czwartek, 2 lipca 2015

Kolejne piramidy w Układzie Słonecznym? Tym razem pod lupę wzięta została planetoida Ceres

Czy kiedykolwiek poznamy całą historię piramid? Czy faktycznie są one rozsiane po całym świecie (i nie tylko) i w jakiś sposób łączą się z historią największych cywilizacji?

fot. iflscience


Oprócz piramid w Egipicie potwierdzone jest istnienie podobnych budowli w Ameryce Środkowej oraz w Chinach. Kolejne piramidy mają się rzekomo znajdować m.in. w Bośni, na dnie Atlantyku a także poza Ziemią. Kształtów przypominających piramidy tropiciele tajemnic doszukiwali się na zdjęciach Księżyca i Marsa, teraz przyszedł czas na planetoidę.

Ceres jest jedną z największych planetoid naszego Układu Słonecznego, jego orbita biegnie między orbitami Jowisza i Marsa wchodzi więc ona w skład pasu planetoid, który znajduje się między Czerwoną Planetą a Gazowym Olbrzymem. Dla niektórych rozmiar Ceres sprawia, że próbuje się ją klasyfikować jako "mikroplanetę", w tej chwili jest ona pod obserwacja krążącej wokół planetoidy sondy Dawn ("Świt").

Wśród wykonanych przez Dawn zdjęć jest kilka, które budzą szczególne zainteresowanie i kontrowersje. Chodzi o fotografie, w których na środku dużej, płaskiej przestrzenii dostrzec można spiczasty kształt, który do złudzenia przypomina piramidy. Tropicielom podobnych zjawisk nie trzeba było dużo i już wkrótce w internecie zaroiło się od doniesień, że tym razem te niezwykłe konstrukcje odnaleziono gdzieś w odległym punkcie kosmosu. Czy faktycznie?
 
NASA dość szybko zdementowała te informacje podając, że sondę skierowanę w stronę podejrzanych "wzgórz", jednakże okazało się, że to było jedynie złudzenie optyczne, wynikające z obijającego się światła.
 
Ciekawe, że identyczną odpowiedź słyszeliśmy też w odniesieniu do "twarzy z Marsa"? 



środa, 1 lipca 2015

Nowa, paneuropejska policja będzie polować na terrorystów w mediach społecznościowych

Od 1 lipca na terenie Europy działa organizacja policyjna nowego typu - jednym z pierwszych zadań nowej komórki Europolu jest ściganie liderów opinii propagujących w mediach społecznosciowych poglądy prezentowane przez państwo islamskie.



Zadaniem policji będzie między innymi prześledzenie setek tysięcy tweetów, które były publikowane przez konta specjalnie tworzone w celu propagowania działalności ISIS.Funkcjonariusze będą mieli za zadanie prześledzenie ponad 100 tysięcy tweetów dziennie, które publikowane są przez dziesiątki tysięcy fałszywych kont nieustannie tworzonych przez związanych z ISIS propagandystów. Ich liczba sprawia, że administratorzy Twittera nie nadążają z ich banowanie,


Zamiast dotychczasowej, nieskutecznej jak się okazuje metody banowania użytkowników pracownicy Europolu będa zamiast nadawców tropić potencjalnych odbiorców - identyfikowane będą przede wszystkim te osoby, które mogą być szczególnie podatne na przekaz ISIS i które mogą przekazywać te komunikaty dalej. Ta metoda ma pozwolić na sprawniejsze reagowanie i w razie potrzeby neutralizowanie propagandy Państwa Islamskiego.


Nowa jednostka opierać się będzie na jednostce Scotland Yardu ds. walki z terroryzmem, czerpiąc z jej doświadczenia a także opierając swoje działania o struktury (i pracowników) z całej Europy założyciele agencji liczą, że okaże się ona znacznie skuteczniejszym narzędziem do walki z ISIS, do którego do tej pory przystąpiły już tysiące obywateli państw Unii Europejskiej.



poniedziałek, 29 czerwca 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy": Rozdział 29 Watykan

Kardynał spoglądał przez okno. Plac św. Piotra pustoszał. Setki turystów rozchodziło się po- woli do swoich autobusów. Część z nich odchodziła, kierowała się do zajętych przez siebie pokoi w licznych rzymskich hotelach i niedrogich pensjonatach.
W świetle zachodzącego słońca marmurowe posągi strzegące tego szczególnego miejsca wyglądały nad podziw urokliwie. Z okna można było dostrzec kolorowo ubranych papieskich żołnierzy, powtarzających jak  co  dzień, swoje obowiązkow czynności z precyzją szwajcarskiego zegarka.
Kardynał odwrócił się na dźwięk otwieranych drzwi.
– O, jesteś! – odezwał się do wchodzącego mężczyzny.
Spotkali się na środku pokoju, witając się przyjaźnie. Człowiek, który serdecznie odwzajemnił powitanie ubrany był podobnie jak on. Był średniego wzrostu, mógł mieć okoł sześćdziesięciu lat. Przyprószona siwizną skroń pokryta była złocistobrązową opalenizną. Jego niebieskie oczy uśmiechały się przyjaźnie.
– Nie mogłem się doczekać... Dobrze, że  już wróciłeś. Jestem ogromnie ciekawy, cóż takiego działo się na tym zamku. Proszę, siadaj – wskazał na stojące obok okna fotele przedzielone niewielkim, strojnie ozdobionym ornamentami stolikiem.
– Dziękuję, czyżbyś chciał podjąć mnie herbatą?
– Oczywiście –  uśmiechnął się kardynał. –  Jestem przygotowany. Podszedł do  starego kredensu, na  którym stał srebrny imbryk z przygotowanymi porcelanowymi filiżankami.
Kardynał podniósł tacę. Podszedł do  foteli, stawiając ją na stoliku.
– Przygotowałem również twoje ulubione konfitury.
– Tak? A to niespodzianka – ucieszył się przybyły. – Nie pamiętam, kiedy miałem okazję je smakować.
– Tym bardziej jest mi miło. Moja rodzina ostatnio rzadko mnie odwiedza, stąd też kłopoty z  dostawami moich ulubionych wiejskich produktów. Proszę, częstuj się. Mężczyźni usiedli naprzeciwko siebie. Popijając herbatę, gość opowiadał o  swojej wizycie na  zamku. Wiernie przekazywał relację ze  wszystkiego, co  się zdarzyło. Jego rozmówca słuchał w skupieniu. Czasem potakiwał głową na znak aprobaty, co stanowiło najbardziej wymowny komentarz do zasłyszanych informacji. Czas mijał szybko. Zmierzch powoli zamieniał się noc. Mężczyźni nie spieszyli się. Zaczęli wymieniać poglądy i  wspólnie zastanawiać się nad konsekwencjami ustaleń dokonanych na  ściśle skrywanym przed światem spotkaniu. Pozornie ich dyskusja dobiegała końca.
– Jest jeszcze coś, o czym chciałem ci powiedzieć.
– Tak?
– Hm... wiesz, muszę przyznać, że jest coś, co w momencie, w którym się o tym dowiedziałem, przekroczyło granice mojej wyobraźni...
– Mam się spodziewać jakiejś rewelacji?
Zdający relację na chwilę zamilkł, wracając myślami do rozmowy, którą odbył późną nocą na zamku.
– Raczej prawdziwego koszmaru. Po powrocie natychmiast starałem się dowiedzieć więcej o sprawie, jaką mi przekazano, ale... – zawahał się – ale nie jest to takie proste.
Kardynał spojrzał na niego zaskoczony.
– Znamy się od  lat i  dawno nie słyszałem cię mówiącego z takim zatroskaniem. Czy zechcesz powiedzieć, o co chodzi?
– Oczywiście, niczego nie będę przed tobą ukrywał, chociaż jak mogę przypuszczać, nie będzie to łatwa rozmowa.
– Daj spokój, zaintrygowałeś mnie. Myślałem, że nie ma tajemnic, którymi nie moglibyśmy się podzielić. – Uśmiechnął się.
– No tak. Posłuchaj, podczas spotkania pojawił się zaskakujący wątek o dokonywanej transakcji.
– Transakcji?
– Tak. Uzyskana technologia, służąca, jak  się dowiedzia-
łem, do  konstrukcji systemu bezpieczeństwa, ma być jako-
by uzyskana w  zamian za  akceptację dokonywania pewnych
eksperymentów...
– Jakich eksperymentów?
– No właśnie, do końca nie zostało to wyjaśnione, stąd moja późniejsza rozmowa z jednym z bardziej zorientowanych ludzi.
– O jakich eksperymentach mówisz? – powtórzył kardynał.
Spojrzał w oczy swojego gościa.
– O eksperymentach na ludziach. O badaniach nad nieznanymi dotąd możliwościami ludzkiego mózgu. Co więcej, odniosłem wrażenie, że nie chodzi o zwykłe badania czy kliniczne oficjalne eksperymenty naukowe. Chodzi bardziej o głęboko skrywane, nie do końca moralne badania na ludziach, którzy... nie wyrazili na to zgody, a po prostu zostali w tym celu uprowadzeni.
– Co ty mówisz? A kto ma przeprowadzać te eksperymenty i gdzie?
– Właśnie tu pojawia się kolejna szokująca wiadomość. Nie dosyć, że te badania mają być prowadzone pod ziemią, w miejscach nikomu nieznanych, to jeszcze, jak się domyślam, mają być prowadzone przy udziale... stworzeń pochodzących spoza Ziemi...
Kardynał poderwał się z fotela.
– Wybacz, ale to brzmi jak science fiction!
Gość kardynała również wstał.
– Usiądź proszę. Wiem, że cię zaskoczyłem.
Mężczyźni usiedli ponownie w fotelach.
– To pewne informacje? – zapytał kardynał.
– Nie wiem. Nie mogłem tego sprawdzić. Starałem się potem dowiedzieć czegoś więcej.
– I co udało ci się? Wiem, że hitlerowcy prowadzili takie badania na  więźniach obozów koncentracyjnych. Ten koszmar zakończył się jednak wraz z końcem wojny.
– Ten rodzaj badań nie jest od tego czasu żadną tajemnicą. A przynajmniej tajemnicą nie jest to, że takie rzeczy się zdarzały. Gorzej jest z dotarciem do wyników tych badań i sposobów ich przeprowadzania. Ludzki mózg zawsze był uznawany za fascynujący obiekt, a zachodzące w nim procesy nigdy do końca nie zostały wyjaśnione.
– Masz rację, słyszałem, że już w czasach bardzo od nas odległych, mózg, jako organ, cieszył się wielkim zainteresowaniem. Jak uznają niektórzy antropologowie, tylko substancje, które znajdowały się w tym organie, umożliwiały naszemu praprzodkowi pokrycie zapotrzebowania organizmu. Czy jedząc rośliny, nasz gatunek mógł ewoluować do  takiej formy, jaką mamy obecnie? Wielu naukowców twierdzi, że nie, że do tego potrzebna była specjalna dieta... Bardzo szczególna dieta, o  jakiej mówią niektórzy z  nich. Jak wiadomo, rytualne spożywanie mózgu jest związane z  życiem ludzi prymitywnych oraz praktykami magicznymi obecnymi na przykład w kulcie voodoo, zresztą podobno uprawianymi do  dziś. Co interesujące, spożywanie go miało nie być obce również starożytnym Egipcjanom. Słyszałem także, że współczesne badania i wykopaliska dowiodły, iż już w starożytności były przeprowadzane trepanacje czaszki. W jakimś celu je przecież robiono. Gość spojrzał na kardynała z uznaniem.
– Widzę, że nadal masz dobrą pamięć. – Uśmiechnął się. Kardynał wstał. Podszedł do  okna. Przez chwilę spoglądał na oświetlony przed bazyliką plac. Po chwili usiadł.
– Historia eksperymentów właściwie ma dwa historyczne konteksty. Jeden to poszukiwanie istoty funkcjonowania ludzkiego mózgu, z całą obszerną warstwą jego chorobowych stanów i  wpływu na  ludzkie ciało. Drugi to wieloletnie próby wykorzystywania tego fascynującego organu do uzyskania posłuszeństwa, szczególnie w  celach... hm... powiedzmy nie zawsze zgodnych z etyką moralną. To historia eksperymentów czynionych podczas ostatniej wojny... a badania finansowan przez tajne agencje...?
– Możesz podać jakieś konkretne przykłady?
– Ależ oczywiście. Ten pierwszy kontekst to dorobek takich znanych ludzi jak Sigmund Freud, Alois Alzheimer, Iwan Pawłow. Mogę szerzej rozwinąć, co mam na myśli, choć zajmie mi to trochę czasu...
– Tak, to co mówisz jest powszechnie znaną prawdą, oczywiście to zajmujące... – przerwał nieśmiało. – Interesuje mnie raczej coś, co nie bywało tak przykładnie jasne.
Kardynał zaśmiał się.
– Och... mam wrażenie, że  działalność wspomnianych przeze mnie naukowców, a przynajmniej ich pełna działalność, niekoniecznie znalazła odbicie w oficjalnych publikacjach.
– Pewnie masz rację. Wróćmy jednak do  tego drugiego wątku.
– Chętnie najpierw napiłbym się wina, łatwiej to przejdziemy. Masz ochotę?
Gość kardynała skinął głową.
– Z  przyjemnością. Faktycznie, warto trochę rozluźnić atmosferę.
Kardynał wstał. Podszedł do  masywnego kredensu. Wyjął butelkę wina i dwa kryształowe kieliszki. Po chwili wrócił z winem w kolorze burgunda. Jedno z naczyń podał swojemu gościowi i gestem wznoszenia toastu zachęcił go do wypicia.
Milczeli przez chwilę. 
Kardynał ponownie wstał. Podszedł raz jeszcze do kredensu. Wyjął z szuflady biały notes. Usiadł na fotelu, a notes położył sobie na kolanach. Otworzył go i spoglądając do niego odezwał się.
– Wiesz, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie i moja wiedza
jest zupełnie fragmentaryczna –  usprawiedliwił się. –  Jednak, z tego, co wiem, przykładowo, od początku lat osiemdziesiątych szerzej ukazują się publikacje, których autorzy omawiają możliwość zdalnego wpływania na ludzki mózg. Bardzo popularne na Zachodzie jest przedstawianie, w jaki sposób Rosjanie manipulowali umysłem, jakie poczynili postępy i jakie wyznaczali sobie cele. Przykłady są niewątpliwie fascynujące. Jest to wybitnie medialny temat i wszystkie media czerpią z niego pełnymi garściami. Ale kiedy się temu przyjrzeć, konkretnych informacji jest niewiele. Co ciekawe, sami Rosjanie podchodzą do sprawy bardziej transparentnie, wystarczy przeanalizować przekazy mediów rosyjskojęzycznych. Najwyraźniej Federacji Rosyjskiej zależy na zawarciu układu i zakazie stosowania technologii tego typu. Dlatego też informacje, jakie wyciekają do mediów, przedostają się do nich za zgodą czy z inspiracji władz.
– Zaskakujące.
– Właśnie. Powiem więcej, już w roku 1975 przedstawiono wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez wojsko Stanów Zjednoczonych. Polegał on na stymulacji ludzkiego mózgu przez mikrofale, które wytwarzają w nim wrażenie słuchowe. A  konkretnie w  tym wypadku były to liczby od  jednego do dziesięciu. Możliwości przekonania kogoś, że jest psychicznie chory, są dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek, bo odbywają się z  użyciem nowoczesnej aparatury. Zresztą i  tak zawsze były spore. Innym przykładem jest Program Wojskowego Instytutu Badawczego imienia Waltera Reeda. Zasada jest podobna, wszystko zaczyna się również od stymulacji słuchowej, a ostatecznie prowadzi do przejęcia kontroli nad obiektem. Raport końcowy opracowany przez Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych precyzyjnie opisuje metodę, jaką należy się posługiwać w  tego typu działaniach. W  gruncie rzeczy, oczywiście maksymalnie upraszczając, można ją ująć za  pomocą dwóch słów: dekompozycja i  rekompozycja ludzkiej psychiki. Najpierw należy doprowadzić do utraty zdolności do wykonywania działań, a następnie stymulować mózg z zewnątrz, by doprowadzić do przeprogramowania. Współczesna neurofizjologia pokazuje, że im większe są osiągnięcia współczesnej nauki, tym większe wiążą się z nimi zagrożenia. Manipulacja ludzkim umysłem to jedno z nich.
– Zaraz, powiedz mi, co na to opinia publiczna? Co mówią naukowcy, których moralność jest, hm, inaczej ukształtowana?
Czy ci wszyscy ludzie milczą? Nic nie robią? – Rozmówca był szczerze zdumiony.
– Ależ skądże – odparł kardynał. – Problem w tym, że mimo wielu prób przeciwdziałania i zmiany tej sytuacji, sprawa wydaje się stać w miejscu, bez względu na to, iż niektóre aspekty są od pewnego czasu publicznie nagłaśnianie. W 2003 roku jeden z rosyjskich tygodników podał, że nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, iż techniki fizycznego i psychicznego nacisku są wykorzystywane i wciąż doskonalone. Ale zaznaczono też, że nie ma możliwości, aby potwierdzić dane u źródła, bo żadne ze źródeł nigdy na to się nie zgodzi. Chodzi o dane opatrzone klauzulą „ściśle tajne”.
– A reakcja polityków? No... może niekoniecznie tych zaangażowanych w te rewelacje...
– Oczywiście, byli tacy. Dwa przykłady. W  Rosji Łopatin w  2000 roku przedstawił Dumie projekt ustawy, która regulowałaby sprawy informacyjnego i  psychologicznego bezpieczeństwa Federacji. Jego projekt referowała gazeta „Siewodnia”. Wnioski zmierzały do  wskazania, że  środki wpływu informacyjno-psychologicznego mogą zagrażać bezpieczeństwu państwa. Pisano między innymi o  manipulowaniu psychiką jednostek, jak  i  wpływaniu na  świadomość społeczną. Krótko mówiąc, jak sprawiać, żeby ludziom wydawało się, że sami świadomie dokonują wyborów. Drugi przykład pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, zresztą z tego samego roku. Denis J. Kucinich, amerykański kongresman, przedstawił w  Izbie Reprezentantów swój projekt ustawy. Miał on zobowiązywać prezydenta do angażowania się w negocjacje dotyczące zakazu rozmieszczenia broni w kosmosie.
– Chyba nie do końca rozumiem, co ten drugi przykład ma wspólnego ze sprawą.
– Ależ ma. I to bardzo dużo. Kluczowa jest definicja systemów broni. Zazwyczaj, kiedy słyszymy o tak zwanym programie wojen gwiezdnych, wyobrażamy sobie lasery, rakiety i wielkie wybuchy. Jak w filmie. A tymczasem nawet tutaj wszystko jest bardziej subtelne... chodzi między innymi o  technologie manipulowania umysłem. Wspomniany plan mówił o  tym, że  jeśli Stany Zjednoczone nie podpiszą się pod  wspomnianym zakazem, inne państwa, takie jak Rosja, będą zmuszone do kontynuowania wyścigu zbrojeń.
Gość kardynała wyprostował się w fotelu. Odetchnął głęboko.
– Powiedz mi... z  czego wynika twój największy niepokój
w tej sprawie?
Kardynał zastanowił się chwilę.
– Problem w tym, że z tego, czego dowiedziałeś się na zamku Hochosterwitz w Austrii, można wnosić, że ta cała makabryczna historia nie rozgrywa się w  umysłach poszukiwaczy sensacji. Rozsądek wymaga, by  rozważyć wszystkie możliwości. Także te, które wydają się najmniej prawdopodobne. Musimy rozważyć i tę, że w sprawę rzeczywiście mogą być wmieszane obce cywilizacje. A to nie lada problem. I to nie tylko leżący w sferze systemów moralnych, ale i ideologicznych.
– Właśnie. Mam wrażenie, że dla nas szczególnie.
Kardynał spojrzał na swojego przyjaciela. Uśmiechnął się.
– Kościół przetrwał ponad dwa tysiące lat. Przetrwa kolejne.
Zapewniam cię.

niedziela, 28 czerwca 2015

Globalny terroryzm - jak mapy w sieci pozwalają na pracę w białym wywiadzie

Biały wywiad dzięki internetowi zyskał zupełnie nowy wymiar, internauci są dzięki sieci i znajdujących się w niej informacjom wydobyć wiele wartościowych wiadomości. Poniżej nieco ogólniejsze, ale bardzo interesujące opracowanie dotyczące ataków terrorystycznych w ostanich dekadach.


piątek, 26 czerwca 2015

Wielki Brat Google: Bloger ujawnia szokujące informacje!

Jak ujawnia bloger znajdująca się w przeglądarce Chromium wtyczka pobiera zapis audio rozmów prowadzonych za jej pośrednictwem a następnie wysyła je na serwery koncernu.

 
 
Sprawa okazała się na tyle głośna, że Google szybko wycofało ten komponent tłumaczono się także tym, że jego aktywacja nie była domyślna i była jedynie opcją. Rzecznik prasowy Google oświadczył natomiast, że funkcja ta miała charakter opcjonalny i w rzeczywistości niewielu użytkowników z niej korzystało, kilka dni później internetowy gigant zmienił oświadczenie i poinformował, że komponent zostanie usunięty, tłumacząc, że nie jest ona produktem open source, nie powinna zatem być zintegrowana z open source'ową przeglądarką.

Chromium to opierająca się na rozwiązaniach Google Chrome przeglądarka korzystająca z otwartego kodu źródłowego, przez wielu użytkowników Linuxa używana jest jako jej główny odpowiednik. 

Kulisy sprawy są jednak nieco bardziej złożone. Za pomocą tej wtyczki każdy użytkownik z uruchomioną przeglądarką Chromium mógł być bezwiednie podsłuchiwany lub podglądany. Jeden z blogerów zwrócił uwagę na to, że podczas pracy kątem oka dostrzegł, że co jakiś czas zapala się lampka ledowa, która informuje, że kamera jest włączona. Na początku nie był pewien czy mu się to zdaje czy nie, w końcu jednak zauważył, że to ma faktycznie miejsce. Wówczas też sprawdził procesy w swoim systemie i jedyną aplikacją jaka mogła to robić była przeglądarka Chromium. W przypadku ewentualnych podsłuchów sprawa była o tyle niebezpieczna, że teoretycznie aplikacja była w stanie uruchomić mikrofon w dowolnym momencie i nagrać rozmowy użytkowników kiedy ci byli tego zupełnie nieświadomi. 
 
W kontekście całej afery pojawia się jedno istotne pytanie - jeśli Google był w stanie ukryć podobną wtyczkę w open source'owej przeglądarce to czy nie ma jej również w jej firmowanym własnym logo odpowiedniku, czyli Chrome? 
 



czwartek, 25 czerwca 2015

Fala imigrantów koczuje w Calais. Brytyjczycy protestują, a Francja nic nie robi!

Obecnie w okolicach terminalu w Calais przebywa około 4 tysiące imigrantów, głównie z Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy próbują na wszelkie sposoby dostać się na terytorium Wielkieh Brytanii. W naprędce zbudowanych szałasach i namiotach oczekują oni na okazję by wedrzeć się do którejś z przejeżdżających obok ciężarówek.


Imigracja to problem o skali globalnej/fot. Wiki


Eurotunel między francuskim Calais a angielskim Dover codziennie pokonuje tysiące samochodów. Ten niezwykły projekt inżynieryjny ponad 20 lat temu połączył ze sobą kontynentalną Europę i Wyspy Brytyjskie. Dojeżdżające do terminalu pojazdy muszą zwolnić i poczekać na swoją kolej aby móc wjechać na platformę pociągu, który przetransportuje je przez tunel na drugą stronę. Zmniejszająca się prędkość pojazdów sprawia, że stają się one celem imigrantów, którzy próbują złamać plomby i dostać się do środka ciężarówek by w ten sposób dotrzeć na drugą stronę kanału La Manche. Przy zupełnej bierności francuskiej policji bronić zaczynają się sami kierowcy, którzy mimowolnie stają się strażnikami granicznymi, którzy starają się by na ich pojazdach nie znaleziono żadnego przybysza. Ich motywacja jest zrozumiała z uwagi na fakt, że w Wielkiej Brytanii grozi im za to nawet 2 tysiące funtów kary za każdą nielegalnie przywiezioną osobę. Powoli zatem Calais staje się niczym obóz uchodźców zamieniający się momentami w strefę wojny.


Szacuje się, że co tydzień liczba imigrantów wzrasta o co najmniej 400 osób, są oni zdeterminowani by dostać się na drugą stronę kanału, wierząc, że w Wielkiej Brytanii będą mogli żyć lepiej i dostatniej. Władze brytyjskie zapowiedziały z kolei, że prawo dotyczące karania kierowców zostanie najprawdopodobniej zmienione w najbliższym czasie, zaostrzone zostaną także kontrole przy wylocie z tunelu. Wciąz brak jednak podobnych działań ze strony Francuzów, którzy zdają się nie przejmować koczującymi w Calais przybyszami. Brytyjscy politycy komentują to brakiem jakiejkolwiek woli politycznej by problemowi w jakikolwiek sposób zaradzić, można się więc spodziewać dalszego napływu ludzi chcących dotrzeć na Wyspy Brytyjskie, czy są wśród nich jedynie imigranci zarobkowi? A może znajdą się tam także osoby, które na zlecenie Al-Kaidy lub państwa islamskiego postanowią dokonać kolejnych zamachów w Londynie, Manchesterze lub Edynburgu?
 

wtorek, 23 czerwca 2015

Iran będzie mieć atom. Jakim cudem?

Jeszcze kilka lat temu irański program atomowy mógł doprowadzić do nowej wojny, dziś USA nagle zmieniły front i zgodziły się na to aby Teheran kontynuował budowę atomowej infrastruktury. 

Ministrowie podczas rozmów na temat irańskiego programu atomowego 2 kwietnia 2015


Genewskie negocjacje między Iranem a kilka innymi państwami trwały od ponad 2 lat. W wyniku rozmów ustalono, że Teheran zaakceptuje pewne ograniczenia dotyczącego tamtejszego programu atomowego a także zgodzi się na częste wizyty obserwatorów międzynarodowych. Restrykcje mają obwiązywać co najmniej 10 lat, ale irańskie władze już teraz mogą mówić o wielkim sukcesie. Po wielu latach zażartego sporu, który w pewnym momencie doprowadził do sytuacji, gdy świat stał na krawędzi kolejnego konfliktu zbrojnego, teraz obu stronom udało się dojść do porozumienia... z korzyścią dla Iranu.

Nie wszystkim taka zmiana polityki USA odpowiada. Szczególnie agresywnie reaguje Izrael, którego premier zaledwie rok temu nazwał porozumienie z Iranem "historycznym błędem", który doprowadzi do tego, że "najniebezpieczniejszy reżim na świecie" wejdzie w posiadanie "najniebezpieczniejszej broni na świecie".

Pomimo decyzji społeczności międzynarodowej Izrael nie pogodził się ze zmianą dotychczasowego porządku rzeczy. Według relacji Kaspersky Lab na komputerach w trzech luksusowych europejskich hotelach, w których trwały negocjacje z Iranem znaleziono wirusy komputerowe. Władze Izraela zaprzeczyły jakoby wirus pochodził od nich, jednak specjaliści z Kaspersky Labs zwracają uwagę na jego podobieństwo do wirusa Stuxnet, który w 2010 sabotował irański program atomowy. Dlaczego akurat z setek hoteli służby wybrały akurat te trzy? Okazuje się, że łączy ich jedna rzecz - we wszystkich prowadzono "tajne" negocjacje pomiędzy Iranem a grupą 5+1 (5 stałych członków rady bezpieczeństwa ONZ + Niemiec).

Co stoi za tą nagłą zmianą podejścia USA? W tle jak zwykle w takim przypadku stoi geopolityka. Iran jest bowiem państwem niezwykle ważnym dla utrzymania stabilnej sytuacji w regionie, z jednej strony bowiem powstrzymuje operacje prowadzone przez Państwo Islamskie (ISIS) z drugiej zaś może stanowić przeciwwagę dla rosnącej w siłę Turcji. Ponadto z punktu widzenia amerykańskich interesów niezwykle grożnym staje się budowany przez Chiny nowy Jedwabny Szlak, którego trasa będzie najprawdopodobniej przebiegać przez terytorium Iranu. Zbliżenie Teheranu z Pekinem jest więc szczególnie niebezpieczne dla elit Waszyngtonu, postanowiły więc iść na kompromis, nawet kosztem swojego ważnego sojusznika jakim jest Izrael.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy": Rozdział 28 Zamek Hochosterwitz. Austria



Zegar wiszący nad barem, wepchnięty pomiędzy sporą kolekcję starych kufli, wskazywał godzinę dwudziestą. W barze było dosyć tłoczno. Papierosowy dym mieszał się z zapachem przygotowywanych potraw. Wyjeżdżały z kuchni, kiedy przechodząca kelnerka otwierała wahadłowe drzwi. Dziewczyna poruszała się sprawnie, starając się, by goście nie czekali za długo. Marc siedział przy barze, otoczony gwarem i rozlegającymi się co chwila głośnymi salwami śmiechu. Przed nim stał wysoki kufel wypełniony złocistym płynem, razem ze szklaną, nieco przybrudzoną popielniczką. Obok siedziało dwóch młodych ludzi, nachylających się na zmianę nad siedzącą pomiędzy nimi szczupłą blondynką. Odwracała głowę, raz w kierunku jednego z nich, potem drugiego, starając się usłyszeć, co do niej mówią. Uśmiechała się przy tym z kokieterią. Widać było, że zaloty obu mężczyzn sprawiały jej przyjemność. Marc zapalił papierosa. Spojrzał na zegar znajdujący się nad jego głową. Czekał na zapowiedzianego gościa, z którym miał się spotkać. Marc spodziewał się starszego, sympatycznego mężczyzny. „Złota rączka”, tak zwykło się mawiać o ludziach, którzy potrafią zaradzić w każdej awaryjnej sytuacji. To określenie zawsze kojarzyło mu się z postacią z bajki, z jakimś czarodziejem. Uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie swoją bezradność, kiedy zapychała się umywalka czy nagle gasło światło. W każdym razie kogoś takiego w tej chwili najbardziej potrzebował. Z zamyślenia wyrwał go hałas otwieranych drzwi. W progu stanął młody, wysoki, przystojny mężczyzna w wieku trzydziestu kilku lat. Ubrany był w błękitną koszulę i czarną, krótką skórzaną kurtkę. W chwili, w której zaczął rozglądać się po sali, Marc odwrócił od niego wzrok. „Pewnie turysta z jakiejś kolejnej wycieczki” – pomyślał. Zgasił papierosa. Przełknął łyk piwa. Skinął głową na barmana, stającego kilka kroków od niego, wskazując wzrokiem, stojący przed nim pusty kufel. Uśmiechnął się przy tym przyjaźnie, by jego gest został odebrany z sympatią. W momencie kiedy barman stawiał przed nim piwo, poczuł delikatne szarpnięcie za ramię. Barman uśmiechnął się do osoby stojącej z Marciem.
– Jesteś... – powiedział.
Marc odwrócił się. Przed nim stał młody człowiek, który przed chwilą wszedł do baru. Marc był zaskoczony.
– To pan? – zapytał. – Inaczej sobie wyobrażałem szwagra
mechanika... a właściwie złotą rączkę.

Nieznajomy uśmiechnął się.
– Cóż, nie zawsze nasze wyobrażenia się sprawdzają. Pewnie gdyby tak było, uniknęlibyśmy wielu rozczarowań. Witam, jestem George, a pan to zapewne Marc?
– George? To chyba mało austriackie imię?
– Zapewne – nieznajomy uśmiechnął się ponownie. – Jestem Amerykaninem.
– A to niespodzianka! – ożywił się Marc. – Jestem zaskoczony... młody człowiek, Amerykanin, ze świetnym niemieckim akcentem, pracujący jako konserwator...
– Mój akcent – wszedł mu w słowo George – to zasługa mojej austriackiej babci. Spędzałem u niej sporo czasu jako młody chłopak i stąd znajomość języka.
– Rozumiem. Ale... skąd zna pan moje imię? Nie zdążyłem się jeszcze przedstawić.
– No tak... powiedzmy, że jestem trochę zorientowany, kim pan jest. – Uśmiech nie schodził mu z twarzy. – I jak zdążyłem się już połapać, niewiele się pan dowiedział z rzeczy, które interesowały pana przed przyjazdem na zamek. Marc spoglądał na swojego rozmówcę z coraz większym zaciekawieniem.
– To prawda, ale tego domyślił się pan zapewne z rozmowy ze swoim... – zawahał się – szwagrem.
– Powiedzmy.
– Czy możemy gdzieś spokojnie porozmawiać? – Marc spoj-
rzał na właściciela baru.
– Pewnie. Mamy tu małą salkę, w której możecie spokojnie pogadać. Chodźcie za mną. Czego się napijesz? – zwrócił się do Georga.

– Jeżeli nie sprawię ci kłopotu, to z przyjemnością zamówię duże piwo.
– Żaden kłopot. Już ci nalewam. Zaprowadzę panów na miejsce.
Po chwili mężczyźni znaleźli się w przytulnej niewielkiej sali, na środku której stał drewniany stół otoczony kilkoma masywnymi krzesłami.
Usiedli naprzeciwko siebie.
– Jeżeli pan pozwoli... chciałem poprosić o kilka informacji – zaczął Marc.
– Tak? Może dla łatwiejszej rozmowy będziemy sobie mówić po imieniu?
– Oczywiście – zgodził się Marc. – Posłuchaj, chciałem cię prosić, żebyś opowiedział mi, jeżeli oczywiście zechcesz – zawahał się – cóż tam właściwie się dzieje? Zjechało się sporo, jak przypuszczam, ważnych osób, a ja... przyznam, na skutek pewnych kłopotów... nie bardzo mogłem się w tym wszystkim zorientować.
George spojrzał na Marca. Uśmiechnął się.
– A czy możesz mi powiedzieć...
– Tak?
– Jaki ja właściwie mam w tym interes, by powiedzieć ci cokolwiek?
Marc zastanowił się przez chwilę.
– No tak... widzisz ja jestem dziennikarzem. Mój zawód wymaga wypytywania, dowiadywania się różnych istotnych dla mnie informacji. Pomyślałem, że za pewną kwotę – sięgnął do kieszeni po portfel, zechcesz mi pomóc.
George wyciągnął rękę, by powstrzymać gest Marca.

– Zostaw... nie trzeba.
Marc spojrzał na niego zdziwiony.
– Nie chciałem cię obrazić. Ludzie często mi pomagają, dostając za to pieniądze. Taki mam zawód – usprawiedliwił się.
– Rozumiem. Jeżeli pozwolisz...
– Tak?
– Umówimy się w ten sposób: ja powiem ci, co chcesz wiedzieć, a ty w zamian podzielisz się ze mną swoją wiedzą na tematy, które mnie interesują. OK?
Marc poczuł się ponownie zaskoczony.
– A cóż może interesować konserwatora?
– Widzisz, nie zawsze ludzie zajmują się tym, czym się wydaje.
Marc spojrzał na niego uważnie.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Powiedzmy, że naprawianie zepsutych rzeczy nie jest moim jedynym zajęciem na tym zamku.
Marc sięgnął po papierosy.
– Nie będzie ci przeszkadzało?
– Nie. Zapal proszę, jeżeli masz ochotę.
Marc wyciągnął papierosa.
– Nie przypuszczałem, że nasza rozmowa rozpocznie się tak interesująco. – Uśmiechnął się.
– To dobrze rokuje – George odwzajemnił uśmiech. – Czy moja propozycja ci odpowiada?
– Możemy być zupełnie szczerzy?
– Owszem, ale... na koniec powinniśmy ustalić, co z naszej rozmowy może, a co nie może opuścić ten pokój. Marc skinął głową.

– OK. Przystąpmy zatem do tematu. Jak już mówiłem, jestem dziennikarzem...
– Wiem – przerwał mu George. – Wiem, co robisz, co cię interesuje i oczywiście domyślam się, po co u przyjechałeś. Widzisz, ja jestem, jak się to mówi popularnie, agentem pewnej organizacji rządowej. Domyślasz się, co mam na myśli?
– Zabrzmiało to bardzo poważnie – Marc roześmiał się. – Rozumiem. Nie musisz ujawniać mi szczegółów swojej przynależności.
– W porządku, jestem ci wdzięczny. Jakiś czas temu zostałem tu oddelegowany, pewnie z uwagi na moją znajomość niemieckiego, by przyjrzeć się temu, co od dłuższego czasu dzieje się na tym zamku.
– Skoro tak, rozumiem, że to, co się obecnie dzieje, nie jest przedmiotem twojego zainteresowania?
– Tego nie powiedziałem. Agent to agent. Zawsze musi mieć oczy i uszy szeroko otwarte.
– No więc czego dotyczy twoja misja?
– O tym może za chwilę. Postaram się najpierw zaspokoić twoją ciekawość.
Marc skinął na potwierdzenie głową.
– Otóż, spotkanie, któremu chciałeś się przyjrzeć, dotyczyło omówienia możliwości instalacji systemu militarnego, który jak głosiła oficjalna deklaracja, ma służyć oczywistym, od lat głośno powtarzanym deklaracjom wzmacniania różnymi sposobami bezpieczeństwa jednych wobec innych...
– Oficjalna? A nieoficjalna?
– A nieoficjalna? Mam takie wrażenie, że przeznaczenie tej zagadkowej w rzeczywistości instalacji jest zaprogramowane na o wiele wyższe cele.

– Co przez to rozumiesz?
– Powiedzmy, że mogłoby służyć również do obrony na wypadek napaści z... – George zawahał się.
– Tak? Do czego służyć?
– Na wypadek ewentualnego zagrożenia spoza ziemi. Marc spojrzał na niego zaskoczony.
– Żartujesz? Czyżby takie historie się zdarzały?
– Być może. Widzisz, to właśnie moja pierwotna misja przyjrzenia się temu miejscu. Chcę sprawdzić, do czego naprawdę służy.
– Proszę? – zapytał coraz bardziej zaskoczony Marc.
– Możemy przypuszczać, że w podziemiach tego zamku, w porozumieniu z obcą cywilizacją, prowadzone są eksperymenty mające wskazać, jakie naprawdę możliwości ma człowiek. Cechy, które mogą być przydatne dla Obcych. Marc zaciągnął się głęboko papierosem. Sięgnął po kufel piwa. Wypił spory łyk.
– To zaskakujące, co mówisz. Ale, jeżeli pozwolisz, wracając do pierwszego wątku, czym skończyło się to tajne spotkanie?
– Ano właśnie... skończyło się wypracowaniem poglądu, by chwilowo wstrzymać instalację, co uspokoi opinię publiczną. Uśpi ją, przynajmniej na moment. Znieczuli uwagę tych ważnych państw, które nie uczestniczą w projekcie, a jednocześnie pozwoli na zebranie funduszy. Zresztą, jak się domyślam, technologia, na jakiej oparta jest ta instalacja, nie jest obecnie dostępna.
– Skoro tak, to skąd pochodzi?
– No właśnie od tych, którzy w zamian wykorzystują ludzi do swoich eksperymentów.

– Żartujesz? – Marc nie ukrywał zaskoczenia.
– Niestety nie.
– A jeżeli mogę zapytać... wspomniałeś o jakimś perfidnym sposobie zebrania pieniędzy?
– Właśnie, wywołanie paniki w obszarze bezpieczeństwa, zagrożenia zdrowia może prowadzić do ogromnych zysków.
– Czy rzeczywiście zamierzają skorzystać z jakiejś niebezpiecznej choroby ukrytej w medycznych laboratoriach?
– Nie, chyba nie. Mam wrażenie, że to ma być raczej jedna wielka medialna akcja, wokół czegoś, co tak naprawdę wiele złego nie narobi.
– Całe szczęście... – uspokoił się Marc. – Ależ mają fantazję.
Czy wiesz, kto uczestniczył w tym spotkaniu?
– To były osoby niezwykle wpływowe. Słyszałeś o ludziach połączonych ideami sięgającymi do znanych wydarzeń w Wewelsburgu? Z okresu drugiej wojny światowej? Chyba wiesz, co to może oznaczać? – spojrzał na Marca znacząco.
– Tak, ten temat jest mi już znany. Ludzie ci mogą reprezentować różne, ważne ośrodki wpływów.
– Właśnie. Stąd też powaga tego spotkania – odpowiedział George.
Wstał. Marc spojrzał na niego zdziwiony.
– Jeżeli pozwolisz, skorzystam z toalety. Zaraz wracam.
– Oczywiście. Zaczekam.
George wyszedł z małej sali.
Marc został sam, zaskoczony informacjami, jakimi został przed chwilą obdarzony.

sobota, 20 czerwca 2015

Antony Sutton: Jak Wall Street finansowało nazistów i sowietów

Stałym czytelnikom tego bloga nie muszę przedstawiać Antony'ego Suttona, jego opracowania na temat sił, które wspierały powstanie wielkich totalitarnych reżimów.


czwartek, 18 czerwca 2015

Jaka będzie nadchodząca dekada wg Stratfor? Oto 11 rzeczy, które czekają nas już niedługo


Organizacja Stratfor cieszy się opinią uznanego ośrodka badawczego zajmującego się geopolityką i geostrategią. Ta ulokowana w Teksasie instytucja niejednokrotnie trafnie przewidziała rozwój wydarzeń na świecie, czy tak będzie i tym razem? Poniżej prezentujemy 11 wydarzeń, do których dojdzie już w ciągu najbliższej dekady. Czas pokaże, które okazały się trafne.


Upadek Rosji

Rosja to państwo sterowane centralnie prosto z Moskwy. Jeśli Moskwa nie będzie w stanie utrzymać kontroli nad swoimi prowincjami, wówczas podobnie jak 25 lat temu, dojdzie do odłączania się kolejnych regionów, ich rosnącej autonomii a finalnie ich niepodległości. Na miejscu Federacji Rosyjskiej powstanie szereg mniejszych państw.

„Spodziewamy się, że włądza Moskwy będzie słabła, co doprowadzi do formalnej i nieformalnej fragmentacji Rosji. Niemożliwym jest by Federacja Rosyjska przetrwała w obecnej formie” - piszą w raporcie autorzy Stratforu.

Największy kryzys nadchodzącej dekady

Po upadku władzy centralnej w Federacji Rosyjskiej pojawi się problem z pamiętającym jeszcze czasy sowieckie arsenałem nuklearnym, który ktoś będzie musiał zabezpieczy.ć. Infrastruktura związana z produkcją broni atomowej jest rozsiana na całym obszarze Rosji, w przypadku słabnących wpływów Moskwy istnieje obawa, że część tej infrastruktury a być może nawet niektóre głowice atomowe mogą wpaść w niepowołane ręce – czy to lokalnych, nieprzewidywalnych na dłuższą metę regionalnych przywódców, czy też islamskich terrorystów .

Zdaniem Stratforu zadanie zabezpieczenia tej infrastruktury spocznie na włądzach USA, które są jedynym pańswem które będzie w stanie tego dokonać.

Niemcy w odwrocie

Gospodarka Niemiec zbudowana jest na specyficznym modelu opierającym się w dużym stopniu do innych państw. Produkowane w Niemczech towary są sprzedawcane za granicą, stąd właśnie to Berlin pozostaje jednym z głównych beneficjentów stworzonej na terenie Unii Europejskiej liberalizacji i strefy wolnego handlu. W przypadku dalszego pogarszania się sytuacji gospodarczej w EU, w tym przede wszystkim w strefie euro, Niemcy mogą stanąć w obliczu poważnego kryzysu gospodarczego.

Nowy lider Europy

Czy upadek znaczenia Niemiec oznaczać będzie równocześnie pogorszenie się sytuacji w innych państwach? W niektórych z pewnością, ale jak pisze Stratfor istnieją kraje, które skorzystają na nagłej zmianie sytuacji. Na czele tych państw znajdzie się Polska, która stanie na drodze nowego ekonomicznego wzrostu co wplynie też na wzrost znaczenia Warszawy na arenie międzynarodowej. Stratfor podkreśla nieco inną sytuację demograficzną w Polsce, ale też wagę strategicznego sojuszu z USA, który w obliczu spadającego znaczenia Rosji i Niemiec może przynieść nowe korzyści.

Europa czterech prędkości

Nadchodząca dekada nie przyniesie ponownej integracji mocno nadszarpniętej kryzysem politkoycznej jedności kontynentu europejskiego. De facto Unia Europejska będzie podzielona na co najmniej 4 ośrodki: Europę Zachodnią, Europę Wschodnią, Skandynawię oraz Wyspy Brytyjskie – część z obecnych problemów UE pozostanie wyzwaniami dla nich wszystkich, z niektórymi jednak poszczególne regiony będą musiały sobie radzić same.

Wzrost znaczenia Turcji

Turcja jest jednym z najsilniejszych i najbardziej stabilnych państw muzułmańskich. Tego samego nie można powiedzieć o jej najbliższych sąsiadach – Iraku czy Syrii, które znajdują się obecnie w fazie kompletnego rozkładu. Turcja może spokojnie czekać aż Państwo Islamskie dokończy dzieła zniszczenia reżimu Bashara al-Assada i dopiero wówczas wkroczyć do Syrii z całą swoją militarną potęgą. Obok dość oczywistej pozycji na Bliskim Wschodzie Turcja ma jeszcze jeden kierunek ekspansji, który zdaniem Stratforu odegra w najbliższym czasie wiodącą rolę. Jedną z naturalnych stref wpływu Turcji jest basen Morza Czarnego, wokół którego wciąż jednak mocną pozycję ma Rosja. W obliczu upadku Rosji Turcja z pewnością zdecyduje się wyciągnąć ręce po czarnomorskie terytoria, pytanie, jak daleko zajdzie?

Kłopoty Chin

Analitycy Stratfor od lat podkreślają, że potęga Chin ma charakter pozorny i Państwo Środka niedługo będzie musiało radzić sobie z barierami rozwoju, przede wszystkim nierównomiernym rozkładem wzrostu gospodarczego, który skoncentrował się na wybrzeżu pozostawiając wnętrze kontynentu zacofanym i biednym. 

Japonia nową potęgą morską

Chociaż na Morzu Południowochińskim trwa coś na kształt zimnej wojny między USA i Chinami to jednak zdaniem Stratfor to Japonia stanie się morską potęgą na terenie Azji Wschodniej. Stanie się tak, gdyż Tokio nie ma innego wyboru, jest bowiem uzależnione od importu dóbr zza morza a w obliczu zagrożenia chińską blokadą, będą musieli się bronić rozbudowując swoją flotę. 

Nie będzie wojny o wyspy na Morzu Południowochińskim

Coś co wygląda na zarzewie konfliktu zdaniem Stratforu nigdy go nie wywoła - powód jest prosty, nie warto. 


Nowe "mikro-Chiny"

Problemy Chin sprawią, że produkcja przenosić się będzie gdzie indziej. Nowe stanowiska pracy i nowe bogactwo zaczną powoli przenosić się do takich państw jak:
Meksyk, Nikaragua, Dominikana, Peru, Etiopia, Uganda, Kenia, tanzania, Bangladesz, Myanmar, Sri Lanka, Laos, Wietnam, Kambodża, Filipiny i Indonezja.Ich łączna populacja to w sumie blisko 1,6 miliarda ludzi, co pozwoli zrównoważyć a następnie wręcz zrekompensować spadek produkcji w Chinach.

Ameryka - imperium, które nie będzie się angażować

USA znajdą się w najbardziej komfortowej pozycji na świecie, otoczone stabilnymi państwami, niezależne energetycznie i gospodarczo, ponadto bogatsze o doświadczenia ostatnich 20 lat Stany Zjednoczone wycofają się jako mocarstwo by zająć się własnymi sprawami.



- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf