.
Marc podszedł do niego, ten przepuścił go przed siebie. Wyszli do drugiego pomieszczenia, które prowadziło do wyjścia.
– Dostałem informację, że pańska przepustka straciła już
swoją ważność. Zechce pan wyjść i opuścić ośrodek – poin-
struował go.
– Ale... – Marc zająknął się. Myślał szybko.
„Jaki sens miała rozmowa z żołnierzem?”
– Oczywiście, widocznie przyjec ałem za późno. Miałem problem, by sprawnie dotrzeć do ośrodka. – Usprawiedliwił się Marc, chciał coś powiedzieć, by sytuacja stała się normalna, by żołnierz nie dostrzegł jego nerwowego zachowania. 
– Bardzo dziękuję, do widzenia. Wyszedł przed budynek. Zamykając drzwi widział jak żołnierz podniósł słuchawkę telefonu. Marc powoli, starając zachować spokój, podszedł do samochodu.
– Spokojnie, bardzo spokojnie – powiedział do siebie.
– Najgorsze już za tobą.
Nie skupiał się na niepowodzeniu przyjętej przez siebie misji. Myślał jedynie jak opuścić to dziwne, niepokojące miejsce. Wsiadł do samochodu. Zapalił silnik, cofał starannie, uważając by nie spowodować jakiejś niepotrzebnej kolizji. Pamiętał drogę jaką jechał w tę stronę. Mijał powoli posterunki. Nikt go o nic nie pytał. Pomyślał, że musi zadzwonić do naczelnego swojej gazety. Przekazać mu to, co zobaczył. Przeniósł się myślami do chaty Kajetana. Pewnie niepokoją się o niego. Uśmiechnął się do siebie.
„Tyle życzliwych osób” – pomyślał.
Spojrzał w lusterko. Nikt go nie ścigał. Droga, którą jechał była pusta. Zostawiał za sobą swój strach. Oddalał się od miejsca, którego tajemnica została naruszona. Miejsca, którego istnienia nie dało się od tego momentu ukryć przed światem.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf