Ankieta

Ankieta
............................. Szanowni Czytelnicy, bardzo proszę o pomoc i informacje na temat bloga "Kod Władzy"

czwartek, 29 stycznia 2015

Światy równoległe - czy istnieją, czy przenikają się wzajemnie?

 Świat nauki zna wiele teorii, które w momencie ich opublikowania uznawano za szalone lub niedorzeczne. Wiele z nich z czasem zyskało uznanie i stały się fundamentami, na których opiera się współczesna wiedza o świecie. Czy to samo możemy powiedzieć o teoriach związanych ze światami równoległymi?
 
 
Czy duchy mogą być dowodem na przenikanie się światów?    
fot. wiki


Teorie głoszące istnienie światów równoległych znamy od lat, głoszą one, że wszystkie możliwe wersje historii i przyszłości są prawdziwe a każda z nich jest częścią równoległych światów, których ilość jest nieskończona. Chociaż została ona sformułowana wiele lat temu, przy obecnym stanie wiedzy i technologii nie jesteśmy w stanie w jakikolwiek sposób zweryfikować jej prawdziwości. Obserwacje możemy bowiem prowadzić jedynie w naszej rzeczywistości i tym samym wydarzenia, które ewentualnie mogłyby mieć miejsce w innych światach pozostają poza zasięgiem jakiejkolwiek naukowej weryfikacji.

"Koncepcja światów równoległych pojawiła się w mechanice kwantowej pod koniec lat 50. XX wieku, zgodnie z nią każdy wszechświat odgałęzia się na kilka kolejnych wraz z każdym kolejnym zdarzeniem, w ten sposób urzeczywistnione zostają wszystkie możliwości. W niektórych wszechświatach asteroida, która zabiła dinozaury minęła Ziemię, w innych to Portugalczycy skolonizowali Australię" - mówi Howard Wiseman, fizyk z Griffith University w Brisbane, jeden z twórców hipotezy o wielu przenikających się światach ("many interacting worlds" hypothesis - MIW). Wspólnie z kolegami zaproponował on by w celu weryfikacji istnienia wielu światów założyć, że istnieje uniwersalna siła pomiędzy podobnymi do siebie światami a tym samym na poziomie kwantowym nauka jest w stanie prowadzić ich obserwację.


Czy jeśli teoria okaże się prawdziwą, to czy będzie można mówić o przemieszczaniu się pomiędzy tymi światami? 
 
 

źródło: mnn

środa, 28 stycznia 2015

Czy komary-mutanty są nadzieją czy też zagrożeniem?

Dzięki pracy naukowców już wkrótce może zniknąć problem uciążliwych owadów. Jakie jednak będą tego konsekwencje?


Jeden z najbardziej znienawidzonych gatunków owada na świecie wciąż pozostaje źródłem wielu chorób, na które rocznie umiera ponad milion ludzi. Chcąc powstrzymać rozprzestrzenianie się malarii czy żółtej febry genetycy wyhodowali nowy gatunek komara, którego żeńskie larwy umrą zanim będą zdolne do rozrodu. Przeżywają zatem jedynie męskie osobniki, które jednak nie gryzą i tym samym to one przekazywać będą dalej swoje zmutowane geny, co sprawi, że w ciągu zaledwie kilku pokoleń populacja owadów obniży się radykalnie.

Pierwsze testy przeprowadzono do tej pory w Brazylii i na Kajmanach gdzie populacja komarów spadła o 96%, wkrótce planowano wypuścić kolejną grupę na Florydzie, jednak projekt wstrzymano z uwagi na obawy mieszkańców oraz nadrozującej agencji federalnej.

Przeciwnicy programu obawiają się, że mieszkańcy Florydy mogą zostać ugryzieni przez zmodyfikowanego genetycznie komara a jego zmienione DNA trafi do krwioobiegu ludzi. Zdaniem Oxitec, firmy która stworzyła nowy rodzaj owada te obawy są bezpodstawne gdyż tylko żeńskie osobniki wysysają krew a te z kolei nie są wypuszczane na wolność. Wszystkie zmutowane komary jakie będą latać będą płci męskiej a one nie stanowią w tym przypadku zagrożenia, co więcej przedstawiciele Oxitec deklarują, że testowali ich ugryzienia na zwierzętach laboratoryjnych i nie zauważyli jakiegokolwiek wpływu na ich zdrowie.

Kolejnym problemem z jakim muszą sobie radzić propagatorzy redukcji populacji komarów jest ryzyko, że po ich usunięciu powstanie nisza ekologiczna, która w krótkim czasie może zostać zagospodarowana przez inny gatunek, nie ma przy tym gwarancji, że będzie on mniej grożny ani też mniej uciążliwy niż znane nam doskonale moskity.



wtorek, 27 stycznia 2015

Ankieta dla Czytelników bloga "Kod Władzy"

Szanowni Państwo, drodzy Czytelnicy,

Blog "Kod Władzy" w tym roku kończy 4 lata, dziękuję za zainteresowanie i wielokrotnie wyrażane poparcie. Chciałbym aby blog i cały ten projekt stawał się co raz ciekawszy i bogatszy o nowe treści. Dlatego też bardzo proszę o pomoc i wypełnienie krótkiej ankiety (poniżej), całość nie powinna zabrać więcej niż 2-3 minuty.

Z góry dziękuję,

Victor Orwellsky

Link do ankiety: 
http://www.ebadania.pl/d9c9013c3489d04e

Ankieta trwać będzie przez 1,5 tygodnia od wtorku 27 stycznia do niedzieli 8 lutego. 




Co będzie za 25 lat? Oto świat przyszłości wg Raya Kurzweila

Zbliżamy się do momentu przełomowego, najprawdopodobniej jeszcze w pierwszej połowie XXI wieku ludzkość zyska nieśmiertelność. Tylko czy nadal pozostaniemy ludźmi?

źródło: singularityhub.com


Ray Kurzweil jest jednym z czołowych światowych futurologów i propagatorów transhumanizmu, od lat zajmuje się tematyką rozwoju technologii i jej wpływu na tożsamość człowieka.Odnotował on także wiele sukcesów w przewidywaniu istotnych wydarzeń jakie bedą miały miejsce w nadchodzących latach. Jeszcze w 1990 roku twierdził, że przed 1998 rokiem komputer po raz pierwszy wygra z szachy z arcymistrzem, powtarzał także, że zaledwie kilka lat później pojawią się pierwsze egzoszkielety, dzięki którym osoby sparaliżowane ponownie będą w stanie chodzić, natomiast do 2010 roku komputery będą w stanie łączyć się z internetem bezprzewodowo. Czy jego teorie się sprawdziły? Proszę się rozejrzeć, sieć WiFi jest powszechnie dostępna, wiele firm już teraz posiada w swojej ofercie, co prawda wciąż drogie, egzoszkielety, natomiast już w 1997 roku wyprodukowany przez IBM komputer Deep Blue pokonał w pojedynku mistrza szachowego, Garry'ego Kasparowa.

To rzecz jasna tylko kilka "proroctw" Kurzweila, zapowiada on bowiem, że jeszcze w tej dekadzie powstanie w końcu sprawny system tłumaczenia języków obcych (nad tymi rozwiązaniami pracują między innymi Skype i Google) a niedługo powstaną okulary zdolne tworzyć zupełnie wirtualną rzeczywistość.

Jakie nowinki techniczne zapowiada on jednak w ciągu najbliższych 25 lat?

  • Jeszcze w tej dekadzie pojawią się soczewki zdolne wysyłać obrazy prosto do siatkówki, a już za około tysiąc dolarów będziemy w stanie kupić procesory o mocy obliczeniowej sięgającej dziesięciu terabajtów (czyli mniej więcej tyle ile posiada ludzki mózg).
  • Jeszcze w latach 20. XX wieku dzięki nanotechnologiom będziemy zdolni leczyć większość chorób, co więcej znikną problemy z brakami żywności, gdyż dzięki nanorobotom jej produkcja przestanie być problemem.
  • Mniej więcej w tym samym czasie test Turinga będzie już zdawalny przez wiele maszyn,
  • Co raz powszechniejsze staną się samosterowne samochody a człowiekowi zabroni się prowadzić pojazd na autostradzie,
  • W latach 30. człowiek przestanie odczuwać różnicę między rzeczywistością wirtualną w światem realnym, wrażenia zmysłowe będą identyczne, co więcej przed upływem tej dekady będziemy w stanie przenosić naszą świadomość do komputera,
  • Przed nadejściem lat 40 inteligencja niebiologiczna osiągnie poziom, w którym przewyższy człowieka o miliard razy,
  • Nanotechnologia pozwoli tworzyć żywność i inne przedmioty "z powietrza",
  • Do roku 2045 nasza inteligencja ulegnie zwielokrotnieniu dzięki bezprzewodowemu łaczeniu naszej kory mózgowej z mocą obliczeniową chmury,
 To wszystko plany na najbliższe kilkadziesiąt lat, większość z nas zobaczy te zmiany jeszcze za swojego życia, czy jesteśmy na to gotowi? Jaką cenę zapłacimy?






poniedziałek, 26 stycznia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14. Bramy": Okolice Klagenfurtu. Austria

fot. wikipedia


Marc zjechał z autostrady. Inaczej dalsza jazda skończyłaby się we Włoszech. Droga z Wiednia była wyjątkowo malownicza. Dziesiątki zakrętów, omijających wysokie góry. Mieszały się one z licznymi tunelami, prowadzącymi pod ich szczytami. Ruch był niewielki. Myśli Marca, prowadzącego spokojnie samochód, pędziły w jego głowie jak chmury na niebie. Raz był przy Monik, której brak odczuwał coraz dotkliwiej, potem słowo po słowie powtarzał treść ostatnich rozmów. Bardzo dziwnych rozmów. Zastanawiał się, czy coś łączyło je ze sobą. Nie potrafił potwierdzić takiej tezy, ale miał nieodparte wrażenie, że tak właśnie było. Czasem intuicja ważniejsza jest od rozumu. Wierzył w taki stan rzeczy. Tym intensywniej starał się doszukać wspólnego sensu ostatnich wydarzeń.
– Ach, Monik – powiedział do siebie – ależ mi ciebie brak.
Zapadał zmierzch. Słońce kończyło już swoją codzienną wędrówkę. Chowało się bez pretensji za wzgórzami. Do zamku, celu jego podróży, pozostało dwadzieścia kilometrów. Był to dosyć ciekawy zbieg okoliczności. Jakiś czas temu, będąc w Polsce, Marc także miał okazję uczestniczyć w tajemniczym spotkaniu na zamku, choć zupełnie nieoficjalnie, w charakterze podglądacza... Uśmiechnął się do siebie w duchu. Towarzyszyła mu wówczas Monik. Zamek Hochosterwitz na każdym, kto widzi go po raz pierwszy, robi olbrzymie wrażenie. Później zresztą odczucie to nie znika. Na jednym ze skalistych wzgórz austriackiej Karyntii umieszczono tę potężną, wspaniałą twierdzę. Jej widok odstraszał potencjalnych najeźdźców, o jej niedostępności krążyły legendy. I rzeczywiście, twierdza nie została nigdy zdobyta. Ale jej prawdziwym wrogiem nie były tarany, lecz czas, który potrafi skruszyć nawet najgrubsze mury. Początek twierdzy dało rycerskie gniazdo nad doliną rzeki Gurk, a pierwszą wzmiankę o zamku przynosi dokument z 860 roku, w którym król Ludwik Niemiecki oddał budowlę we władanie biskupom Salzburga. W 1209 roku Otton IV przekazał twierdzę swemu podczaszemu Bernardowi, noszącemu od tej pory tytuł księcia von Osterwitz. Książęca rodzina mieszkała w zamku aż do końca XV wieku, kiedy ostatni potomek rodu zmarł bezdzietnie w tureckiej niewoli. Twierdza na jakiś czas wróciła do dóbr cesarskich, ale nie trwało to długo, bo Ferdynand I oddał ją jako zastaw pod długi. W 1571 roku od Krzysztofa von Khevenhüller zamek odkupił jego krewny i jeszcze do niedawna pozostawał on w dobrach tego rodu. Obecnie jest własnością państwa. Marc nie mógł oderwać wzroku od wzgórza, na którym znajdował się zamek. Zbliżał się powoli, podziwiając jego piękno. W resztkach zachodzącego słońca prezentował się olśniewająco. Majestatyczny a jednocześnie przyjazny. Niezdobyty, a przy tym zachęcający do wspięcia się na wzgórze. Urzekał krętą drogą, prowadzącą przez słynne czternaście bram. Dojechał na parking. Dalej mógł dostać się pieszo. Mógł również, jak co wygodniejsi z turystów, skorzystać z windy łączącej parking, na którym się zatrzymał za zamkiem. Spojrzał do góry. Otwierając bagażnik był pewny, co wybierze. Przepakował swój bagaż, zostawiając zbędne rzeczy, zabrał te najpotrzebniejsze na dzisiejszą noc. Zamykając samochód dostrzegł czterech mężczyzn ubranych w ciemne garnitury, stojących na początku drogi prowadzącej na szczyt. Ich oczy ukrywały się pod słonecznymi okularami. Rozmawiali ze sobą, od czasu do czasu rozglądając się dookoła.
Marc podszedł do nich.
– Proszę zaczekać – odezwał się jeden z nich. – Wejście na górę jest niemożliwe. Jeszcze przez trzy dni to miejsce jest zamknięte dla turystów. Przykro mi – dodał grzecznie.
– Być może – odpowiedział Marc. – Tylko, że widzi pan...
Mam zaproszenie.
– Zaproszenie? – powtórzył mężczyzna. – Jakie zaproszenie?
– No... jestem zapewne na liście gości, którzy... – starał się dobrać właściwe słowa – którzy dostali zaproszenie na spotkanie, które od jutra ma się tu odbywać.
– Tak? – mężczyzna nie krył zaskoczenia. – Gdyby pan zechciał... być uprzejmy i podać mi swoje nazwisko. Okazać jakiś dokument, który to potwierdzi.
– Ależ oczywiście. Nazywam się Marc Perce, przyjechałem z Hamburga. Jestem... – miał na końcu języka słowo „dziennikarzem”, ale powstrzymał się. – Jestem... zaproszonym gościem – potwierdził z pewnością w głosie.
Mężczyzna odsunął się o krok. Spojrzał uważnie na Marca.
– Proszę zaczekać.
Sięgnął ręką do kieszeni garnituru i wyjął krótkofalówkę. Odszedł kilka kroków, rozmawiając przez urządzenie w języku, którego Marc nie rozpoznał. Rozejrzał się dookoła. Pozostali mężczyźni przyglądali mu się dyskretnie. Pozornie zajęci rozmową, bacznie obserwowali jego zachowanie. Minęło kilka minut. Mężczyzna uzyskał odpowiedź od swojego rozmówcy. Podszedł do Marca.
– Proszę, zapraszam pana na górę. Tu obok jest wejście do windy. Zechce pan... – Wskazał ręką drogę.
– Chciałbym... – Marc przerwał jego wypowiedź.
– Tak?
– Chciałbym pójść pieszo.
– Pieszo? – Można było wyczuć konsternację. – Hm... skoro pan woli. Droga prowadzi wyłącznie na górę. Nie można pobłądzić. Zapraszam. Dobrej nocy – pożegnał się, odsłaniając przejście.
– Dziękuję. Bardzo pan uprzejmy. Dobranoc.
Marc przeszedł obok strażników. Wolno, ale stanowczo ruszył na górę. Magia zamku, o którym czytał niezwykłe rzeczy,ekscytowała go. Za chwilę miał zobaczyć słynne czternaście bram, z których każda swego czasu miała zabezpieczać życie jego mieszkańców. Skutecznie zabezpieczała. Zafascynowany stawiał kroki po nierównych kamieniach, pokrywających drogę. Po chwili zniknął za pierwszą z bram.

piątek, 23 stycznia 2015

[Infografika] Antyislamskie zamachy po ataku na redakcję Charlie hebdo

Francja po raz kolejny stanęła w ogniu. Tym razem jednak nie z powodu nowej rewolucji ani też z powodu zamieszek mających miejsce w zamieszkanych przez imigrantów dzielnic. Tym razem ataki skierowane są w stronę muzułmanów obarczanych przez wielu Francuzów jako współodpowiedzialnych za atak na redakcję Charlie Hebdo.


źródło: Tellmamauk.org


czwartek, 22 stycznia 2015

Jak rządy mogą zniszczyć Bitcoina?

W bitcoinie upatruje się prawdziwie rewolucyjną technologię, która gdy przyjdzie odpowiedni moment, kompletnie wywróci istniejący system finansowy. Są jednak tacy, którym taki scenariusz się nie podoba i mogą wcześniej czy później próbować go zniszczyć. Jak mogą tego dokonać?



Po pierwsze: poprzez zaostrzone przepisy i manipulacje rynkiem


Tego można się obawiać najbardziej - rządy mogą skorzystać z posiadanych narzędzi i próbować wprowadzić takie regulacje, które będą w stanie skutecznie ograniczyć zasięg tej technologii. W niektórych krajach można choćby doprowadzić do zupełnej delegalizacji bitcoina pod dowolnym zarzutem, np. wspierania terroryzmu czy piractwa, paragraf się znajdzie.

Po drugie: zaatakować "kopalnie"

Jednym z łatwiejszych celów mogą być osoby kopiące nowe bitcoiny, wystarczy ich zlokalizować a następnie zmusić je do blokowania niektórych transakcji w sieci BTC. Nawet jeśli któryś rząd spróbuje podobnej strategii to jednak będzie on w stanie cenzurować operacje co najwyżej w jednym kraju, trudno jednak liczyć na to, że Chiny, USA, Rosja i UE dojdą w tej kwestii do porozumienia, a nawet jeśli, to wciąż jest wiele państw, w których będzie można podobne operacje przeprowadzać.

Po trzecie: rozpocząć kopanie na własną rękę

Istnieje taka możliwość, że władze spróbują przejąć kontrolę nad siecią bitcoin na tych samych zasadach jak dokonuje się wrogich przejęć w firmach. Wystarczy, że zaangażują posiadane przez siebie środki (którymi dysponują) i spróbują wykopać jak największą ilość bitcoinów. W momencie gdy w ich posiadaniu znajdzie się 51% BTC pojawi się możliwość całkowitego zablokowania sieci.


źródło: Insidebitcoins

środa, 21 stycznia 2015

Snowden: Brytyjskie służby miały na podsłuchu czołowych dziennikarzy

Jak podają ujawnione kilka dni temu dokumenty brytyjska agencja rządowa zakwalifikowała dziennikarzy do tej samej grupy co hackerzy i terroryści. 

siedziba GCHQ (fot. wikipedia)


Kolejna odsłona informacji od Edwarda Snowdena, tym razem ujawnił on brytyjskie dokumenty, z których wynika, że tamtejsze służby prowadziły inwigilację poczty email dzienikarzy pracujących dla międzynarodowych agencji informacyjnych takich jak BBC, Reuters, Guardian, New York Times, Le Monde, Sun, NBC oraz Washington Post. Według podanych informacji agencja GCHQ umieściła dziennikarzy śledczych na wspólnej liście rankingowej wraz z terrorystami i hackerami jako "wpływowe źródła zagrożenia". Lista zawierała matrycę oceniającą dziennikarzy pod względem "zdolności" (2/5) i "priorytetu" (3/5), ponadto określono ich jako osoby o "niskim zagrożeniu dla bezpieczeństwa informacji". Terroryści w tych samych kategoriach uzyskali wyższą ocenę pod względem "zdolności" (4/5), ale niższy priorytet, tylko 2/5.
Osoby odpowiedzialne za inwigilację swoją decyzję uzasadniają tym, że "wszystkie grupy dziennikarzy mogą próbować, zarówno w sposób formalny jak i nieformalny, uzyskać dostęp do informacji rządowych, do których nie mają uprawnień".

Agencja poza włamywaniem się na konta dziennikarzy i kopiowaniem ich maili śledziła także ich położenie za pośrednictwem używanych przez nich smartfonów. Emaile były wykorzystywane przez agencję między innymi w celach szkoleniowych.

Ostatnie dokumenty od Snowdena opublikował kilka dni temu Der Spiegel, reakcja środowisk dziennikarskich była bardzo szybka, blisko 100 dziennikarzy podpisało w proteście petycję do premiera Camerona.



wtorek, 20 stycznia 2015

Kopalnie na Księżycu? Chiny mają ambitne plany rodem z książek science-fiction

Władze chińskie stawiają przed sobą co raz to ambitniejsze cele, jednym z najnowszych pomysłów Pekinu ma być inauguracja projektu, w wyniku którego na Księżycu powstaną kopalnie wydobywające izotop helu.

Miejsce lądowania na Księżycu chińskiego satelity Chang3

Jądro Helu-3 składa się z dwóch protonów i jednego neutronu, na Ziemi jest on niezwykle rzadki. Właściwości izotopu sprawiają, że może on znaleźć zastosowanie w branży energetycznej i zupełnie zrewolucjonizować istniejące metody pozyskiwania energii. Dzięki izotopowi helu-3 udałoby się wytwarzać jej znacznie więcej, a co szczególnie ważne, spadłaby ilość produkowanych w wyniku prac reaktora radioaktywnych odpadów.
 
Problemem są jednak pieniądze i dostęp do odpowiednich zapasów gazu. W tej chwili cena za gram izotopu wynosi około 1000$, za tonę musielibyśmy zapłacić aż miliard dolarów. To skutecznie zniechęca do inwestowania w bardzo drogie eksperymenty i prace nad czystszymi Na Srebrnym Globie z kolei złoża są bardzo duże, szacuje się, że może być go tam nawet pięć milionów ton, pozostaje więc pytanie kto dotrze do niego pierwszy. 

Chińczycy chcą już w 2017 roku wysłać pierwszą załogową misję na Księżyc i pobrać niezbędne próbki, najtrudniejsze jednak dopiero przed nimi. Pomimo wysokich cen helu-3 na Ziemii jego wydobywanie i transport są wciąż nieopłacalne, szczególnie że ewentualne założenie kopalni na Księzycu będzie poważnym pogwałceniem międzynarodowych dokumentów i porozumień zawartych jeszcze w latach 60. XX wieku.





poniedziałek, 19 stycznia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14. Bramy": Rozdział 7 Pekin. Chiny

Pokój wypełniał papierosowy dym. Kilka ciężkich foteli, duży stół, na którym stało parę butelek różnej wódki i kryształowe szklanki. Siedzący w fotelach mężczyźni byli do siebie dziwnie podobni, niemal tego samego wzrostu, o zbliżonych do siebie sylwetkach i rysach twarzy. Ubrani w niemalże identyczne stalowoszare garnitury. Czarne lśniące włosy nie pozwalały na jednoznaczne określenie ich wieku. Drzwi na balkon były uchylone. Za powiewającą w rytm podmuchów wiatru firaną stał odwrócony tyłem mężczyzna. Rozglądał się dyskretnie w każdą stronę, tak jakby się spodziewał, że na balkon, na którym się znajdował, za chwilę ktoś wpadnie.
W pokoju panowała cisza. Jeden z siedzących w fotelu mężczyzn przerwał w końcu to wspólne milczenie.

– Skoro jesteś szefem wywiadu, powinieneś wiedzieć więcej, nie sądzisz? – zwrócił się do człowieka siedzącego po jego lewej stronie.
Wyrwany z odrętwienia, wychylił się do przodu.
– Wiem, powinienem... ale niestety, tak nie jest. – Pochylił z pokorą głowę.
Mężczyzna, który zadał pytanie, spojrzał na pozostałych.
– I co wobec tego robimy?
Obecni spojrzeli na siebie, szukając wzrokiem kogoś, kto odpowiedziałby na to pytanie.
– Jeżeli mogę coś podpowiedzieć...
– Proszę – prowadzący dyskusję zainteresował się, spoglądając na mówiącego.
– Może to nazbyt śmiały pomysł... – zawahał się.
– Mów, do cholery, to nie czas na cesarską etykietę!
– Otóż, przyszło mi do głowy, że moglibyśmy zwrócić się o pomoc... – ponownie się zawahał. Rozejrzał się po obecnych
– Do Watykanu.
– Do Watykanu?
– Właśnie, wiedziałem, że to zbyt śmiała koncepcja.
– Dolejcie mi whisky. – Mężczyzna, który wydawał się najważniejszą postacią, ożywił się. Jeden z siedzących poderwał się, by spełnić jego życzenie. Podał mu wypełnioną szklankę. Rozejrzał się, by dopełnić alkoholem pozostałe stojące na stole naczynia. Po chwili usiadł.
– Co o tym sądzisz? – zwrócił się do człowieka siedzącego naprzeciwko.
– Według naszych danych, wspólnota katolicka w Chinach liczy od ośmiu do dwunastu milionów ludzi. Są oni podzieleni między oficjalnym Kościołem katolickim, zwanym także patriotycznym, który wyświęca biskupów bez zgody Watykanu, a Kościołem podziemnym. Stosunki dyplomatyczne między Chinami a Watykanem zostały zerwane w 1951 roku, kiedy to Mao Zedong wyrzucił z kraju nuncjusza apostolskiego, arcybiskupa Antonio Riberiego...
– Nie prosiłem cię o wykład. Pytałem, co sądzisz o tym pomyśle.
Pytany mężczyzna zastanowił się.
– Uważam, że Amerykanie chcąc budować nowy system rakietowy, tak bardzo nas lekceważą, że każde rozwiązanie jest w tym momencie dobre. Tyle tylko, że...
– Tak?
– To pociągnie za sobą konieczność zmiękczenia naszej postawy wobec Watykanu.
– Wiadomo... ale nie sądzisz, że wsparcie papieża może być dla nas mocną kartą?
– Jakoś dotąd obywaliśmy się bez tego.
– Dobrze, dobrze, ale jakoś dotychczas nikt nie chciał wznosić instalacji, nie wiadomo, z jaką bronią i nie wiadomo tak naprawdę przeciwko komu skierowaną. Premier jest bardzo zaniepokojony. Więcej, bardzo zniecierpliwiony tą sytuacją. Jedno wam powiem, nie może sobie pozwolić na utratę dotychczasowej pozycji międzynarodowej, a te pomysły z tarczą zaczynają mu zagrażać. Nie mam ochoty oglądać go poirytowanego. Wiecie, jak to się skończy?
Skinęli wszyscy głowami.
– Skoro tak, to bierzcie się do roboty.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf