sobota, 18 kwietnia 2015

Poznajmy bliżej czym jest unia eurazjatycka

Czy potencjały Azji i Europy mogą się zjednoczyć? A może tylko Rosja i Europa? Kilka interesujących materiałów wideo poświęconych temu zagadnieniu.







piątek, 17 kwietnia 2015

Najnowsze dokumenty: CIA zamordowało pierwszego premiera Pakistanu

Po blisko sześćdziesięciu latach Departament Stanu USA ujawnił dokumenty, z których wynika, że CIA zleciło zabójstwo pierwszego premiera niepodległego Pakistanu. 
 
"Ojciec" Pakistanu Quaid-e-Azam i Liaquat Khan


Dotyczące sprawy dokumenty były do tej pory objęte klauzulą tajności, jednak w ostatnim czasie zdjęto ją i informacje podano po raz pierwszy do wiadomości publicznej. Wynika z nich, że Nawabzada Liaquat Ali Khan został zamordowany na zlecenie Stanów Zjednoczonych po tym jak odmówił wykorzystania swoich bliskich relacji z wieloma wpływowymi politykami w sąsiadującym Iranie i zabezpieczenia dla amerykańskich koncernów kontraktów naftowych w tym kraju.

Ponadto Khan naraził się nawet ówczesnemu prezydentowi USA, Harry'emu S. Trumanowi, od którego zażądał aby Waszyngton zwolnił używane dotąd przez amerykańskie lotnictwo bazy wojskowe. Bazy te odgrywały kluczową rolę w zabezpieczeniu tej części Azji przez potencjalnym atakiem ze strony sowieckiej.

Zamachu dokonał 56-letni Afgańczyk, Syed Akbar, którego na zlecenie CIA wybrały służby rządonego przez króla Mohammeda Zahira Shaha Afganistanu. Wcześniej próbowano znaleźć zamachowca wśród obywateli Pakistanu, ale nie znalazł się żaden ochotnik. Sam Akbar, który oddał do przemawiającego w Rawalpindi premiera dwa strzały, sam został postrzelony i zmarł w wyniku odniesionych ran.

Informacje na temat dokonanego w 1951 roku zamachu opublikował w piątek portal Pakistan Today, przedrukowała ją między innymi irańska stacja PressTV.


środa, 15 kwietnia 2015

Rewolucje social media, czyli co wg Juliana Assange'a łączy Google z Departamentem Stanu?

Twórca Wikileaks Julian Assange w swojej najnowszej książce „When Google Met Wikileas” opisuje relacje łączące internetowego giganta z prominentnymi politykami USA, w tym z Hilary Clinton i Departamentem Stanu.

Eric Schmidt i Hilary Clinton podczas konferencji "Big Ideas for a New America"

Julian Assange nie pozwolił o sobie zapomnieć, w swojej najnowszej książce odsłania on kulisy relacji jakie łączą największych internetowych gigantów z amerykańską polityką zagraniczną. Jak pokazuje Assange, tych powiązań jest w
Szczegónie interesująca jest dla Assange'a osoba Erica Schmidta, który po objęciu w 2001 roku funkcji prezesa Google „zbudował z firmy imperium”. Schmidt regularnie bywa w Białym Domu, od cztereach lat z rzędu uczestniczy w spotkaniach grupy Bilderberg, nie opuszcza też szczytów ekonomicznych w Davos. Zdaniem Assange'a szef Google "wierzy w cywilizującą moc oświeconych, międzynarodowych korporacji, widzi tą misję w ciągłym kształtowaniu świata na modłę życzliwej potęgi światowej".

Już na początku ubiegłej dekady Google regularnie otrzymywało od NSA środki pieniężne za udostępnianie technologii pozwalającej sprawniej indeksować gromadzone przez agencję dane, kilka lat później wspólnie z amerykańskim wywiadem zaczęła korzystać z satelity szpiegowskiego GeoEye-1.

Powiązań jest więcej – przykładowo Jared Cohen, szef Google Ideas pracował wczesniej dla Departamentu Stanu, doradzał administracji zarówno za rzadów Republikanów jak i Demokratów, był pośrednikiem między Doliną Krzemową a Waszyngtonem, a także eksperten od nowych technologii. O specyfice relacji Cohena z sektorem IT i rządem najlepiej świadczy anegdota, kiedy to w 2009 roku przełożył on spotkanie z prezesem Twittera Jackiem Dorseyem aby uczestniczyć w tym czasie z planowanym, ale ostatecznie odwołanym powstaniu przeciwko władzy ajatollahów w Iranie. Wkrótce po tym stanął on na czele głównego think tanku Google'a – Google Ideas i w tym samym roku wspólnie ze Schmidtem opublikował na łamach Foreign Affairs artykuł, w którym postulowali oni wykorzystanie potencjału Doliny Krzemowej i jej technologii w działaniach związanych z polityką zagraniczną USA.

Assange zwraca uwagę na fakt, że wkrótce po publikacji tego artykułu na Bliskim Wschodzie doszło do rewolucji, w których istotną rolę odegrały media społecznościowe, w tym Twitter, YouTube i Facebook.


Jesteście forpocztą rosnącego pokolenia obywatelskich aktywistów... a to czyniki was typem przywódców, których potrzebujemy

Te słowa Hilary Clinton najlepiej oddają nowe podejście do strategii zagranicznej Departamentu Stanu. Sukces wielu rewolucji w krajach arabskich sprawił, że zaczęto się jeszcze dokładniej przyglądać działalności organizacji pozarządowych zajmujących się walką o prawa człowieka na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Dzięki portalowi Movements.org Jared Cohen miał do dyspozycji „niesamowitą sieć cyberaktywistów” - warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że strona finasowana jest między innymi przez Google, MSNBC czy Edelmana.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Przed 2025 znajdziemy znaki życia poza Ziemią

Myślę, że w ciągu dekady uda nam się zdobyć mocne poszlaki wskazujące na istnienie życia poza Ziemią, natomiast w ciągu najbliższych 20-30 lat zdobędziemy ostateczne dowody" - twierdzi główny naukowiec NASA Ellen Stofan. 
 
 NASA, ESA, & G. Bacon/STScI, STScI-PRC14-06 / space.com


Podczas dyskusji panelowej Stofan stwierdziła ponadto, że w tej chwili "wiemy gdzie patrzeć, wiemy jak patrzeć". przyznała również, że dysponujemy w tej chwili także technologią, która pozwoli dokonać największej rewolucji w historii ludzkości.

Zdanie to podziela były astronauta a obecnie współpracownik NASA John Grunsfel, który uważa, że pozaziemskie formy życia zostanie odkryte w ciągu tego pokolenia (jeśli uda się je znaleźć w granicach naszego Układu Słonecznego) lub za życia kolejnego (poza granicami Układu), spekuluje on, że do rewolucyjnego znaleziska dzieli nas niewiele, gdyż może się ono znajdować na którymś z pokrytych lodem księżyców, na Marsie lub na planecie orbitującej wokół jednej z sąsiednich gwiazd. Według najnowszych obserwacji NSA praktycznie wokół każdej znanej nam gwiazdy orbitują jakieś planety, wiele z nich może sie też nadawać do życia, ciała niebieskie przypominające Ziemię lub Marsa mogą się bowiem okazać znacznie powszechniejsze we Wszechświecie niż dotychczas przypuszczaliśmy. Również zasoby wody wydają się być bogatsze niż sądzono, jak twierdzą pracownicy NASA wodę można znaleźć w międzygwiezdnych chmurach, bądź w ogonach komet, nie jest więc wykluczone, że znaczne jej ilości będą także na innych planetach i księżycach.

Jak na potwierdzenie tych słów w dniu dzisiejszym ogłoszono, że sonda Curiosity znalazła dowody na istnienie na Marsie wody w stanie ciekłym, co więcej dochodzi nawet do wymiany wilgoci między gruntem a atmosferą - podaje w sensacyjnym artykule magazyn Nature Geoscience - wciąż jednak warunki panujące na Marsie są zbyt ciężkie na powstanie tam życia, temperatury są bowiem zbyt niskie nawet dla mikrobów. 
 
 
 

źródło: space.com/iflscience

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy". Rozdział 19. Okolice Klagenfurtu. Austria

Klagenfurt fot. Wikipedia


Monik siedziała na łóżku wpatrzona w Poula przerażonym wzrokiem. Ten stał oparty o ścianę. Spoglądał na zamknięte drzwi. Milcząc starał się zebrać myśli. Nie mógł okazać wystraszonej kobiecie, że sam w tej trudnej sytuacji nie czuje się najlepiej. Mobilizował się. W końcu spojrzał na nią. Jej oczy szukały w nim pocieszenia. Uśmiechnął się do niej, a potem podszedł do łóżka.
– Spokojnie, Monik – powiedział, starając się, by jego głos brzmiał pewnie. – Jestem przekonany, że nic nam nie grozi. Pewnie pomylono nas z kimś innym. Niedługo wszystko się wyjaśni.
– Jesteś pewien? – zapytała drżącym głosem.
– Pewien nie jestem – odpowiedział szczerze. – Ale zastanów się, przecież oboje nie jesteśmy w stanie podać żadnej przyczyny, dla której moglibyśmy paść ofiarą porwania – starał się ją pocieszyć. – Chyba że tobie przychodzi coś do głowy? – zapytał. Monik zastanowiła się. Dotknęła drżącą ręką swoich włosów. Przeczesała je niezdarnie.
– Nie wiem. Pewnie masz rację. Nic mi nie przychodzi
do głowy. Chociaż, wiesz Poul... Marc dostał jakieś dziwne zadanie. W zasadzie trochę inne niż zawsze, coś takiego, co nie przystaje do jego normalnych zajęć. Z tego, co do mnie mówił, wynikało, że miał śledzić... może to złe słowo, raczej obserwować... a może przyjrzeć się spotkaniu, które ma odbywać się na starym zamku, niedaleko stąd. Zaniepokoił mnie tym na tyle, że postanowiłam natychmiast tu przylecieć. Może w coś się wmieszał? Sama nie wiem, ale być może to moje porwanie ma jakiś związek z tamtą historią. Ale nawet gdyby tak było, to na Boga... co ty tu robisz, Poul? Zawahał się. Wszak jego misja objęta była tajemnicą. Jednak podobnie jak poprzednio, podczas ich niezwykłych przygód w Polsce, połączyła ich właśnie wspólna tajemnica. Spotkali się właśnie dlatego, że podjęte przez nich zadania zaprowadziły ich w jednym czasie w to samo miejsce. Właśnie ta refleksja pozwoliła mu odpowiedzieć na jej pytanie.
– Widzisz, Monik, będę z tobą szczery. Ja nie znalazłem się tu przypadkowo. Co ciekawe, z tego co mówisz, wynika, że zostałem tu przysłany z podobnym zadaniem jak Marc. Przyznam, że życie pełne jest niespodzianek – zadumał się. Monik spojrzała na niego zaskoczona.
– Czy możesz powiedzieć coś więcej? – zapytała.
– W zasadnie niewiele mogę dodać – odpowiedział rozglądając się niepewnie dookoła. Nie był pewien, czy nie są podsłuchiwani. – Dotarłem tu właściwie przypadkiem. Dostałem polecenie zatrzymania się w jakimś ustronnym miejscu i wybrałem tę farmę.
– Przypadkiem? – powtórzyła.
– Właśnie, zupełnie przypadkiem. Mogłem w końcu skręcić w każdą inną drogę i dojechać do zupełnie innych zabudowań. Na tym staram się budować mój optymizm. Być może jesteśmy bohaterami jakiejś niezwykłej pomyłki – tak sobie to tłumaczę.
A ty jak tu trafiłaś?
– Ja? Wiesz, oni przyszli po mnie na lotnisko. Co gorsza, powołali się na Marca, który jak twierdzili, wysłał ich po mnie. Wsiadłam do ich samochodu pełna obaw, ale zupełnie świadomie. Potem moja droga zamieniła się w koszmar. Jechaliśmy szybko. Bez słowa. Tylko po to, abym znalazła się w tej piwnicy. Gdyby nie ty... W jej oczach pojawiły się łzy. Zaczęła szlochać. Poul przytulił ją przyjacielsko.
– Bóg jednak czuwał nad tobą. Mogłem nigdy się tu nie zjawić. Ale jestem i wiesz... czas zacząć działać, a nie popadać w jeszcze gorszy nastrój. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu, w którym byli uwięzieni.
– Może uda nam się stąd wydostać. Zobaczmy wspólnie, co da się zrobić. Może coś wypatrzysz. Pomóż mi, Monik. Kobieta wstała. Oboje starali się dokładnie obejrzeć piwnicę. Miała około trzydziestu metrów kwadratowych wielkości. Pomalowana na biało, z oknem przy suficie, starannie zabitym od zewnątrz, najprawdopodobniej deskami. Poul postanowił przyjrzeć się najpierw drzwiom, które dzieliły go od korytarza prowadzącego na górę. Nie wyglądały zbyt solidnie. Na nieszczęście otwierały się do środka, a nie na zewnątrz pomieszczenia, w którym się znajdowali. Utrudniało to ewentualną próbę sforsowania ich. Poul zwrócił się do Monik.
– Zobacz, czy nie znajdziesz jakiegoś narzędzia, którym mógłbym spróbować otworzyć drzwi.
– OK, już patrzę – zaczęła się rozglądać, schylając się pod łóżko, na którym wcześniej siedziała.
– Nic tu nie ma – stwierdziła.
Poul podszedł do okna. Wspiął się na palce, starając się spojrzeć jak najwyżej.
„Tu nic nie dokonam” – pomyślał. Wrócił do drzwi.
– Monik... znalazłaś coś?
– Nie – odpowiedziała wyraźnie zmartwiona. – Czy sądzisz, że oni nam zrobią coś złego?
Obrócił się do niej. Spojrzał jej prosto w oczy.
– Jestem pewien, że nic nam... – przerwał nagle, słysząc głosy za drzwiami.
– Usiądź, Monik. Usiądź na łóżku.
Posłuchała go. Sam stanął pod ścianą znajdującą się naprzeciwko drzwi, które otwarły się gwałtownie. Do środka wszedł najpierw mężczyzna, który wcześniej się nie odzywał. Trzymał w ręce pistolet. Wycelował nim w Poula. Za nim pojawił się jego partner, człowiek wydający polecenia. Spojrzał na niego.
– Dalej, wychodźcie oboje. Byle spokojnie, inaczej zginiecie natychmiast. Ja nie żartuję. Najpierw ty – wskazał na kobietę. Wstała i powoli podeszła do niego.
– Dalej, nie zatrzymuj się – skinął na nią.Monik wyszła na korytarz.
– Teraz ty, tylko żadnych numerów, bo ona zginie najpierw – postraszył go.
Poul ruszył powoli. Mężczyzna zatrzymał go przed drzwiami.
– Wyciągnij ręce przed siebie – rozkazał. Poul spełnił jego żądanie. Mężczyzna skrępował mu dłonie plastikowym cienkim paskiem spełniającym rolę tradycyjnych kajdanek.
– Będziesz spokojniejszy – dodał. – Dalej, ruszaj. Idziemy
do samochodu. Pchnął go lekko przed siebie. Wyszli z piwnicy. Przeszli przez pokój znajdujący się na parterze budynku i podążali dalej przez mały korytarz. Wyszli na podwórze. Na zewnątrz panował mrok. Stojący przed domem samochód miał otwarte tylne drzwi.
– Wsiadajcie oboje – rozkazał mężczyzna. – Szybko. Monik pierwsza znalazła się w środku samochodu. Przesunęła się na drugie siedzenie, robiąc miejsce Poulowi. Ten usiadł, uderzony przez zamykające się drzwi auta. Pilnujący ich ludzie usiedli z przodu. Samochód ruszył. Fragmenty okolicy przesuwały się w świele zapalonych reflektorów. Oświetlane na chwilę drzewa dodawały jej demonicznego wyglądu. Samochód po dłuższej chwili wyjechał na asfaltową drogę. Pomknął szybciej przed siebie. Monik i Poul siedzieli w milczeniu. Siedzący z przodu mężczyźni wymienili kilka zdań w nieznanym Poulowi języku. Był tym zaskoczony. Sam, mając talent do języków, kojarzył je na ogół bez trudu. Nie tym razem. Usłyszał jedynie znajomo brzmiące słowo: griffin. Droga była pusta. Samochód mknął szybko przed siebie, rzadko mijając jadące nią samochody. Po dwudziestu minutach wyjechali na autostradę. Minęli zieloną tablicę wskazującą kierunek jazdy. Poul dostrzegł napis: Wien. Jechał już dzisiaj tą drogą. Prowadziła w stronę lotniska. Nie znaleźli się jednak na nim. Samochód minął znane Poulowi miejsce i mknął dalej. Monik spoglądała na niego od czasu do czasu przerażonym wzrokiem. Starał się odpowiadać jej uspokajającym spojrzeniem. Nagle auto zboczyło z autostrady. Jechało w kierunku strzelistego wzgórza. Na jego szczycie widoczne były rozłożyste ruiny zamku. Widok był niezwykły. Monumentalny, a zarazem przerażający. Zbliżali się szybko. Wjechali na rondo u stóp wzgórza. Skręcili na prawo. Po kilkuset metrach samochód zatrzymał się po prawej stronie ulicy, na małym parkingu. Siedzący obok kierowcy człowiek wyszedł z samochodu. Wyjął pistolet spod marynarki. Otworzył tylne drzwi. Kiwnął pistoletem na Poula.
– Wychodź – rozkazał.
Poul spełnił jego żądanie. Siedząca obok Monik poruszyła się. Mężczyzna z pistoletem natychmiast to zauważył.
– Ty nie. Zostajesz – powiedział zdecydowanie.
Zatrzasnął drzwi i pistoletem wskazał Poulowi drogę. Poszli w kierunku ciemnej groty. Po chwili w niej zniknęli. Monik została sama z milczącym kierowcą. Wolała o nic nie pytać. Minuty mijały. Jej przerażenie rosło. Była pewna, że nie zobaczy się już z Poulem. Czuła, jak jej ręce robią się coraz bardziej zimne. Zawsze tak reagowała w momentach przerażenia. Nie wiedziała, co będzie dalej. Nagle w słabym świetle ulicznych lamp zobaczyła dwóch mężczyzn kierujących się w stronę samochodu. Starała się ich rozpoznać. Po chwili jej serce zabiło mocniej. Rozpoznała Poula z człowiekiem, który wcześniej zabrał go z samochodu. Wracali. Jej radość zwiększyła się, kiedy Poul znalazł się z powrotem obok niej. Mężczyzna wsiadł do samochodu.
– Sankt Kathrein – powiedział krótko do kierowcy. – Miałaś szczęście. – Odwrócił się do Monik. – Mam was zawieść w jedno miejsce. Jedź – zwrócił się do kierowcy. 
Samochód ponownie ruszył. Po krótkiej chwili znaleźli się z powrotem na autostradzie. Poul patrzył uważnie na drogę, widział, że jechali w kierunku Grazu. Po kilkunastu minutach szybkiej jazdy skręcili w kierunku tego miasta. Przejechali je szybko, pustymi ulicami. Jechali dalej. Samochód sprawnie pokonywał zakręty. Dojechali do Waiz. Niewielkie miasto z rozświetlonymi salonami samochodowymi przy głównej drodze. Pojazd zaczął to gwałtowanie hamować, to przyspieszać. Znaleźli się w niezwykłej okolicy. Jej szokujący wygląd podkreślał kontrast biało-szarych wysokich skał z czernią nocy. Droga wiła się pomiędzy ogromnymi skalnymi blokami, pnącymi się wysoko do góry. Była coraz węższa. W pewnym momencie nieomal zderzyli się z jadącą z naprzeciwka furgonetką. Ich samochód dosłownie otarł się o szarą skałę z namalowanymi czerwonymi krzyżami. Poul i Monik milczeli. Radość z faktu, że nadal przebywali razem, mieszała się ze strachem przed niepewną przyszłością. Samochód skręcił w boczną drogę. Przetoczył się po drewnianym mostku, przerzuconym nad wartkim górskim strumykiem. Pomknął dalej, wznosząc się coraz wyżej, jednocześnie oddalając się od uczęszczanych traktów. Jechali przez las. Po kilku kilometrach mrok rozświetliły słabe uliczne światła małej, schowanej w górach miejscowości. Uliczka, którą jechali zwężała się coraz bardziej. Nad miejscowością wznosił się biały, lekko oświetlony kościół. Samochód podjechał pod bramę prowadzącą do niego.
Zatrzymał się.
– Wysiadać – mężczyzna obok kierowcy wydał polecenie.
Wysiadł z samochodu. Otworzył tylne drzwi.
– Dalej, idźcie.
Szli dookoła kościoła. Po lewej stronie, na otaczających ich grobach, przebijało się tlące światło świec. Obeszli kościół. Prowadzący ich mężczyźni rozejrzeli się dookoła. Otwarli wejście prowadzące wprost pod ścianę kościoła. Ukryte było tak, by nikt go nie dostrzegł.
– Wchodźcie – usłyszeli.
Monik spojrzała na Poula pytającym wzrokiem. Ten skinął głową. Po chwili cała czwórka zniknęła pod ziemią.

piątek, 10 kwietnia 2015

Jak wyglądałaby Ziemia gdyby lodowce stopniały?

Pod wodą zniknęłyby takie miasta jak Odessa, Petersburg, Londyn, Sztokholm, Kopenhaga, Bruksela, Wenecja, Lizbona czy Barcelona w Europie, Kalkuta i Mombaj, Szanghaj, Bangkok, Pekin czy Tokio w Azji. Zatoka Perska byłaby prawie dwa razy większa, a w samym środku Australii powstałoby nowe morze. To tylko kilka zmian jakie moglibyśmy zaobserwować gdyby lodowce stopniały a poziom mórz uległ znacznemu podniesieniu.







czwartek, 9 kwietnia 2015

Zaskakująca wiadomość! Powierzchnia lasów na świecie rośnie!

Obawy przed nagłym spadkiem powierzchni lasów na Ziemi okazują się być nieco przedwczesne, jak pokazują zdjęcia satelitarne poziom zalesienia naszej planety wcale bowiem nie maleje. 
 
Lasy deszczowe są wycinane przede wszystkim w Brazylii i w Azji
 
Niebywały wzrost liczby ludności w ostatnim stuleciu sprawił, że wyżywienie tych ogromnych mas ludzkich wymagać będzie dalszej wycinki lasów na całym świecie i urządzania na ich miejscu pól uprawnych. Czy zatem w najbliższych dekadach lasy zostaną wytrzebione do tego stopnia, że będziemy mogli je oglądać jedynie w parkach narodowych i rezerwatach? Takim mrocznym scenariuszem straszą nas media i ekolodzy, ale czy ma to związek z rzeczywistością?

Niezwykle cennych danych w tym temacie dostarczają nam krążące wokół Ziemi satelity, na podstawie zrobionych przez nie zdjęć można ocenić poziom zalesienia na planecie. Ku ich zaskoczeniu okazało się, że w ciągu ostatnich 20 lat pomimo znacznego ubytku powierzchni lasów w Ameryce Południowej i Azji Południowo-Wschodniej w innych rejonach, szczególnie Australii i Afryce Subsaharyjskiej lasy powiększyły się w tak znaczącym stopniu, że wyrównały poniesione straty. Lasy powracają także w byłych republikach sowieckich gdzie wiele ogromnych, należących do państwa gospodarstw rolnych upadło i na byłych polach i pastwiskach z powrotem wyrastają drzewa. Inaczej rzecz wygląda w Chinach, tam, szczególnie na wschodzie kraju chcąc osłonić się przed burzami piaskowymi z leżących w środkowej części kontynentu pustyń władze same prowadzą szeroko zakrojoną akcję sadzenia drzew i tworzenia naturalnej bariery ochronnej.

fot. Nature.com

Analizy dokonano przy pomocy metody pozwalającej na określenie ile biomasy lub żywej materii znajduje się na powierzchni planety, jak łatwo się domyślić strefy zalesiony posiadały tej biomasy najwięcej.Odrębną sprawą pozostaje jednak fakt, że lasy deszczowe np. w Brazylii wciąż są wycinane co wpływa bezpośrednio na ginięcie wielu gatunków zwierząt i roślin.
 
 
Występowanie lasów deszczowych na świecie



środa, 8 kwietnia 2015

Litwinienko: Rosja planowała we Włoszech atak terrorystyczny

Zamordowanie Litwinienki mogło być spowodowane faktem, że były oficer KGB poinformował włoskie władze o spisku jaki rosyjskie służby szykowały w tym kraju - podaje serwis Intelnews specjalizujący się w tematyce wywiadowczej.
 
 


Według relacji świadka przyczyną zabicia Litwinieki mogło być ujawnienie przez niego terrorystycznego spisku jaki Rosja szykowała we Włoszech.

Według Paolo Guzzantiego Rosjanin został zamordowany ponieważ zaczął pomagać włoskiemu rządowi w rozwiązaniu szeregu operacji FSB na terenie kraju. Litwinienko współpracował z Komitetem Mitrochina, któremu za pośrednictwem Mario Scaramellego udzielał informacji na temat działań rosyjskich służb dążących do zorganizowania ataków terrorystycznych we Włoszech. Guzzanti twierdzi, że dzięki Litwinience Włochom udało się zlokalizować osoby zajmujące się przerzutem broni z Ukrainy, najprawdopodobniej w celu zamordowania Guzzantiego i zabotowania prac Komitetu. W wyniku obławy aresztowano Aleksandra Talika, byłego oficera KGB mieszkającego w Neapolu oraz kilka innych osób, przy których znaleziono broń. Guzzanti twierdzi, że zabicie Litwinienki było zemstą za ujawnienie tych informacji i sygnałem dla innych byłych szpiegów, którzy podjęliby się współpracy z obcym wywiadem.

Aleksander Litwinienko (1962-2006) był agentem sowieckiego KGB, a następnie FSB w stopniu podpułkownika. Pracował w jednym z najtajniejszych wydziałów FSB służących rozpracowywaniu przestępczości zorganizowanej. Po tym jak sprzeciwił się wykonaniu rozkazu zabicia Borysa Bierezowskiego został aresztowany, po wyjściu poprosił się o azyl w Wielkiej Brytanii. W 2006 roku po spotkaniu w londyńskiej restauracji z jego dawnym kolegą Andriejem Ługowojem nagle zachorował. Według lekarzy do herbaty został mu podany toksyczny izotop polonu, który w krótkim czasie doprowadził do jego śmierci.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Czy susza w Kalifornii to dopiero początek? Kiedy zacznie brakować wody?

Jeden z najbogatszych stanów USA od dłuższego czasu zmaga się z ogromnymi brakami wody, problemy są na tyle poważne, że po raz pierwszy w swojej historii Kalifornia dokonywać będzie drastycznych cięć we wszystkich obszarach gdzie zużycie wody może zostać ograniczone. 

Klimat w Kalifornii jest w większości śródziemnomorski, co roku występuje tam pora deszczowa poprzedzona jednak okresem wysokich temperatur i niskich opadów, który trwa od marca do października.  Jednakże od ponad trzech lat z rzędu pory deszczowej nie było, a cały stan cierpi od co raz powazniejszej suszy.  Na mapie poniżej przedstawiono Kalifornię wraz z sytuacją w poszczególnych regionach.

 Legenda:

D0 - Abnormally Dry

D1 - Moderate Drought

D2 - Severe Drought

D3 - Extreme Drought

D4 - Exceptional Drought

źródło: http://droughtmonitor.unl.edu/Home/StateDroughtMonitor.aspx?CA

Mimo, że sytuacja w Kalifornii jest w tej chwili najpoważniejsza, to jednak brak wody zaczyna być dostrzegany także w innych stanach, szczególnie tych położonych na zachód od Gór Skalistych, ale też na północy Teksasu oraz w rejonie Wielkich Równin. Kłopoty tych regionów mogą się odbić na całej gospodarce Stanów Zjednoczonych gdyż to właśnie stamtąd pochodzi większość produkowanej w USA żywności. 

Sytuacja, z jaką mamy obecnie do czynienia zmuszać nas będzie do ponownego zdefiniowania tego jak zarządzamy naszymi zasobami wody pitnej i zacząć szukać sposobów na bardziej optymalne jej wykorzystanie. Jak twierdzi Steven Salomon skończyły się czasy gdy w górach zawsze można było znaleźć nowe źródła wody, równocześnie jednak ogromne jej ilości są marnowane. Przykładowo tylko w mieście Meksyk traci się 40-50% zasobów wodnych, zaś miasta w USA marnują ok 20-30%. 

To, co najbardziej martwi to zupełny brak przygotowania mieszkańców dotkniętych suszą stanów, problem jest o tyle poważny, że byli oni ostrzegani o nadchodzących niebezpieczeństwie. Czy powinniśmy zatem ignorować ostrzeżenia dotyczące braków wody także w innych rejonach świata, w tym w Polsce?

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Fragment powieści "Tajemnica 14 Bramy". Rozdział 18 Wenecja. Włochy

Kościół św. Rocha tonął w strugach deszczu. Niewielki, kamienny plac przed świątynią był pusty. Mieszkańcy Wenecji pochowali się w swoich domach, przyzwyczajeni do gwałtownych opadów. Turyści uciekali w popłochu do hoteli, a nieliczni z nich ukryli się w ciemnych bramach, prowadzących do kameralnych podwórek. Miasto stu siedemnastu wysp i stu kanałów opustoszało. Słychać było jedynie plusk rozbijającego się o kamienie deszczu. Stojący za ladami barów, ubrani w swoje eleganckie uniformy barmani, ziewali od czasu do czasu, czekając, aż z odchodzącym deszczem pojawią się w drzwiach oczekiwani klienci. Czasem po pustych uliczkach przemknął ktoś szukający nabywców na proponowane przez siebie parasole. W stronę kościoła, z różnych kierunków, zmierzało dwóch nieznających się ludzi. Zakryci czarnymi parasolami, podążali do wyznaczonego miejsca spotkania, pewnym krokiem. Pierwszy z nich, wysoki, szpakowaty, szczupły mężczyzna ubrany był w długi, czarny płaszcz. Spod niego wystawała sutanna. Drugi z mężczyzn, idący od placu św. Marka był średniego wzrostu. Czarne, lśniące włosy pokrywały głowę, w oczy rzucały się azjatyckie rysy twarzy. Ubrany w granatową kurtkę, szedł, rozglądając się niepewnie. Nie pytał jednak o drogę. Czasem marszczył brwi zastanawiając się zapewne nad tym, czy wybrał właściwą uliczkę. Pierwszy na schodach kościoła pojawił się ksiądz. Wszedł do środka cicho, trzymając klamkę drzwi, aż nie zamknęły się za nim. Zaraz po wejściu przeżegnał się, wcześniej mocząc palce w kropielnicy. Przeszedł kilka kroków i uklęknął. Pozostał w tej pozycji na dłużej. Jego usta poruszały się w niemej modlitwie. Pochylił głowę. Wstał. Podszedł do lewej nawy ołtarza i zapalił przygotowaną do tego celu niewielką, smukłą świecę. Uklęknął po tym geście raz jeszcze, podkreślając tym zapewne wagę swojej intencji. Odwrócił się i zajął miejsce w trzeciej ławce. Kościół był niezwykły. Znajdowała się w nim urna z prochami św. Rocha. Jego żywot jest znany, lecz źródła podają niewiele pewnych informacji. Bractwo Scuola Grande wybrało go swoim patronem chroniącym od zarazy. Drzwi do kościoła uchyliły się. Stanął w nich człowiek, który zamykał teraz przemoczony parasol. Wszedł do środka, nie robiąc żadnych gestów. Stanął w środku i rozglądał się dookoła.
Zobaczył siedzącego księdza. Podszedł do ławki i dosiadł się.
– Dzień dobry... dlaczego właśnie w tym miejscu? – zapytał.
Ksiądz spojrzał w oczy pytającego.
– To miejsce ma szczególne znaczenie. Kryje pewną tajemnicę – odpowiedział. Siedzący obok człowiek mimiką swojej twarzy wyraził zdziwienie.
– Mniejsza z tym... w każdym razie jest to miejsce, do którego udają się wszyscy, których nadzieja została mocno nadszarpnięta. Święty Roch jest patronem beznadziejnych przypadków. Z tego, co wiem, przypadek, o którym mamy rozmawiać, nie jest łatwy – spojrzał ponownie w oczy swojego rozmówcy. Jego zimny wzrok nie zdradzał żadnych emocji.
– Tak bym raczej nie powiedział... oczywiście mój rząd może poradzić sobie sam, ale...
– Oczywiście – przerwał ksiądz. – Jesteśmy pewni, iż nasza pomoc nie jest niezbędna, lecz w naszej wierze pomoc jest czymś oczywistym – zareagował dyplomatycznie.
– Skoro to już wyjaśniliśmy, przejdźmy do rzeczy. Znaleźliśmy się w pewnym kłopocie.
– Wiemy – ksiądz ponownie szybko zareagował. – Zrobiliśmy w tej sprawie rozeznanie i rzeczywiście sprawa wydaje nam się dziwna...
– Otóż to – potwierdził drugi mężczyzna. Jego twarz wypełnił grymas. – Chcielibyśmy się jak najwięcej dowiedzieć...
Ksiądz zamyślił się.
– Wydaje nam się, że powinniśmy najpierw, proszę mnie dobrze zrozumieć, ustalić pewne warunki...
– Oczywiście – tym razem człowiek o śniadej karnacji przerwał dyplomatycznie. – Potwierdzam taką wolę. Jesteśmy, może nie otwarci, bo to trudne słowo w naszym języku – uśmiechnął się – ale przygotowani na pewne ustępstwa, w zamian za lojalną i dyskretną współpracę.
– Cieszę się – odpowiedział ksiądz. – Wobec tego dam odpowiedź. Pożegnam się już – dodał.
Wstał. Uścisnął dłoń swojego rozmówcy.
– Skontaktujemy się, podobnie jak teraz...
Skinął głową w geście pożegnania. Wychodząc z ławki uklęknął i przeżegnał się. Wyszedł z kościoła cicho, podobnie jak do niego wszedł. Człowiek siedzący w ławce rozejrzał się. Sprawdził, czy nikt nie przysłuchiwał się ich rozmowie. Wstał i szybko opuścił miejsce, w którym czuł się nieswojo.

- See more at: http://pomocnicy.blogspot.com/2013/04/jak-dodac-informacje-o-ciasteczkach-do.html#sthash.uAMCuvtT.dpuf