sobota, 29 sierpnia 2015

Czy zagrożenie terroryzmem rośnie?

Poniżej wykresy i mapa przedstawiająca w miarę aktualne dane na temat skali terroryzmu na świecie. Jak widać, wbrew pozorom ilość ataków zmalała, jednak zagrożenie wciąż jest poważne.







piątek, 28 sierpnia 2015

Co się wydarzyło w chińskim mieście Tianjin?

Ogromna eksplozja do jakiej doszło niedawno w Chinach mogła mieć zupełnie inne podłoże niż do tej pory sugerowano. Są tacy co twierdzą, że w Tianjin eksplodowała bomba atomowa. 

fot. www.veteranstoday.com


Kilka tygodni temu w mieście Tianjin ok. 150 kilometrów od Pekinu doszło do ogromnego wybuchu. Według oficjalnych raportów źródłem eksplozji miało dojść w magazynie chemikaliów, do którego dostał się ogień i zgromadzone tam zapasy wybuchły. 

To co budzi największe emocje, ale i pytania to ogromna kula ognia jaka wzbiła się nad magazynami oraz siła wybuchu, która wstrząsnęła okolicą pozostawiając ogromny krater i masę porozrzucanych dziesiątki metrów spalonych samochodów i kontenerów. Zasięg spalonej strefy szacuje się na ponad 20 tysięcy metrów kwadratowych, zaobserwowano także kolejne eksplozje. Władze zdecydowały się również na ewakuację wszystkich mieszkańców żyjących w promieniu 3 mil. Do tej pory doliczono się 85 ofiar śmiertelnych. Eksplozja była tak duża, że pojawiły się spekulacje czy aby to na pewno środki chemiczne, a jeśli tak to jakie znajdowały się w płonącym magazynie. 

Zdaniem publicysty z serwisu Veterans Today siła wybuchu była tak silna ponieważ to nie była eksplozja środków chemicznych tylko... bomby atomowej. Na jakiej podstawie tak sądzi? Oto kilka argumentów za tą teorią: 

1) Nie eksplodowały zbiorniki z paliwem,

2) Opony samochodów nie uległy spaleniu, on zostały spopielone, 

3) Całe szkło uległo stopieniu lub spopieleniu, w przypadku zwykłej eksplozji po prostu by się potłukło,

4) wszędzie widać drobny, biały popiół, ponadto fioletowy odcień sugeruje występowanie trujących gazów, 

To tylko kilka argumentów przemawiających za tą szokującą teorią, więcej można znaleźć na blogu Veterans Today. 





środa, 26 sierpnia 2015

Assad dla libańskiej TV: USA są niesłowne, Rosja wiarygodna a Turcja to marionetka.

Zdaniem syryjskiego prezydenta to Izrael stoi za siłami opozycyjnymi walczącymi z rządem na terenie jego kraju, natomiast Stanom Zjednoczonym na rękę jest utrzymywanie chaosu na Bliskim Wschodzie. 



W ostatni poniedziałek libańska telewizja al-Manar przeprowadziła wywiad z prezydentem Basharem al-Assadem, w którym syryjski przywódca odniósł się do sytuacji panującej w jego kraju. Assad stwierdził, że za kryzys w jego państwie odpowiadają podmioty zewnętrzne, których celem jest zarówno obalenie jego władzy jak i destabilizacja Syrii. 

Odniósł się on również do Stanów Zjednoczonych, które jego zdaniem są rozdarte między dwoma istotnymi priorytetami swojej polityki zagranicznej. Z jednej bowiem strony Waszyngton chce walczyc z terroryzmem i nie chce by szerzące go organizacje odniosły sukces, z drugiej jednak strony obecna destabilizacja na Bliskim Wschodzie jest mu na rękę. Turcję sprowadził do roli marionetki, która pomimo ambicji pozostaje niczym innym jak strefą buforową między Bliskim Wschodem a Europą i nie może wykonać żadnych istotnych ruchów bez zgody USA. Samą politykę Stanów Zjednoczonych przedstawił jako nieprzewidywalną i zmienną: "kiedy jeden z wysokich rangą urzędników coś powie, inny w ciągu kilku dni oświadczy coś zgoła przeciwnego, a to co jeden przedstawiciel władz powie podczas porannego przemówienia, zostanie już następnego dnia przeinaczone. To jedna z cech polityki USA - opuszczanie sojuszników, opuszczanie przyjaciół, ciosy w plecy".

Z drugiej strony w korzystnym świetle przedstawił Rosje, która jego zdaniem nigdy nie działała jak Amerykanie - ich oświadczenia są konkretne i wiążące. Na pytania dotyczące Iranu Assad podkreślił, że oba państwa pozostają w sojuszu od 35 lat i trwale się wspierają, podkreślił przy tym, że obecne wzmocnienie pozycji międzynarodowej Iranu wpłynie także na sytuację Syrii, która dzięki temu również zyska zupełnie nowe możliwości manewru. 

W wyniku trwającej od 2011 roku wojny domowej w Syrii zginęło blisko ćwierć miliona osób, ponad 7,2 miliona musiało opuścić swoje miejsce zamieszkania a 4 miliony musiało wyemigrować do sąsiednich krajów, w tym Jordanii i Libanu.

Rosyjski naukowiec twierdzi, że znalazł ślady przedpotopowej cywilizacji

W Rosji istnieje środowisko, które za swoisty cel postawiło sobie znalezienie dowodów, że na terytorium Eurazji istniała niegdyś potężna cywilizacja, która pozostawiła po sobie megalityczne pamiątki. 

fot. Aleksander Kołtypin


Zdaniem doktora Aleksandra Kołtypina znajdujące się w środkowej Turcji długie żłobienia w skale nie są wcale pochodzenia naturalnego, lecz gigantycznymi koleinami, które powstały w wyniku działania niezwykle ciężkich pojazdów. 

Kołtypin jest geologiem, dyrektorem instytutu na jednej z moskiewskich uczelni wyższych, po swojej ostatniej wizycie w Anatolii ogłosił swoją niezwykłą teorię mediom. Stwierdził on, że głębokie bruzdy jakie ciągną się w Turcji nie są rezultatem działań natury, lecz pozostałością po starożytnych drogach, twierdzi, że jakieś pradawne wehikuły poruszały się kołami na miękkiej, być może mokrej glebie i w ten sposób wyżłobiły ślady, które oglądamy po dziś dzień. Ponieważ pojazdy były bardzo ciężkie to też ślady są głębokie. Podobny mechanizm sprawiał, że po dziś dzień możemy natrafić na odciski łap dinozaurów. "Jako geolog mogę z całą pewnością powiedzieć, że około 12-14 milionów lat temu jakieś przedpotopowe pojazdy przemierzały terytorium środkowej Turcji". Jego zdaniem temat ten pozostaje tabu dla współczesnych archeologów, którzy zajmując się podobnym tematem mogliby by szybko zniszczyć swoje kariery naukowe, gdyż ślady jak te podważają panujące powszechnie teorie o powstawaniu cywilizacji.

Nie jest to pierwsza teoria na temat tajemniczych, przedpotopowych cywilizacji, jakei w ostatnim czasie pojawiają się wśród rosyjskich naukowców. Dr Kołtypin utrzymuje, że równie dobrze istoty, które korzystały z tych pojazdów wcale nie musiały być ludźmi. Podobne wersje pojawiają się także w związku z megalitami jakie znaleziono jakiś czas temu na Syberii. Również ich kształ i położenie zdają się przeczyć jakiejkolwiek logice i nie pasują do panujących obecnie teorii na temat historii ludzkości i tego kto żył na Ziemi przed nami. 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy": Rozdział 35 Zamek Hochosterwitz. Austria



Noc była wyjątkowo ciemna. Jej aksamitnej czerni nic nie rozświetlało. Nie było księżyca, a gwiazdy schowały się w miejscu, do którego nie dochodził wzrok. Spływająca na ziemię czerń przydawała konturom zamkowych budowli demonicznego kształtu. Jego kształt rozpływał się na tle ciemnego nieba. Trudno było odróżnić, gdzie kończy się kamienny mur, a gdzie zaczyna wielometrowa przepaść. Marc szedł powoli, wspinając się po mocno nachylonej kamiennej ścieżce prowadzącej na górę, do zamku. Mimo że znał już tę drogę, bo przemierzał ją wcześniej kilkukrotnie, ostrożnie stawiał stopy. Niewiele widział. Szedł trochę po omacku. Mijał kolejne zamkowe bramy, wpatrując się w ich ledwo widoczne kontury. Nie wiedział gdzie jest. Stracił orientację. Nie liczył bram, które mijał. Wcześniej robił to za każdym razem. Wokół niego panowała cisza. Czasem rozrywał ją przeraźliwy krzyk jakiegoś ptaka, potęgując tajemniczy nastrój miejsca, w którym okrągłe, starte kamienie ułożone pieczołowicie w kształt drogi prowadzącej na zamek, zaświadczały o istnieniu pokoleń jego mieszkańców. Wydawało się, że czas się zatrzymał. Wszystko zastygło nieruchomo. Marc stanął w miejscu. Zaczął wsłuchiwać się w otaczającą go ciszę. Coś go w niej niepokoiło. Poczuł się nieswojo. Rozejrzał się dookoła. Niczego jednak nie dostrzegł. Sięgnął do kieszeni po papierosa i chwilę szukał zapalniczki. Znalazł. Płomień błysnął kilkukrotnie na moment, zanim udało się zapalić. Zaciągnął się głęboko. Jeszcze raz. Nagle z oddali doszedł do niego krzyk. To nie był odgłos dającego o sobie znać ptaka. Marcowi wydawało się, że usłyszał krzyk człowieka. Nie był pewny. Może coś mu się zdawało? Mrok rozjaśnił żar rozpalającego się papierosa. Mały czerwony znak, świadczący o jego obecności. W chwili, gdy chciał ruszyć dalej, znów usłyszał krzyk. Bardziej wyraźny. Tym razem był pewien, że krzyczał jakiś człowiek. Poczuł się nieswojo. Zastygł. Usłyszał zbliżający się tupot nóg. Ktoś szybko zbiegał z góry w jego kierunku. Hałas narastał. Ktoś był już blisko. Marc stał na środku ścieżki, nie mogąc zrobić kroku. Coś krępowało jego ruchy. Tuż za bramą, w której się znajdował, ścieżka skręcała ostro w prawo. Nie mógł dostrzec, co dzieje się kilkadziesiąt metrów od niego. Nagle zza zakrętu wypadł jakiś człowiek. Biegł wprost na niego. Jeszcze kilkanaście kroków. Nie zauważył Marca stojącego w bramie. Wpadł prosto na niego. Odbił się i upadł.
Marc nachylił się w jego kierunku. Spojrzał w twarz leżącego.
– To pan!? – wykrzyknął Marc.
Leżący człowiek spojrzał na niego.
– Cicho człowieku! Na litość boską, bądź cicho!!
Marc raz jeszcze spojrzał w twarz mężczyzny. Na ziemi, tuż przed nim, leżał człowiek, który odwiedził go kilka dni temu w redakcji w Hamburgu, tajemniczy „profesor”. Człowiek, który zaskoczył go swoją demoniczną opowieścią. Opowiadał mu o swojej pracy. Jak twierdził, pracował dla stworzeń pochodzących spoza ziemi. Marc nie widział go od czasu jego krótkiej wizyty. Pamiętał, że jego opowieść wzbudziła w nim wiele wątpliwości. Ale również go zaintrygowała, a nawet trochę wystraszyła. Teraz ów tajemniczy człowiek znalazł się w miejscu, w którym działy się dziwne rzeczy.
Marc wyciągnął do niego prawą rękę.
– Proszę wstać – zachęcił go.
Mężczyzna złapał dłoń Marca, podciągając się do góry.
Wstał. Obejrzał się za siebie.
– Uciekajmy stąd!
Marc spojrzał na niego zaskoczony.
– Jak to uciekajmy? A po co? Po co mamy uciekać?
– Uciekajmy... na Boga, człowieku... uciekajmy stąd... bo nas zabiją!
Marc osłupiał.
– Jak to zabiją? O czym ty mówisz?
Nieznajomy ponownie nerwowo spojrzał za siebie.
– Nie pytaj mnie teraz dlaczego... uciekajmy!
Złapał go za rękę i pociągnął za sobą, ruszając z miejsca.
Marc nie miał wyjścia, ruszył za nim.
– Zaczekaj... – Marc starał się zatrzymać nieznajomego.
– Wytłumacz mi...
– Uciekajmy z tego przeklętego miejsca!! Schowajmy się gdzieś – ściszył ton. – Posłuchaj, ukryj mnie gdzieś. – Ścisnął mocno rękę dziennikarza.
Marc wyrwał rękę z jego dłoni.
– Dobrze, chodźmy do mojego pokoju.
– Nie... – krzyknął nieznajomy. – Nie wrócę tam... nie zmuszaj mnie, bym tam wrócił. Zabiją mnie.
– Kto cię zabije? O czym ty mówisz?
– Boże, uciekajmy stąd... nie rozumiesz, że nas zabiją?
– Kto nas zabije?
– ONI ...
– Jacy oni? – Marc wypchnął ze swojej świadomości naswające się odpowiedzi. Tego było stanowczo za dużo... Nie chciał nawet myśleć, co za chwilę usłyszy.
Nieznajomy nachylił się do Marca. Ściszył głos. Złapał go mocno za przedramię.
– Pamiętasz? Pamiętasz – powtórzył – jak opowiadałem ci o bazie? O ośrodku położonym pod ziemią? Ta baza istnieje. W niej wszystko się obywa. Eksperymentują na porwanych mężczyznach, kobietach, a nawet dzieciach. Ale to nie wszystko. Odbywają się również eksperymenty atomowe, klonowanie, badania nad odruchami i uczuciami. Oni prowadzą zaawansowane eksperymenty nad kontrolą umysłu. Krzyżują ludzi ze zwierzętami.
– O czym ty mówisz? – zapytał gwałtownie Marc, przerywając nieznajomemu.
– Nie wiesz? Ludzie, którzy przyjeżdżają, są śledzeni. Samochody z zaciemnionymi szybami jeżdżą za nimi, aż się wyniosą.
– Ale gdzie się to dzieje!? – wykrzyknął Marc. – Tutaj?
Nieznajomy szarpnął go za rękę.
– Oni udawali, że szukają gazu. Wysadzali ziemię. W rzeczywistości budowali ogromne podziemne komnaty... budowali swój obóz...
– O jakim obozie mówisz? Nic nie rozumiem.
– Poziom siódmy... Prawdziwy koszmar. Coś jak połączenie laboratorium i więzienia. Widziałem tam różne preparaty... Zwierzęce i ludzkie embriony w formalinie, w małych i ogromnych słojach. Byli tam także żywi.... żywi ludzie... Uwięzieni.

W klatkach. Jedni pogrążeni byli w malignie, inni dziwnie pobudzeni. Wyglądali groteskowo. Nienaturalnie, przynajmniej większość z nich. Ale niektórzy wołali do mnie, błagali, żeby ich uwolnić. Myślałem, że to jakiś szpital, terapia. Wielu z nas tak myślało. Ale w końcu jeden z pracowników odkrył, jaka jest prawda. Ci ludzie nie urodzili się w sposób naturalny... byli dziećmi kobiet uprowadzanych przez Obcych...
– Gdzie to jest? Czy ty teraz stamtąd uciekłeś? – zapytał Marc.
Nieznajomy spojrzał na niego zaskoczony.
– Czy uciekłem? Skąd uciekłem? Uciekłem... oni mnie zabiją, jak mnie złapią. Pamiętasz Toma? Mówił, że poznaliście się na zamku Czocha.
Marc przytaknął.
– Posłuchaj mnie... Tom postanowił działać na własną rękę.
Tak, to było straszne ryzyko. Nie wiem, czy bardziej szalony był on, czy ci, z którymi zdecydował się porozmawiać. Są tutaj istoty, które mają zdolności telepatyczne, potrafią wniknąć głęboko w umysł i dotrzeć do każdej skrywanej myśli. Jeśli ktoś wie, że niczego nie można ukryć, a mimo to próbuje dotrzeć do prawdy, to naprawdę musi być szalony!
– I co? Czego się dowiedział?
– W Koszmarnej Sali był jeden człowiek, którego faszerowano ogromnymi ilościami środków. Ale zdarzały się krótkie chwile, kiedy był świadomy. Tom postanowił wykorzystać jeden z takich momentów i podczas aplikowania medykamentów zapytał go o kilka rzeczy. Potem sprawdził uzyskane informacje i dotarł do tego, kim był pacjent. Kim był, zanim tu się znalazł. Jego nazwisko figurowało na liście zaginionych, a rodzina poszukiwała go od długiego czasu. Bezskutecznie. A potem Tom dotarł do wielu podobnych historii. Setki ogłoszeń prasowych, artykułów o zaginionych bez wieści. Informacje, że ktoś gdzieś kogoś widział, że ktoś ma jakiś ślad. Policja. Otwarte śledztwa. Prywatni detektywi, sławny jasnowidz. Wszystko to na nic. Setki, a może tysiące podobnych historii. A pod tym wszystkim ogromna rozpacz i poczucie beznadziei. Tom to odkrył. Rozumiesz już? Rozumiesz, że ONI mnie znajdą? Nie pozwolą mi żyć...
Zanim Marc zdążył zareagować na słowa nieznajomego,obaj usłyszeli odgłos kroków. Ktoś, a raczej kilku ludzi, zbiegało z góry w ich kierunku.
Nieznajomy wystraszył się.
– Mówiłem ci, uciekajmy!! – wrzasnął. – Oni mnie ścigają!
Zostaw mnie! Muszę uciekać! Odepchnął Marca gwałtownie od siebie. Ruszył z miejsca. Oddalał się szybko. Zniknął w ciemnościach. Głos biegnących z góry ludzi zbliżał się. Marc rozejrzał się wokół siebie. Dostrzegł otwarte drzwi bramy dotykające z obu stron kamiennych murów. Szybko podbiegł do jednego ze skrzydeł. Wsunął się za nie, znikając z drogi. Wstrzymał oddech. Chowając się za drzwiami bramy słyszał dokładnie, jak ktoś wbiegł przez nią. Na pewno nie była to jedna osoba. Odgłosy stóp uderzających o kamienie były bardzo wyraźne. Głośne. Nienaturalnie głośne. Ustały szybko. Potem zapanowała cisza. Nie było człowieka, z którym rozmawiał. Nie było tych, którzy go ścigali. Marc usłyszał swoje bijące szybko serce.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Austriacki wywiad: ktoś z USA pomaga uciekającym do Europy emigrantom

Tajemnicza grupa ma stać za zwiększoną ilością przerzutów uciekinierów z Trzeciego Świata do Europy Zachodniej, według anonimowego informatora mają oni przeznaczać duże sumy pieniędzy na pomoc imigrantom.



Problemy z imigrantami, którzy tłumnie przybywają do Europy z Bliskiego Wschodu i Afryki sprawiają, że w wielu krajach narasta atmosfera sprzeciwu przeciwko aktualnej polityce rządów. Co więcej pojawiają się również teorie, że imigracja jest sterowana z zewnątrz i ma charakter celowy. Według jednego z serwisów, które zajmują się tematyką "White Genocide" ostatnią falę emigracji wspiera ktoś związany ze Stanami Zjednoczonymi. 

Informacje na ten temat pochodzą z austriackiego biura obrony podlegającego bezpośrednio tamtejszemu ministerstwu obrony. Jak podaje jeden z pracujących tam anonimowych pracowników w Stanach Zjednoczonych są grupy osób, które udzielają wsparcia finansowego osobom, które próbują nielegalnie dostać się do Europy. 

Jak podaje ów anonimowy informator przewoźnicy, którzy obsługują kanały przerzutowe oczekują wyjątkowo dużych kwot za przewiezienie do Europy i z tego też powodu wielu potencjalnych uciekinierów nie stać na przedostanie się w granice UE. Cena waha się między 7000 a 14000 euro. Jednak aby koszty te obniżyć pojawiły się grupy ludzi, którzy dofinansowują kanały przerzutowe. "Nie każdy uciekinier z Afryki Północnej dysponuje 11 tysiącami euro w gotówce. Nikt nie pyta skąd są te pieniądze" - mówi Austriak dodając, że w mediach panuje kompletna blokada na pytania odnośnie sposobu w jaki emigranci dostają się do Europy. 

Kto może stać za tą tajemniczą grupą? Źródeł może być wiele, mogą to być amerykańskie służby, którym w jakiś sposób zależeć ma na eskalacji konfliktu (co jednak jest problematyczne, gdyż sami zmagają się z podobnym problemem), mogą to być także niezależne środowiska, które mieszkają i działają w USA korzystając z tamtejszych zasobów finansowych i infrastruktury. Podstawowe pytanie jednak to: kto na tym korzysta?

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy":Rozdział 34 Zamek Hochosterwitz. Austria



Marc wyszedł ze spotkania z Georgiem oszołomiony. Gwałtownie łapał chłodne powietrze gwałtownie, starając się odzyskać równowagę psychiczną. Historia opowiedziana przez Georga przeraziła go. Inaczej myśli się o tak dramatycznych wydarzeniach odgrywających się daleko w historii, w czasie wojny, gdy śmierć jest na porządku dziennym, lecz jakże inaczej słyszy się o przerażających eksperymentach odbywających się gdzieś obok nas, w majestacie prawa. Ludzie traktowani jak zwierzęta laboratoryjne, fanatyczni eksperymentatorzy, będący katami dla swych ofiar. Prowadzący swoje ponure doświadczenia w imię naukowego rozwoju i cywilizacyjnej konieczności. Śmierć jednych pozwalająca na ratowanie drugich. Ta teoria niczego nie wyjaśniała. Niczego nie usprawiedliwiała. Marc słysząc o bestialskich zachowaniach, nie znajdował dla nich wytłumaczenia. Drżał. Jego ciało protestowało. Rozejrzał się dookoła. Wysoka góra z majestatycznym zamkiem być może skrywała koszmarną tajemnicę. Być może gdzieś tam w jej wnętrzu umierali ludzie. Marc pracował w swym niełatwym zawodzie od wielu lat. Słyszał wiele mrożących krew w żyłach historii, lecz czegoś takiego nie potrafił sobie wyobrazić. Nie umiał zachować dziennikarskiego obiektywizmu i właściwego temu zawodowi dystansu. Idąc potknął się o jakieś pękniecie w skale. Zachwiał się. Starał się odzyskać równowagę. Nagle usłyszał głośny szum. Huk narastał i stawał się coraz bardziej dotkliwy dla jego rozchwianego organizmu. Zaczął się rozglądać, szukając miejsca, z którego dochodził. Niczego jednak nie dostrzegał. Wokół panowała ciemność, przerwana jedynie smętnym światłem kilku parkingowych latarni. W pewnym momencie Marc został oświetlony ostrą smugą silnie skoncentrowanego światła, dochodzącego do niego z góry. Odruchowo skurczył się i pochylił głowę. W końcu zorientował się w sytuacji. Głośny warkot i ostre światło pochodziło z krążącego nad nim niewielkiego śmigłowca. Poruszał się nad pustym parkingiem, powoli obniżając swój lot. Marc odsunął się, dotykając plecami zimnej skały. Kurczowo złapał dłońmi za wystające kamienne występy. Spogląda na helikopter, mrużąc oczy. Ten kołysał się, znajdując się coraz niżej nad ziemią. Okrą-żające go rozłożyste śmigła wzniecały chmurę pyłu. W końcu wylądował. Był cały czerwony, pokryty białymi napisami. Z baru, z którego Marc przed chwilą wyszedł, wybiegło kilka osób. Najwyraźniej usłyszały głośny huk. Stanęły w miejscu, spoglądając w kierunku helikoptera, który wygaszał silnik. Drzwi po obu jego stronach otwarły się. Z wnętrza wyskoczyły trzy osoby ubrane w odblaskowe, żółte kamizelki i czerwone uniformy ratowników medycznych.


Dwie z nich zajęły się wyjmowaniem ze środka metalowych noszy pokrytych materiałem. Po chwili cała trójka pobiegła w kierunku windy prowadzącej na zamkowe wzgórze. Zapanowała cisza. Osoby stojące przed barem gestykulowały między sobą. Ktoś pokazywał ręką na śmigłowiec. Ktoś inny na zamkowe wzgórze. Marc opuścił ręce. Poczuł silny ból w lewej dłoni. Spojrzał na nią. W ciemności niczego nie dostrzegł. Dotknął jej drugą dłonią. Poczuł coś lepkiego.
„Krew?” – pomyślał. Uniósł rękę w kierunku światła dochodzącego z parkingu. Dłoń pokrywała ciemna, lepka plama krwi. Skaleczył rękę, łapiąc za skałę. Marc zastanawiał się nad obecnością w tym miejscu helikoptera medycznego. Na ogół po chorych wysyła się karetki.
„Może to dla kogoś ważnego? – pomyślał. – Ciekawe... chy-
ba wszyscy ważni już odjechali”.
Na parkingu słychać było rozmowy przekrzykujących się ludzi. Mijały minuty. W oczekiwaniu na powrót lekarzy, Marc wrócił pamięcią
do rozmowy z Georgiem. Nagle skojarzył obecność helikoptera z podejrzeniami swego rozmówcy.
„Może coś zaszło w miejscu, o którym rozmawialiśmy?
– pomyślał. – Może ktoś uległ wypadkowi? Boże, co się dzieje z Monik?” – zdenerwował się. W tej chwili przyszła mu do głowy przerażając myśl. „Może Monik została uwięziona pod zamkiem? Może robią
jej krzywdę?” Dłonie Marca zaczęły drżeć. Wcześniej nie skojarzył zniknięcia Monik z historią, którą usłyszał tego wieczora. Teraz czuł, jak ogarnia go zimny dreszcz.
„Przecież pod ziemią nie działa telefon komórkowy” – denerwował się coraz bardziej. Chciał pobiec na zamek. Szukać wejścia do czternastej bramy. W chwili, w której podjął tę decyzję, zobaczył wracającą obsługę helikoptera. Szli szybko. Właściwie biegli. Nieśli kogoś. „Boże, a może to Monik?” – pomyślał Marc. Ruszył biegiem w kierunku noszy. Był blisko.
– Proszę odejść! – krzyknął do niego jeden z mężczyzn. Marc nie słuchał. Podbiegł do noszy. Twarz osoby leżącej na noszach była zakryta.
Chciał sięgnąć ręką, by odsłonić chorego, ale mężczyzn niosący nosze odepchnął go mocno. Marc zatoczył się. Upadł. Wstał szybko, spoglądając na zni- kające w helikopterze metalowe nosze. Dostrzegł tylko czarne skarpetki, w które ubrane były nogi leżącej na noszach osoby.
– To nie Monik – powiedział do siebie. Odetchnął. – To nie
Monik...

Helikopter uruchomił silniki. Wirniki zaczęły się obracać coraz szybciej. Tuman kurzu podniósł się ponownie z ziemi. Śmigłowiec poderwał się. Zakołysał. Obrócił się dookoła swej osi i nabierając prędkości odleciał. Marc spoglądał chwilę za nim. Rozejrzał się. Stojący przed barem ludzie patrzyli w niebo. Marc oddalił się w kierunku drogi prowadzącej na zamek. Skaleczona ręka bolała. Po chwili zniknął w ciemności.

sobota, 15 sierpnia 2015

[Infografika] Świat dłużników czyli jakie państwa przodują w zaciąganiu kredytów?

Autorzy z niezastąpionego bloga Visual Capitalist korzystając z danych publikowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy opracowali graf przedstawiający światowych liderów zadłużania się, czyli państwa, których budżety obciążone są największymi zobowiązaniami. Wśród nich liderem są oczywiście USA, druga Japonia jest z kolei najbardziej zadłużonych państwem azjatyckim.


Finlandia: implanty dla korzystających z pomocy społecznej?

Walka z Państwem Islamskim nabiera nowego wymiaru w sytuacji gdy okazuje się, że duża ilość ochotników, którzy przyłaczają się do ISIS to obywatele państw Europy Zachodniej, którzy dodatkowo korzystając z systemu benefitów finansują działalność swojej organizacji.
 
 

Kolejne doniesienia o obywatelach Europy Zachodniej walczących w szeregach ISIS sprawiają, że co raz większa grupa ludzi zaczyna szukać sposobów na ograniczenie zaciągu a jeśli byłoby to niemożliwe, to przynajmniej jego ograniczenie. Jednym z problemów jest także fakt, że walczący dla Państwa Islamskiego ochotnicy to już nie tylko sami imigranci, ale też rodowici Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy, którzy przeszli na islam i postanowili wziąć udział w Świętej Wojnie. Drugą grupą są potomkowie imigrantów, którzy na nowo odkrywają swoje islamskie dziedzictwo.Osoby te niejednokrotnie mają ustablilizowaną pozycję zawodową, jednak gdy postanawiają wyruszyć do Syrii, zwalniają się i przechodzą na zasiłek. Ten jest z kolei wypłacany na ich konto w momencie gdy ci są już często na Bliskim Wschodzie. W ten sposób Państwo Islamskie dostaje dodatkowe środki, tym razem od zachodnich państw dobrobytu...

Jak sobie radzić z tym problemem? Jednym z rozwiązań może być pomysł lidera nacjonalistycznej Partii Finów, który zasugerował by korzystającym z pomocy społecznej wszczepiać implanty, co ma ułatwić ich lokalizację. Maenranta twierdzi, że każdy kto korzysta z pomocy i opuszcza Finlandię powinien mieć taki implant. Ma to pozwolić na zlokalizowanie beneficjenta przez satelitę i dzięki temu upewnić się, że nie dołączył on do ISIS.

Czy taki pomysł może w ogóle zadziałać? Wielu uważa, że czipy są zbyt dużym naruszeniem prywatności i wolności, czy teraz po raz kolejny bezpieczeństwo okaże się jednak ważniejsze?

środa, 12 sierpnia 2015

Rosja: kolejny krok ku upadkowi

Rosja przeżywa w ostatnim czasie bardzo poważne problemy, dotychczasowy model gospodarczy już się wyczerpał, rodzą sie więc pytania, co będzie dalej?
 
 

Jednym z charakterystycznych dla Rosji, choć nieobcych również w Polsce modeli funkcjonowania są tzw. monomiasta, czyli duże metropolie, które w praktyce polegają głównie na jednej branży lub jednym zakładzie, który zatrudnia znaczącą większość mieszkańców, stanowi dla danej miejscowości główne źródło dochodów, ale też zaplecze socjalne dla pracowników. W samej Rosji ma ich być około 319, gdzie w sumie mieszka 14 milionów obywateli, większość z nich koncentruje się na takich branżach jak produkcja, metalurgia, przemysł drzewny lub paliwowy. Teraz, w obliczu kryzysu gospodarczego dotykającej cały kraj, miasta te przeżywają bardzo trudne chwile.

Same władze przyznały, że mniej więcej 2/3 tych miast jest ekonomicznie niestabulnych i w sytuacji zagrożenia władze federalne nie będą w stanie zapewnić im odpowiedniego bezpieczeństwa. Również sami Rosjanie powaznie ostatnio zbiednieli, tylko w tym roku inflacja wyniosła prawie 17% (16,9) a liczba Rosjan żyjących poniżej granicy ubóstwa wzrosła o 14% w roku ubiegłym. Ta co raz powazniejsza sytuacja w połączeniu z wciąż niepewnymi okolicznościami międzynarodowymi sprawiają, że władze na Kremlu będą miały w najbliższych latach wiele bardzo poważnych problemów.

Zdaniem analityków Stratforu Rosjanie będą musieli przede wszystkim skupić się na tym by kraj pozostał w miarę stabilny, by uniknąć niezadowolenia społecznego a w efekcie nawet masowych zamieszek, te ostatnie choć przy dzisiejszej popularności rządu wydają się mało realne, mogą w końcu się pojawić, szczególnie w momencie gdy w 2016 roku sytuacja nie ulegnie poprawie. Na pewno jednak Zachód nie omieszka wykorzystać tej fali niezaowolenia i rozważać będzie scenariusz jakiejś formy zmiany reżimu politycznego w Moskwie. Lub faktycznego rozpadu Federacji Rosyjskiej. Taki scenariusz jest również możliwy.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf